niedziela, 30 grudnia 2012

w nowym roku życzę sobie drwala z brodą jak apokalipsa, siekierą stabilną w swym trzonie i histerycznych wstrząsów literackich. wtedy będę szczęśliwa - a jeśli nie, to będzie musiała starczyć wódka - okazjonalnie i niszcząco.

czwartek, 27 grudnia 2012

jesteś człowiekiem o twarzy wilka


  Świadomie śnienie zaczyna się w momencie pobudki, gdy zakładasz sobie na głowę wianek z porozrzucanych myśli. O ścianę odbija się twoje wspomnienie, z poprzedniego lata zimnego jak płyny ustrojowe bez akceptacji. Pewnego dnia, uświadamiasz sobie lęk znikania przed światem. Zatrzymanego powietrza, które rozwala na płaszczyźnie przypadkowości twoje zmartwiałe ramie. Obojczyk czule zakorzenia się pod konstrukcją z oddechów, nieskładnych pojęć i wytrychów rzeczywistości.

Jednomyślność obrazu z nieprzystającą do niej zazwyczaj ucieczką myśli, pojawiła się rano po zapaleniu papierosa, kiedy zimne dłonie ostrożnie położyły się same na twoich plecach, a że stałeś przede mną, to widziałam i ciebie i przestrzeń znikającego obrazu – kościół jak z pocztówki i brudne blokowisko po drugiej stronie, wewnątrz ludzie chodzący po swoich śladach. Przylepione do twarzy chłodne policzki; z dnia na dzień lato zmieniło się w zimę, a nawet w grudzień, a to już jest katastrofa, której nie można ocalić.

Miłosz, śpiewał o tym, że innego końca świata nie będzie, a ja mam poczucie tożsame z jego słowem. Każda godzina jest naszym prywatnym końcem świata, harmonią zmysłów, zdradą fizjologii. Przyległość może zostać nam obiecana, ale czy uda się pogodzić obcych z zapachem wrzosów na pustej, leśnej drodze?

Dlatego wszystko może być nowe, bo jest nowym już od korzenia. Śniłam bliskość i tęsknotę – łącznie wyszedł z tego człowiek o twarzy wilka, który ma ciepły głos i lubi zakładać zielone okulary, albo zielone oczy.

Odsłonięte zasłony przystawały do mojego wyobrażenia o jutrze, a potem na chwilę zaświeciło słońce. 

wtorek, 25 grudnia 2012

jestem roznosicielką wirusów. lubię spacery po księżycu. w łóżku śpię z kotem. jest rudy - więc pewnie fałszywy. stanowię problem dla każdego kto mnie zna. słucham muzyki, której nie znasz i czytam książki o których nie chcesz sobie wyobrażać. czasami palę. częściej piję. przeklinam. chciałabym istnieć w postapokaliptycznej rzeczywistości. mam donośny głos i miękkie włosy.

 i w ogóle nie jestem pewna ciebie.

ale to tylko świąteczny kryzys. chyba.

sobota, 22 grudnia 2012

kaleczę przestrzeń ostrym narzędziem. krzyczę. krzyknij razem ze mną. zamykam kolejny rok. boję się podsumowania. boję się prawdy. boję się ciebie. i tego, że kolejna zima minie bez zapełnionego zeszytu, bez dreszczy, zdjęć i zagłuszonego oczekiwania.

plastyczne powietrze i plastyczność skóry to chyba moje największe tęsknienie. i mleczna konsystencja wszystkiego co otacza. jak ciepła poduszka i zamglone światła po drugiej stronie ulicy. oświetlony kościół i parapet brudny od smutnego popiołu z papierosów, które grają zwłaszcza wtedy gdy jest czas na wywracanie siebie do góry nogami. po drugiej stronie ktoś zupełnie inny układa swoją przestrzeń - a ja patrzę bezmyślnie na świat, który kurczy się pod naszymi powiekami do rozmiarów ziarenka słonecznika. i słyszę wszystkie słowa i widzę wszystkie momenty. jestem chwilowo tylko rozebrana i bezbronna. jak dziecko szukam schronienia i ciepłej ręki, którą mogłabym złapać, przypiąć się i wracać za każdym razem po coś innego. skończmy się spowiedzią bez rozgrzeszenia.

środa, 19 grudnia 2012

chciałabym zacząć już teraz przeliczać słowa na dni, dokonać pomiaru i dokładnych wyliczeń - ile było potrzeba powitań i pożegnań. uśmiechów. 


niedziela, 16 grudnia 2012

mam obciążenia składające się z( nie)wypowiedzianych słów, (nie)odwiedzonych miejsc, (nie)zaistniałych sytuacji,( nie)wziętych oddechów, (nie)zrozumiałych gestów. tracę czas na rzeczy, które są smutne. to miłe. 

sobota, 15 grudnia 2012

oddech

jestem teraz w winnym stanie skupienia. jestem być może lekko czerwona.  wszędzie. i jest mi tak błogo, ciepło i (przy)tulnie. prawie jak (przy)tobie i z tobą. chciałabym już tak pozostać na dłużej. może na zawsze. żeby zacząć opowiadać o istniejącym początku świata, który zakrywa mi usta, nie pozwala mi mówić, okalecza mnie.

piątek, 14 grudnia 2012

mam wrażenie, że za bardzo wychodzę ze sobą do innych, obcych i tak silnie jak ja  rozlinkowanych. internetowo. może kiedyś sobie wybaczę, że buduję coś bez korzeni. 

majus pierwszy raz w życiu wydaje mi się obcy i zimny. (?) tak jak Poznań. 

środa, 12 grudnia 2012

A właściwie wszystko co tu jest, każde słowo i każde tchnienie, każda prawda i każda emocja jest spowodowana katastrofalnym brakiem bliskości, który już w tym momencie rozlany jest we mnie całej. Stwarzam siebie z braków, a słowa pomagają mi trwać.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

nocne jęki w koronkach

chciałabym kiedyś ochrzcić to miejsce innym imieniem niż samotność. i podziękować ci jednym, wyraźnym słowem, dopowiedzianym, bez metafory okalającej zniszczenia mojego środka. 
nie lubię czytać o słodkich porankach pachnących kawą i ciepłą z każdej strony poduszką. 
znowu mam zimne stopy i dłonie, chyba pozbywam się zakończeń nerwowych. 
jest mi wstyd za moje nastroje. 
w dodatku - być może przekonam się do Gombrowicza, a to zapewne trwale naruszy fundamenty mojej literackości. 

piątek, 7 grudnia 2012

nocne lęki w koronkach

rodzisz się w wielkim trudzie myśli. każdego ranka to krwawa ofiara a każdej nocy bolesne niezasypianie. jest obficie od całości ciebie, której nigdzie nie ma. próżno szukać nawet marnej części, odgłosów, albo literackich tropów głośno zakrzyczanych. jest też gęste powietrze otulone albo stwarzane ze smutnej poświaty zielonkawego światła, które jako jedyne i autonomiczne zwierze, stwarza w tym pokoju intymność. nie ma jej w istotach cielesnych, więc przeniosłam ją na martwe przedmioty, które ożywiam palcami na swoje własne potrzeby przebywania właśnie w tym miejscu. bije mnie po głowie literatura, która przykro wsiąka z każdym miesiącem mocniej i odważniej, cieknie bladym strumieniem niewiary i dokańcza wielkiego dzieła niszczenia moich zmysłów, które chyba zaczynają umierać, albo poszły na wielki cmentarny marsz ku pokrzepianiu innych. wszystko co ważne jest albo w muzeum moich wyobrażeń o sobie albo jeszcze w ogóle się nie narodziło. drażni mnie wszystko co jest podwójne, boli mnie wszystko to co nie krąży samotnie wokół mnie, co nie płacze i co się nie dusi z zatroskań i lęków nocnych.

poniedziałek, 3 grudnia 2012

chciałabym abyś okazał się moim miejscem takim które zawsze mogę dotknąć
nawiedzać swoją smutną obecnością
i takim które mogę objąć zatopić się w nimi zatrzymać powoli tak abyś nie stracił żadnego oddechu

chciałabym abyś spróbował mnie poznać od końca od pleców po obojczyk od stóp po brzeg czoła od pierwszego słowa które nieśmiało chcę wypowiedzieć.

wtorek, 27 listopada 2012

to tylko bezosobowe tchnienie. umysł, który zapłodniła samotność. wariacja na temat roli czasu i miejsca w którym lubimy zastygać raz i na zawsze. i gdy między dłońmi pojawia się nitka, którą łączy cię z momentem z przeszłości - wszystko domaga się odbicia na szarym papierze o ostrych końcach. tak bardzo jest nam wtedy blisko do siebie mimo czasu i drogi, która nas dzieli, wielkich kosmicznych przestrzeni. lubię to widzieć jako kosmos, kategorie trwania w długim spadaniu w dół. bez bezpieczeństwa.  bez potrzeby uderzania w siebie nawzajem. bo już nie trzeba, bo już się stało.

 i widzimy siebie na dwóch osobnych końcach, żeby odpocząć i pooddychać powietrzem, które jeszcze między nami zostało.

niedziela, 25 listopada 2012

chodź, chodź tu. chcę cię mieć. chcę mieć blisko twoje dłonie i stopy w łóżku obok, żebym nam razem ciepło było i błogo. zatrzymaj się na progu pokoju już na zawsze, żebym wiedziała, że zawsze będziesz wchodził. chodź, chodź, do łazienki chodź, umyje ci plecy i pocałuję w obojczyk. chodź, chodź, do kuchni, zrobiłam obiad dla ciebie a teraz cię nakarmię, jak małe dziecko. chodź, chodź, będziemy rozmawiać długo o wszystkim. chodź, chodź, żeby zneutralizować smak mojej skóry. chodź, chodź, zdejmij ten ciepły sweter na zimę, bo ja już przestałam się wstydzić naszej nagości.

sobota, 24 listopada 2012

w
   l i                                    s t
o                          p
a            d   z
i         e            

c z                      ę  s
t o  

        s                    i     ę

r o                         z    p

a  
 d              a  m  

wtorek, 20 listopada 2012

Chciałabym oglądać z Tobą góry z perspektywy namiotu. Rankiem zatoczyć się od nadmiaru świeżego powietrza, a potem obmyć Twoje zmęczone dłonie w strumieniu.

piątek, 16 listopada 2012

zaniemogły nam nogi, oczy i głowy. myśli najbardziej. wszystko było roztopione - a najbardziej moje ciało. wydobyło się z niego dużo. szczerze i bezboleśnie. stopy zaplotły się, skręciły daleko ode mnie. i właściwie rozmowy uświadomiły jak niewiele mogę powiedzieć. jak wielka część z tego nigdy do ciebie nie dotrze. i raz kolejny mogę monologować. patrzeć jak dla niektórych świat ciągnie się jak wata cukrowa. idzie zima więc mam słodkie skojarzenia i wiśniowe papierosy. nawet oddech mam słodki. może ostry. trochę. jak osobowość. jest bardzo ostra i silnie usytuowana wobec tego co jeszcze nie mogło się wykształcić. wszystko przez chwile było jak w karykaturze. prostsze i zdatne do przełknięcia. chyba minął pierwszy, szturmowy zachwyt okalającym nas miejscem. bezpiecznymi murami, które bronią bezdusznych i tolerancyjnych myśli. historia nie jest i nigdy nie będzie obca. ale jakoś mniej uczuć i mniej czasu. wszyscy się spieszą - do siebie. do lepszego czasu gdzie indziej, tuż obok. a mnie nie interesuje przechodzenie na drugą stronę ulicy, bo i tak oglądam się za siebie. wszyscy poważnieją, mają plany na życie po. miejsce? ja jestem gdzie indziej. na pewno nie tutaj. przeszkadza mi prędkość. dlatego myślę cały czas o tym i piszę cały czas o tym.  nie umiem poznawać planu miasta, szukać nowych skojarzeń, bo wszystko mi utknęło. wszystko mi umyka. a w garści ktoś inny ściska czekoladowego cukierka. jeszcze nigdy nie czułam się tak bardzo bez nikogo i bez niczego. nie mogę bez ciebie dorosnąć.

wtorek, 13 listopada 2012

Wtorek
strach przed jutrem.
z trudem łapię słowa na klawiaturze - 
konieczność zostawienia śladu staje się silniejsza 
ode mnie.

Ostatnio wszystko jest silniejsze - 
ode mnie.

Deficyt bliskości. 

Chciałabym cie umieścić w jakiejś wielkiej, panoramicznej powieści naszych czasów. żebyś biegał między słowami, tańczył jak pijany, strudzony udowodnieniem mi, że to jest twoje właściwe miejsce. Chciałabym znaleźć dla ciebie dużo przestrzeni -  nieograniczenie. Coś co się ciągnie i daje formować. Chciałabym ci dopisać akcenty, postawić kropki w odpowiednim miejscu i średnik - tak abym zawsze mogła jeszcze coś dopowiedzieć, żebyś miał pewną nieskończoność. Zanim usiądziesz na tym krześle obok mnie, zapiszę cię, stworzę na wzór i podobieństwo swoich strasznych emocji. Pomogę ci się zjawić. 

niedziela, 11 listopada 2012

rozkruszyły się dziś słowa. na koniec. na początek. spadły jak liści, których już nie ma i znowu jest tylko świat. bez nich i bez nas. konstrukcja jest chwiejna. 
zdmuchnij. 

oddaj mi siebie. w kawałkach ostudź ciało. przymknij oczy, aby skupić się tylko na cierpkim zapachu. pokaż mi poduszkę na której odcisnęła się twoja głowa wczoraj w nocy. prześlij ciepło w białej powłoce. 

czwartek, 8 listopada 2012

ciepło, czekolada, rękawiczki, kakao, koc pomarańczowy, tęsknienie.

nie ma tu  zmęczonego szczęściem samobójcy. nie ma dłoni zawieszonych w powietrzu. nie ma plastyczności skóry i powietrza z plasteliny. rozklejam się i rozczulam. pod powiekami roztrąca mi się świat. nie umiem już jak dziecko rozbierać się w ciemności. potrzebuję światła. mamy konsystencję rozgotowanego mleka i pachniemy wanilią. jest zimno więc chowasz się w moich włosach. rozgrzewa się moja myśl - ta co jeszcze wczoraj miała knebel w ustach. nie ma słów i głosu obok w moim uchu. jesteś miliardy kilometrów stąd. leżysz zasypany pod śniegiem w wielkiej jamie na końcu wszystkich moich światów. odbijam się w lustrze jak słabe wspomnienie zamglone nierzeczywiste wcale nie moje. gęsty dym z papierosów - cicha mgiełka.
nie masz aury i imienia. kule się. za dużo miejsca na tęsknienie. wielka przestrzeń bez przytulnego zapełnienia.  jedna rękawiczka skazana jest na samotność. dziecinnieje. wycinam serce z materiału. zapraszam cię do środka żebyś spróbował mnie poznać. wszystko jest zimne poza ciepłym swetrem którym oszukuję przyjaciół.

sobota, 3 listopada 2012

koronkowy stanik

zachciewa mi się krótkich zdań o niczym tak jak rozmowy przez telefon. jestem obok i słyszę głos. bez sensu. nic się jeszcze nie przeterminowało nie straciło cholernej daty ważności nie rozpoczął się proces fermentacji nie mogę nic wyrzucić na śmietnik. cholera. kolejka kolejka kolejka puste okienko. wszystko zostawiłam w poczekalni. nawet nie wiem czym zajmuję się teraz. zapomniałam. bo nogi nie chcą iść dalej. boli mnie kręgosłup. od kilku tygodni. i to nie jest metafora (prze)trwania. ciekawe czy potrafisz się rozpiąć na moich oczach.

sobota, 27 października 2012

Nienawidzę tanich sentymentów, ale poczułam nagłą chęć wyrażenia tego, jak bardzo cieszyć może znowu, raz kolejny: czapka, rękawiczki, mandarynki i nowa książka.
A może bardzo potrzebuję tanich sentymentów.
Będzie łatwiej oczekiwać na góry w maju.

poniedziałek, 22 października 2012

człap człap

Lubimy dowiadywać się nowych rzeczy o sobie - pusty frazes na koniec dnia.
Jesteś zatem silniejsza niż myślałaś i zdolna wytrzymać duże dawki bólu. Na własne życzenie, zgodnie ze swoim uczuciem lub bezczuciem - bezczucie w tej sytuacji brzmi lepiej. Tak bardzo nienawidzę trochę tylko rozwiązywać sznurowadła, że wolę chyba chodzić w takim konkretnym zawieszeniu. Jestem dobrą dziewczyną. Przysięgam. Wiem czego chcę. Przysięgam. Uspokoiłam się, bo zaczął mi odpowiadać mój osobisty, trwały, dotykalny stan rzeczywistości. Takie małe drzwi a nie mam do nich klucza. Po co je wyważać i rujnować cały dotychczasowy nieporządek? Ja się w tym bałaganie tak zgrabnie poruszam. Jejku, aż sobie zazdroszczę tych kocich ruchów i pomruków.
Potrzeba zatem konkretnej siły. Drwala z siekierą? Co by powiedział Freud na drwala z siekierą...? Okej, sama umiem odpowiedzieć. Więc dokładnie tak - drwal z siekierą, który u korzenia samego odrąbie mnie z zastanego porządku. Ho ho ho. Wyjdę łagodnie jak motylek z poczwarki. Spokojnie.

środa, 10 października 2012

zimno i ciepło. nie wiem czy tak da się jednocześnie. od zaczekania boli głowa. to jest znowu ta niepewność chyba. i jakaś zatrważająca ochota na wszystko co ma jesienny smak. wtedy jest wyjątkowo bo czas zdaje się być umieszczony pod szkłem powiększającym. i nawet jeśli lubię powiększać rzeczywistość to dobrze będzie przecież w nią uwierzyć. a dlaczego nie? tyle chcę powiedzieć ale nie mogę. ktoś zapuszcza korzenie. umiejscawiam się obok twojego imienia. przyjemne miejsce. ogrzewasz dłonie. rękawice już nie chcą mi wystarczać. boję się.
przywitaj ze mną październik.

wtorek, 2 października 2012

wtorek, 25 września 2012

Mam w sobie dużo kotów, literatury i gór w różnych proporcjach zależnych od dnia.
Jeśli chcesz to mogę się podzielić, ale tylko jeśli nie jesteś kobietą i masz brodę.
Dobranoc.
Zostałam poważną kobietą - i tak aż do 15 października.
Dobranoc.

niedziela, 23 września 2012

stoi pośrodku pokoju. ma zamknięte oczy. rozlała się farba więc umoczył stopy i wszystko jest brudne. na ciele i na ścianie widać kawałki złuszczonych z pamięci obrazów. jest teraz odtwarzaczem filmów albo rzutnikiem. światłem będą oczy. na jego głowie siedzi rudy kot i chce wbić się pazurami w szyje. prawdopodobnie za oknem pada deszcz ale nic nie słychać. pachnie. żarówka się przepaliła. ktoś z boku oddycha. zaczyna coś mówić. pewnie będzie to coś w rodzaju cichej prośby o wysłuchanie. oni też czasami potrzebują spowiedzi. wzdrygnął się. kot spadł na cztery kocie łapy i jedną ludzką. on ma teraz pogniecione dłonie bo strasznie długo musiał ją trzymać ugniatać gnieść wyrabiać formować uderzać w nią by przybrała ludzką postać.

wtorek, 18 września 2012

take me somewhere nice

skóra która oddychała latem w oczekiwaniu na następny dzień najlepiej było jednak nocą gdy dźwięk wydostawał się z przytłumionego nieśmiałością obrazu. ostrożność była kluczem do porozumienia który rozwarstwić miał wszystkie z niepewności rodzących się przez lata. dlatego z każdym słowem które miało zapach sztuczności i było zbyt wolne aby dotrzeć do niej na czas oddawał kawałek niepokoju i kłamstwa. ładnie kłamał - jak ksiądz który dziecku opowiada o wiecznych aniołach. nie było tu miejsca na żal utratę i niedowierzanie. było tylko szkoda opowiedzianych historii zakończonych zdań i znaków zapytania.
nocą jest nam najlepiej.

wtorek, 11 września 2012

druga w nocy to dobry czas na oglądanie zdjęć tkliwych nihilistów
na wracanie (zawracanie?) z dobrze znanego mieszkania
na moknięcie
na niespanie
na myślenie
na słuchanie
na czas, który tutaj i tak kłamie
więc nie będziesz mógł mnie znaleźć.

niedziela, 9 września 2012

chciałabym poznać odpowiedz na każde z twoich pytań. nie potrafię. chciałabym usłyszeć głosy, które odbijają się od ściany dźwiękiem poplątanym z wyrzutami sumienia, które pojawiły się po wyjściu za drzwi.
chciałabym poznać fakturę swojej skóry wtedy gdy jest jej dobrze, gdy wpada w dłonie otwarte na oścież, które gdy się zamkną to tylko raz i na zawsze. chciałabym wykrzyczeć, wydostać, wypchnąć na zewnątrz tyle myśli i emocji.
nie potrafię.

piątek, 7 września 2012

jest nowy plan. są nowe ciuchy. będą nowe buty. jest świeża muzyka. przybyło też przeczytanych książek. i wydłużyła się lista tych, które czekają - najpewniej na moją uwagę. włosy tak trochę już chciałyby do fryzjera, ale też jeszcze muszą poczekać. spodnie też chce kupić, rozmiar mniejsze, później może dwa rozmiary. umyję też okno i powieszę nowe zasłony. a jak nastanie już poniedziałek to zacznę myśleć o układaniu zajęć.
obawiam się tylko, że przybędzie mi papierosów w torbie. zaczynam kopiować poprzednie dwa lata ze swojego życia.
nie mogę się doczekać.

poniedziałek, 3 września 2012

wyszeptane
nędzne opary rzeczywistości jesteśmy w niej bezwstydni raz jeszcze chociaż obiecaliśmy sobie zgodę na tworzenie nowych form
pierwiastki
tego co jeszcze wczoraj leżało na podłodze przemówił w zakłopotaniu i subtelności
ciała
skulone razem tworzą jedyną rzecz wartą niepokoju
scaliły
się moje słowa.

niedziela, 2 września 2012

Nic nie stanowi teraz dla mnie większej całości. Nie wiem czy kiedykolwiek była jakaś całość, która wstawałaby ze mną z łóżka, brała prysznic i jadła obiad. Nie wiem czy kiedykolwiek byłam bliska aby stworzyć coś co mogłoby być całością. Co gorsza ja również nigdy nie byłam całością dla kogoś. Jedną i spójną całością, która miałaby na szyi wyryty adres zamieszkania, numer pesel i imię swojego kota. Całość kojarzy mi się z czymś okrągłym, owalnym, słodkim i puchatym. Całość nie może drapać, uwierać, męczyć i zadawać pytań. Całość po prostu jest. A tutaj nadal jest coś rzucone na podłodze w milionach kawałków, które do siebie nie pasują - chociaż ja cały czas skrupulatnie zbieram je i sklejam. Czasem na siłę dodaję nowy element, bo rozpierwiastkowanie drażni moje oczy.

sobota, 1 września 2012

r.o.z.cz.ę.ś.c.i.ł.e.ś
a teraz trzęsę się
kule ogon
jak gdybym go miała
pod siebie bo tak najcieplej
i bliżej już być nie może
to taka bliskość
na jaką mnie stać.

piątek, 31 sierpnia 2012

proszę cię o chwilę ciszy o chwilę rozwagi po to bym mogła pomyśleć nie tylko nad słowem ale też nad tym że jestem człowiekiem a tego nikt nie chce uszanować. że ja tu żyję, jem, oddycham i czuję być może bardziej niż inne osoby które spotykasz na swojej drodze. a słowa będą zawsze tak samo ważne jak powietrze które wpompuję ci w usta któregoś dnia gdy wszystko jebnie. mam wrażenie że świat was wykastrował  że popkultura was wykastrowała że jesteście tylko nędznym odbiciem waszych pragnień i fantazji że wszystko co potraficie to spuścić się w chusteczkę przed monitorem i jednym okiem zerkać na drzwi czy się nie otworzą i nie zobaczy was matka. potraficie pierdolić głupie cipy na imprezach i wkładać brudne chuje w gęby które wyartykułować potrafią może cztery słowa pod rząd. jak na was patrze to chcę mi się rzygać bo jeśli tak ma wyglądać rzeczywistość ludzi którzy mają po 20 lat i czują wolność to ja chcę iść do więzienia. tworzycie wszyscy chore relacje jesteście upośledzeni i cierpicie na chroniczne zapalenie wszystkich emocji. kobietom przestała działać subtelna seksualność facetom komórka odpowiedzialna za prawdę uczciwość i dojrzałość.

sobota, 25 sierpnia 2012

rozrzedziło się powietrze i słońce zaczęło wstępować na tłuste twarze brzydkich kobiet. a potem na całe szczęście moje i wspólne  ludzie zaczęli się rozchodzić.  tak, że w końcu zostałyśmy prawie same i zbrojne a nawet uzbrojone w kilka piw, paczkę fajek i przyjemną muzykę, która puszczona bezpośrednio z superekstra telefonu nie wkurwiała ucha (o dziwo). stopy całkiem mocno wbijały się w miękki i ostygły już z dziennych wrażeń piach - czasami tylko znajdowałam w nim brudne pety, ale starałam się je ignorować aby nie psuć tego cukierkowego romantyzmu, który o Panie Chrystusie pierwszy raz znalazłam nad Bałtykiem.
Oprócz petów ignorowałam także budki z kebabem, facetów kurwa w japonkach, kobiety-orki, zakochanych i ogniste zachmurzenie nieba. muszę jednak odnotować, że zdarzył się w moim życiu drugi najbardziej odpowiedni papieros  (nie, nie palę często, okazyjnie raczej). on był tak bardzo odpowiedni i miał jeszcze wsparcie dobrej muzyki więc mi się oczy same zamknęły i zobaczyłam być może ważną twarz gdzieś daleko w podświadomości. nie przeszkadzał nawet lekko popsuty warkocz z którego uciekały moje włosy, bo chyba czuły morską bryzę. a papieros czekał aby z południowego zadupia przetransportować się i  zapalić  dopiero na północy. warto było czekać. ale ja minęłam jak zwykle zbyt szybko. no, chociaż może życzenie się spełni a wtedy cztery kobiety w stroju Ewy nie będą największym szaleństwem tego czasu.

piątek, 17 sierpnia 2012

amnezja

Jesteś wszystkimi słowami i pewnie każdym słowem osobno. Ukrytym gdzieś między tym co wypluwasz z ust od siódmej rano właśnie wtedy gdy odrywasz głowę od poduszki a ona tak śmiesznie odciska ci się po lewej stronie włosów. A potem pewnie pijesz kawę i włączasz wsteczny. Parkujesz i wysiadasz i pewnie nawet nie wiesz, że u mnie jest wtedy środek nocy, że przekręcam się na drugi bok i mam sen, który wygląda jak teledysk tej smutnej piosenki, który wysłałeś o 21:50 tamtego wieczora kiedy ja chciałam się pakować, ale tylko po to, żeby wsiąść w zupełnie inny pociąg niż w ten w którym będę w rzeczywistości już za parę godzin. A właśnie te godziny ciągną się niemiłosiernie między 7 a 15 każdego dnia od tylu tygodni, kiedy z taką zawziętością wypełniam ten czas robieniem tylu niepotrzebnych, niekończących się, absurdalnych czynności - a każda z nich sprowadza się do płaczliwego spoglądania w stronę biurka. I teraz jest ten moment w którym przekraczam granicę gdzieś dawno wyznaczoną przez zasady i konwenanse, które zabrane zostały przez płacz dwa dni temu i wtedy już się dowiedziałam o co mi chodzi w tej grze. A twoja normalność jest chyba najpiękniejsza i jeszcze niedawno nie pomyślałabym, że tak mnie ujmie nudny człowiek z odpowiedzią na kilka zdań, bez dumnego zarzucania filozoficznym cytatem z klasyki literatury. Najważniejsza okazała się jedna emocja, która ma bliźniacze imię z inną. A ja już wytrąciłam się z tego autoportretu odczuwalnego z tej biografii dla umarłych w pięknym wieku, z tego chwytaj bo jeszcze ucieknie, z tego dymu papierosów, smaku wódki i szeleszczenia liści pod butami. Daj mi od siebie odpocząć, bo normalność jest jednak lepsza, można jej dotknąć i schować w słoiku a potem patrzeć jak dojrzewa, jak się przeistacza pod naszymi palcami w dziecko.
Stań się.

wtorek, 7 sierpnia 2012

Cicho tak ostatnio. W mojej głowie cicho. Wracają też kropki i przecinki. Pewnie na chwilę. Ale cicho tu. I spokojnie. Bez zatrzęsień. Ostatnie dni były dobre. Nasączone. Wypełnione. Wylewała się z tych dni jakaś ciecz podobna do czułości. Nic nie uwierało, nic nie bolało, nic nie drażniło oczu. Zawsze chciałoby się więcej - nawet wtedy gdy było tak miło. Jeszcze jeden sznurek do pociągnięcia, jeszcze jedno rozdanie i byłoby tak absolutnie i dobrze. Bez stawiania warunków. Jak mam rozumieć ten porządek w emocjach? To rozważne stawianie kroków? Ten równy oddech? Nie wiem, ale każda odpowiedź wydaje się pełniejsza - dlatego chcę być tam online.

czwartek, 26 lipca 2012

tak bardzo jesteś przyległy i bliski, usłyszany, przegnany z moich pobożnych instynktów. jesteś - szczególnie wtedy gdy wydychasz powietrze, miażdżysz podniebienie językiem, zasłaniasz usta dłonią bo ja chcę krzyczeć. lepisz mnie z plasteliny, dokładasz nowe elementy, które pasują ci najbardziej. grasz ze mną w grę, proszę pozwól mi przegrać. 







piątek, 20 lipca 2012

jeśli słowa mają moc sprawczą (a powinnam w to wierzyć bo hołduję literaturze) to sprawiam sobie właśnie małą apokalipsę. każdego dnia gdy emocje wyciekają mi palcami  na klawiaturę.
a może wreszcie zawiążę siebie  jak supeł, przyspawam trochę na siłę, bez obaw o resztę ciała, która jeszcze została na zewnątrz, być może zbladnę gdy ujrzę swój oddech na zamarzniętej szybie, zimą, gdy skończy się to co nieśmiałe
chodź, powróżę ci z ręki. opowiem zgrabną historię tylko zabraknie czegoś co pozostaje na końcu, czegoś niewzruszonego. chodź, zadrżysz, chcę się wyspowiadać.

poniedziałek, 16 lipca 2012

stop

i było coś potem a jeśli byłam to ja to tylko ci się zdawało prawdopodobnie jestem substytutem swoich słów i to o czym do ciebie piszę to fikcja życiowokurwaliteracka wyobraź ją sobie i ludzi pośród niej są idealni stanowią urzeczywistnienie wszystkich fantazji i marzeń są bardziej idealni niż wydają się być po zażyciu alkoholu dlatego przestań mi wierzyć sugerowałabym bezbolesne oderwanie się ode mnie nim zacznę uwierać bardziej jestem szara i nie pasuję do otoczenia do ciebie też nie

czwartek, 12 lipca 2012

cośsięstało

i co było potem ?
jak zwykle wielkie gówno
bo wiesz - ona do niego biegła, przez pół drogi biegła do niego jak szalona, chora psychicznie i pierdolnięta wariatka
ale nie mów o niej tak źle, przecież nie zrobiła nikomu krzywdy
szczerze mówiąc to już mnie nie obchodzi - zostawił ją, powiedział żeby spierdalała
i co się z nią stało?
no nic wielkiego,  zresztą nie wiem, nie widziałam jej od tamtego czasu.

wtorek, 10 lipca 2012

.

                                                       bądź

dziś
                               moją


płaszczyzną

                         porozumienia
                                                              ze

światem

poniedziałek, 9 lipca 2012

cielesności

Błądź mi po ciele dłońmi ciepłymi jak słońce. Błądź mi po ciele językiem mokrym jak strumień. Błądź mi po ciele oczyma mglistymi jak powietrze. Błądź mi po ciele sobą całym kompletnie. Ocieraj się jak listopadowy kot, mocno przyciskaj do piersi, wąchaj mnie i zamykaj w przestrzeni cielesnej. Odrywaj na chwilę i wracaj, do moich ramion, do moich piersi, do mojego pulsu jak bomba. Chcę cię widzieć rozmazanego w konturach niespójnych jak obraz wyrwany z ram pionu. Gdy nie ma już miejsce na powietrze między nami - dopiero tak mi bezpiecznie, tak mi dobrze, tak mi cierpliwie, tak w odrętwieniu jestem, zatracam się, wypadam z całych moich obrysów kobiety wolnej. 
I podlegam bezsprzecznie na tych sekund kilka twojemu dotykowi rozkoszy, który rozpruwa szwy mojej aury. Wypadam z siebie zupełnie i wgryzam się w ciepłotę twojego sprawiania mi łaski. I dążę do ciebie, już prawie jestem w tobie zakotwiczona jedną myślą od upadku – dobijam do ssącego zniecierpliwienia woli. I jestem pod twoim oddechem, mokra od biegu przez chwalebne męki, wyzuta z ostatnich granic oporu, wykolejona z prawdy, otwarta jak przestrzeń horyzontalna. Nieswoja, niczyja, nieprawdziwa. 
I muszę tak teraz do myśli mojej powrócić, a raczej przywrócić ją sobie na nowo. Wpisać w to ciało spuchnięte niedawnym przeżywaniem mężczyzny. Dotyki zabierają mi oddech, bo czuję go jeszcze między udami - bezwstydnymi narzędziami fizycznej, łóżkowej walki. Nie chcę odpychać, bo widzę jak walczysz z granicą przesunięcia mnie w następne rejestry – ja już nie mogę – trwam w sobie od teraz. 
Pochłaniasz powoli ciało, które już nie należy do ciebie. Odsuwam nas ręką zastygłą na kawałku twojej doskonałości. Rozumiesz jak czytam w nikczemnych gestach twojego oddania. I nie ma już nas wewnątrz dosłownych jak słowo. Jest tylko niepokojący rozłam cielesności kolejnej. Przyciągam do siebie strzaskane odbicie twojej pewności siebie, bo potrzebuję pomruku by zniewolić siebie już całkowicie, zniesławić w męskim kaprysie milczenia.

niedziela, 8 lipca 2012

oj

stoisz obok gdzieś pewnie jesteś blisko może cię widzę może się chowasz może się wyklujesz jak kurczak na święta zrobisz niespodziankę wyskoczysz z tortu na urodziny powiesisz się na choince zatoczysz jak wielka kula wylądujesz pod drzwiami bez pukania wyważysz wszystko i przejrzysz na oczy ja przejrzę na swoje potem przyjrzymy się sobie i zatracimy/stracimy/utracimy wybierz co wolisz co lubisz co chcesz co jest co chciałabyś
jesteś w kolejce za mną stoisz też w poczekalni na peronie być może cztery be albo na ulicy równoległej do mojej lub nastawionej agresywnie wręcz władczo
a najlepiej mów do mnie dużymi literami wykrzyknikiem bez znaków zapytania nie zawieszaj słów bo jeszcze nie zrozumiem i co wtedy

piątek, 6 lipca 2012

Jestem pojemniczkiem
na twoje słodkie słowa
wypełnij mnie
po brzegi
wepchnij jeszcze
trochę przekleństw
i zdarzeń
które po drodze
zagarniasz dłonią
jestem już otwarta
zdjęłam z siebie wieko
nieokreślonych
uczuć
jestem tak bardzo twoja
zepsuta
zatrzymana

wtorek, 3 lipca 2012

zrób jej jakąś krzywdę
może uduś
zaciśnij dłoń na miękkiej skórze
poczuj pod palcami delikatność pulsu
wyobrażaj sobie jak się szarpie
nerwowo pochłania kawałki ostrego powietrza
osuwa się
i uderza kolanami o podłogę
ona bardzo pragnie tej krzywdy
tylko nie wie jak ma ją wypowiedzieć
jak o nią poprosić

niedziela, 1 lipca 2012

właściwie to nie wiem

właściwie to nie wiem jak bardzo jeszcze można jak bardzo na nie i na tak jak bardzo ciągnąć do końca (jakiego?) jak bardzo czuć w bezczuciu i bez dłoni gdzieś obok na kocu na przykład gdy chowam tam swoje zimne nogi właściwie to nawet nie chce wiedzieć jak można bo to nie mogłoby oznaczać niczego dobrego bo to kolejne schody do przejścia wysoko tak że nie umiem dosięgnąć dlatego bywam czasami dla samej siebie tak bardzo efemeryczna i niedościgniona zamarznięta i zastała że aż nie chce mnie nikt ogrzać bo wydaje się jak skała która gdy dotyka to rozrywa i pomyśleć że tak często i szczerzę potrafię się śmiać najbardziej wtedy gdy widzę ile jeszcze rzeczy zrobić mogę tylko mi się nie chce bo przecież nie mam motywacji a nawet trochę umiem zrobić i ze sobą i dla kogoś i gdyby się znalazła jedna tylko osoba na dłużej niż słowa to mogłabym absolutnie wszystko a pod to wszystko wpisz co chcesz nawet lot na księżyc kradzież miliona z banku a nawet kanapki na kolacje bo wiesz zwykle brakuje takich najprostszych czynności zwykłych powszednich i dla innych żałosnych być może (że ktoś w ogóle może myśleć o czymś takim i smucić się jeszcze) jak samotne powroty z dworca czy brak towarzystwa w czasie niedzielnego obiadu w poznaniu
a te moje słowa to nie jest reklama banku i ja też nie jestem twarzą telewizji dlatego jestem w nich prawdziwa


piątek, 29 czerwca 2012

wsiadaj w pociąg

Bywa tak, że twoje myśli są jak pędzący pociąg, który nawet nie zauważy gdy jego wagony się wykoleją i powodują wielką katastrofę, śmierć ludzi, żałobę narodową. Ale to są też te momenty tak słodko bezwstydne, obnażone i skrajnie ekshibicjonistyczne - bo wtedy mogą liczyć się tylko te wyjątkowe uczucia. Nie ma znaczenia czy jesteś w przeszłości czy może czołgasz się gdzieś do lipca, sierpnia tego roku i widzisz jak pierwsze ranne spojrzenie przez okno przestaje być okupione męką wielkiego westchnienia, lub gdy jego jedynym celem będzie wypatrywanie czy ludzie mają pełne buty czy może sandały, płaszcze a może letnie sukienki. Kiedy to spojrzenie ma jakiś wymiar tak bardzo dosłowny i wyczekany, gdzie szyba nie jest już tylko kolejnym lustrem - wtedy przestaniesz się już od wszystkiego odbijać, to naturalne. Szyba jest czysta, firanki wyprane, a ludzie nie są już celem masowej eksterminacji. A więc od spojrzenia przez okno zacznie się ten poniedziałkowy ranek w południe i już wtedy możesz wyobrażać sobie zapach nocy, pasty do     zębów i kawy. Pomieszany ze sobą, połączony z drugim wydychanym powietrzem, należącym do kogoś innego, ale wtedy pierwszy raz masz przekonanie, że to powietrze wydychane obok ma status święty, ukorzeniający, utrwalający plastyczność skóry. Więc jest to dzień zupełnie bez obciążeń, bez supłów, przypaleń, zwątpień i zatęsknień a wszystko co w nim stwarzane jest pod opieką najwyższych instynktów, najbardziej składnych słów, najpotężniejszej wiary w sens zasypiania za parę godzin, powrotu do łóżka i zasłonięcia pachnących firan. Nie wiadomo tylko ile jeszcze musi wydarzyć się katastrof, wykolejeń na trasie jeszcze  nie całkiem znanej.

środa, 27 czerwca 2012

.

oddech nawet dwa może chciałabym jeszcze więcej ale tak bardzo jesteśmy nierzeczywiści wobec siebie wyłaniamy się tylko z słów które nieśmiałe i bezbronne wobec tego co chcielibyśmy jeszcze zrobić ze sobą i dla siebie i jeszcze niebo i wyładowania i gwiazdy i chodnik po którym stawiasz stopy gdzieś daleko ode mnie i jeszcze twoje imię którego nie mogę zapamiętać bo jakoś dziwnie brzmi niezłożone w głos a ja tylko chciałabym je wypowiedzieć  tak jak zostań i wtedy mogłabym przestać myśleć

poniedziałek, 25 czerwca 2012

no przecież nie boli przecież jest tylu ludzi i tyle wyciągniętych rąk  że za każdym razem jesteś wydostawana tym kołem ratunkowym jak stoisz gdzieś na środku pokoju w zastałej pozycji bezuczuć i czasami tylko zdajesz sobie sprawę z tego że nie możesz oczekiwać niczego więcej bo to jest nienaturalne bo to nie jest ta więź i ta relacja bo jest tylko tyle i aż tyle  ale jest inaczej i trzeba się z tym pogodzić  ty jesteś potem i na potem zawsze tak było i przecież nie możesz odmawiać innym sycących posiłków tylko ze względu na swoje niedojedzenie bo to właśnie na twoich oczach tworzyło się ileś iksów i igreków na rozkosznej osi miłości i zawsze z wielkim entuzjazmem kibicuj słuchaj od dwóch prawie lat tych słodkich odgłosów z kuchni gdy ktoś razem je śniadanie ogląda wieczorem film i bierze wspólny prysznic potem rzucą ci jak ochłapem rozmową o tym że spóźnił się tramwaj a okno od balkonu jest brudne i trzeba je umyć potem odbierasz telefon i głosi ci radosny ćwierk że karton jest już spakowany i za tydzień zmieniamy razem pokój mieszkanie życie gacie i śline a na końcu świata ktoś za tydzień spodziewa się dziecka - i to jest właściwie niesamowite bo zostaniesz prawie ciotką i życzysz szczęścia podczas każdej internetowej rozmowy stop za chwilę przyjdzie przecież sms i to będzie wsparcie doraźne bez którego bez chwili zastanowienia mogłabym już walnąć się na podłodze i czekać

i może myśl i oczekiwania na słowa nie będzie kiedyś tak bardzo dręczyć i zagłębiać się z każdym otworzeniem komputera bo to taki koński galop od przeszło pół roku gdy co miesiąc wieszasz sobie sznur przy lampie z tych wszystkich zajebistych słów które podobają się obcym ludziom obco brzmiącym głosom

ucz się kurwa do egzaminu bo go nie zdasz i wtedy będzie kolejny powód do tego żeby się nad sobą poużalać

a przecież właściwie mogłabym wykrzyczeć tak jestem zazdrosna jest mi za to wstyd bo powinnam upleść wianek i ci go włożyć na głowę pocałować w czoło i wygłosić monolog że tak się cieszę bo się cieszę tylko nie umiem tego okazać bo dlaczego wszyscy tylko nie ja

niedziela, 24 czerwca 2012

aż do upadku, aż do największego spodlenia, aż do największej porażki, krwi na podłodze, strachu przed zaśnięciem, zimnych białych ścian, zawodu, płaczu, krzyku, ciszy, braku słów, przyjazdu, powrotu, oczekiwania, wydarcia, szaleństwa

pozostanę w sobie i ze sobą, wierzyć będę, stawiać będę małe kroki, ostrożne uśmiechy, wbrew prawdzie innych, wbrew temu do czego ktoś zmusza, ktoś wie, ktoś był, ktoś zrobił, przeciw temu co łatwe, dostępne, nieludzkie, niemoralne, chamskie, zakłamane, kurewskie, obrzydłe, mdłe, zastałe, wytarte, pospolite

tak, wierzę, chcę wierzyć, że to jest moje, wypracowane, wyidealizowane, piękne, osobiste, wyczekane/doczekane, że to się wydarzy zgodnie z planem, obietnicą, zgodnie ze mną i w zgodzie ze mną i w zgodzie z tobą, że zaświeci, że się pojawi, bez obtłuczeń, sińców, ran

no przecież tak będzie, ja temu pomogę. a potem ty pomożesz mnie.

czwartek, 21 czerwca 2012

.

spokojnie jest tylko wtedy gdy świat nabiera barw pęcznieje pod chropowatością twoich dłoni potem się rozpływa gdy odchodzisz  na chwilę by wrócić i znowu znajduję obłęd w oczach tak przyjemnie łaskoczący moje usta bo one wtedy same się śmieją.

Dziś nie było nawet porannej kawy i szczególnego celebrowania tego co należy na siebie włożyć. Pośpiech nie pomaga w podejmowaniu decyzji. Deszcz też nie. Pada tu od dwóch dni. Nie chce przestać. Nie będzie dziś tego cudownego świetlistego nieba? Pełnego papierowych ogni? Słowiańskie 'walentynki' - tak, właśnie dziś należy je świętować. W pierwszy dzień lata.

A może to lato będzie jakieś słabe? Wakacje zaczną się trzeciego lipca. Potrzebuję inspiracji. Chyba niewielu ludzi boi się wolnego czasu. Ja się go boję.

Jesień i zima są  łatwiejsze do zaakceptowania, a może to wtedy mnie przyroda akceptuje bardziej, bo ładnie do niej pasuje.

Ostatnio myślenie sprawia mi przyjemność, więc może zaczynam akcje aklimatyzacji.

wtorek, 19 czerwca 2012





Schodziłem z gór lekki, bagaż doświadczeń jeszcze mnie nie obciążał, nikt na mnie nie czekał, nikt o mnie natrętnie nie myślał. Młodość mi przędła horoskop. Miałem czas, morze czasu przed sobą. Wszystko jeszcze mogłem odłożyć na później.


                 Wojciech Kuczok

niedziela, 17 czerwca 2012

Ostatnio przesadzam z wielokropkami (bo norwidowskie przemilczenie), Bonem (który wyje gorzej ode mnie do księżyca), makaronem z picolo (bo jest blisko), sprawdzaniem poczty (bo komputer nie chce się zamknąć), swoją obecnością tutaj (bo jestem taka super w internecie - tu powinien być cytat, ale pierdolę), spędzaniem czasu w łóżku (nie, nie z tego powodu z którego bym chciała), nieprzeczytaną ilością książek na egzamin (chyba jeszcze nigdy nie było tak źle kurwa mać), przeklinaniem (co widać), zamykaniem się w sobie (czego nie widać), złośliwością i ogólnym nastawieniem do świata.

Chcesz to pokaże Ci te wszystkie miejsca w których bywam, bo to jest kurwa prostsze niż się wydaje (powinnam teraz zamieścić tu kilka odpowiednich linków). Autoprezentacja, autoreklama. Wyślę dobre zdjęcie - zrobione dobrym aparatem w artystycznym świetle, powiem Ci, że przeczytałam  to, to, to to, i to i to i to i to i to. To lubię, to jest gówno, ten cytat zamieściłam tu, a ten tu. Zabłysnę - jeśli chcesz, tytułem ambitnego filmu. Zapalę papierosa i będę tak uroczo wypuszczać dym nosem, żeby wyglądać mądrzej/seksowniej/wyraźniej/niewyraźniej. Stworzę sobie wizerunek jaki będziesz chciał żebym stworzyła. Ty zrobisz to samo i wyrównamy rachunki.

Gdy wracam to czasami zmieniam drogę - w ostatniej, możliwej chwili. Żeby stworzyć sobie iluzję przebywania w innych miejscach.

czwartek, 14 czerwca 2012

Czasami czuję jakieś spojrzenie na plecach, myślę, że może chcesz mi coś wtedy powiedzieć, albo, że może zjawiłeś się tak nagle, że nawet nie zauważyłam tego chaosu, który zwykle wydarza się razem z przybyciem. Gdy już odwiesisz oczy i przymkniesz powieki, bo wtedy zwykle zręczniej jest nie patrzeć, uruchamiasz dłonie. Nie wiem czy robisz to specjalnie, bo wiesz, że ja tego nie lubię - wolę jak zawsze patrzysz, nie muszę wtedy przywoływać w myślach twojego głosu, dla pewności, że jednak go znam. Ale ty je uparcie zamykasz, wiem to nawet wtedy gdy siedzisz za mną i się nie ruszasz, mam cię za plecami i w zasadzie ta świadomość jest cudowna, ale gdybyś jeszcze potrafił przełamać strach, przyznać się do mnie, otworzyć, zedrzeć łatwą świadomość, prostotę. Pewnie byłoby mi łatwiej się z tobą spotkać.

sobota, 9 czerwca 2012

Opowieść dla przyjaciela

Piszę tę opowieść dla Ciebie, ale nie jest ona doskonała, bo cały czas mam zamknięte oczy. Tyle tu liter, słów które składają się na zdania, na koślawe miniatury - jak ta. Być może nigdy by ich nie było, być może nie zdecydowałabym się na rozszczepienie, ale kolejny z przypadków sprawił, że jednak mam to miejsce. Kolejna poczekalnia, jakich wiele. Nie ma smaku i zapachu, ale odwiedzają ją ludzie. Być może.. Ty też tu się kiedyś pojawisz. A może już tu byłeś? Przeczytasz to co do Ciebie pisałam, może nawet zechcesz odpowiedzieć. A ja już wtedy będę wolna. Oderwana od fraz w tramwaju, na ulicach, gdy piję kawę i czytam książkę. Wtedy będę mogła zająć się rzeczywistością. Zwyczajnie nabazgrać na kartce w kuchni, że wrócę po 17. Ty jak wstaniesz to przeczytasz. I nie będziesz już musiał włączać komputera, żeby spróbować mnie poznać.

czwartek, 7 czerwca 2012

Otóż znowu pojawiły się te cudownie żylaste myśli - żylaste bo tak rozgałęzione,  o nieprzystawalności do otoczenia. Czy ktoś - - jeszcze - - kiedyś - - zapewni mnie o tym, że rozumie? A jeśli tak powie to dlaczego mam wierzyć? Niesparowane cząstki są wykluczone ze społeczeństwa - jeśli mnie nawet nie wykluczą to wykluczę się sama. Być może, należy dokonać moralnego i emocjonalnego przewartościowania. Tymczasem, pozostańmy przy żałosnych modlitwach o przypadkowe spotkania, przypadkowe wyobrażenia i przypadkowe fascynacje - jest przecież tak wielu ludzi, którzy zajmują się życiem. Ja mogę poczekać.

poniedziałek, 4 czerwca 2012

Dobrze jest mieć pretekst do rozmowy.

Postromantyczny pretekst.

Przystankowy pretekst.



Pretekst w ogóle.

piątek, 1 czerwca 2012

rozpikselowałam się znowu od początku to samo znowu mi ciąży to gówniane wszystko  znowu chce się rzygać znowu jest ten sam kurz śmierdzącego miasta od którego jestem dalej i dalej że już mnie chyba w nim nie ma i skończył się dzień który mnie cieszył mały pierwiastek trochę wyobrażonej przyszłości ale wciąż jest to samo miejsce i nie ma nic co mogłoby łączyć nic i możesz sobie krzyczeć w czterech ścianach bez ciała

środa, 30 maja 2012

Dzień, który był już przekroczony

Huśta się już od wielu dni. Tych zaczekanych, wypełnionych i powrotnych - a nawet tych stałych, już po wszystkim. Huśta się i podchodzi do gardła. Nagle rozbrzmiewa w uszach i żyłach. Pulsowanie ciała, oddalenie myśli, przybliżenie obrazu - a potem już wejście. Urwana droga nad przepaścią, zaokrąglenie i wmurowanie w przypadek zdarzeń. To jest jak dreszcz, wszystkie włosy stają na skórze, przechodzi ten mrużący oczy płomień a czoło staje się czerwone.
Więc nie chcę już czekać, pielęgnować obrazów, nie chcę składać słów i oczekiwać od nich wyjścia poza kolejne granice a wejścia w rejestr wyobraźni i przewartościowania emocji. Chcę to zapisać chaotycznie, chcę urywać zdania i wybierać tylko skaczące elementy, które najtrudniej jest oswoić.
Dzień był już przekroczony, od świtu odmierzał się sam - bez uciążliwych próby panowania nad czasem. Weszłam weń pewna tego, że ukaże mi się inny, bardziej soczysty, lepszy, wypędzony z nudy, nieśmiały. Trwał we mnie od bardzo dawna i każdym fragmentem skóry odczuwałam bliskość i związek z wydychanym powietrzem. To pewnie przez niepewność, którą precyzyjnie odkładam na dole żołądka i nie mogę strawić. Ale ten dzień - który był już przekroczony nie dał mi powodów do zatrucia, do zatęsknień i zaczekań, do włączenia smutnej muzyki i odłożenia na później obowiązków - ten dzień nie naruszał mojej autonomii i  mojego chronicznego zapalenia.
Brudne szyby i śmierdzące zasłony - jeszcze sprzed wyładowań politycznych, wcześniejsze szybkie przetransportowanie - by zostać 'opamiętaniem' a potem to już tylko zasysanie zdarzeń i mentalne zatrzymywanie wskazówek - żeby jeszcze, na chwilę móc słuchać i patrzeć. Pociąg się rozpędzał i być może przekroczyć miał nawet moje domysły. Wilgotna trawa i niebo porozrywane na kawałki - to gwiazdy - pomyślałam i szłam dalej, cicho, tak aby nikt nie zauważył moich sklejonych oczu. Zapach - surowy, żywiczny, drewniany - trochę cierpki. Stopy uruchamiały dźwięki, dłonie odciskały kształty w plastycznym powietrzu - one już tam chyba zostały. Te kształty - tak myślę. Słońce i niebo, słońce, niebo, świat, słońce, niebo, świat, ja, słońce, niebo, świat, ja, przestrzeń panowania nad słońcem, niebem, światem i sobą. Mam otwarte ramiona i próbuję cię objąć. Jesteś daleko - zamykam oczy, jesteś małym punktem pośród zieloności, już cię dotykam. To takie proste. Czuję, że dam radę istnieć bez skutków ubocznych dla otoczenia. Zatrzymanie, rejestracja dźwięków i kształtów. Odnotowałam, zjadam dalej, połykam, zachłannie mielę językiem, na zapas, żeby wystarczyło, na długo, na zawsze, dla wspomnień, dla siebie. Pachnie dymem, jest wcześnie - ale on mi nie przeszkadza. Wypełnia estetyczną luką między nami. Wypuszczasz go  z ust, ale za każdym razem jak przechodzisz to go czuję. I czarną kawę. To zabawne - uśmiecham się do siebie.
Kolejne spotkanie, zderzenie z wyobrażeniem, które ostatnio osiągnęło rozmiary wielkiego miasta. Nie wiem co myśleć. Mam zakłócony kontakt z rzeczywistością. Umysł jest lekki i podatny za zawroty. Uspokajam się - ona mnie uspokaja. Dziękuję, po raz kolejny. Idziemy dalej, a ja widzę wersy ze Stachury. Małe, żółte kwiatki i szum, który zupełnie absorbuje. Przyjdź do mnie jawnogrzesznico, będę cię rozbierał powoli na wszelkie nadzieje kolorów i zespolenie, może zakwitniesz nad ranem piękną duszą słonecznika. 
Dzień, który był już przekroczony zdawał się wynagradzać mi ostatnie miesiące. Podświadomość nie szukała już po omacku pozostałości ze stycznia.
Zobacz jak tu cicho, zobacz jak nie jestem już rozerwaną cząstką atomową a integralną częścią powietrza. Tak, to soczewka - skupiła w sobie niegdyś rzuconą  i porozrywaną kliszę.

niedziela, 20 maja 2012

Zdjęcia, które oglądasz niosą z sobą smutną cielesność - bo niespełnioną. Zapach ciał w bieli i czerni. Zamyślenie i rozświetlenie - jednoczesny wybuch, zdrapywanie ściany, zmazywanie ołówka. Wybrzuszenie - wsiąknięte, struchlałe emocje, które tylko na chwilę wychodzą. Potem giną. I tak zabijasz je - za każdym razem gdy jesteś tak ładnie niedopowiedziana i niedoczekana. Zatrzymana w pół drogi, niedotykana i zatęskniona w ciele bez ramion, bez pulsu i bez wilgotności. Każda całość jest bez ciebie, jest niedoskonała i bezkształtna. Jest osaczona, zatruta i wylękniona. Z ciągłą pretensją o zaistnienie.

piątek, 18 maja 2012

23

Nocne powracanie. I nocne zawracanie. Rozmowy o 23. Spracowane dłonie. Wylęknione spojrzenia ludzi, którzy uciekają aby się o siebie nie otrzeć. Ostra krawędź i już możesz oddychać. Jeszcze jeden łyk i będziesz jak oni. Łatwi i dostępni dla wszystkich i o każdej porze. Uczuciowy ekshibicjonizm, publiczna deklaracja wiary w rzeczywistość. I już widzisz pochwałę w ich oczach, uroczo klaszczą, zapadają się w krzesłach. Kolejne przedstawienie i wybaczą ci winy. Zostanie jeszcze jeden sakrament. Rozproszenie obrazu następuje zawsze w momencie niespodziewanym - gdy pewny jesteś słów i wstydzisz się tylko podnieść głowę, aby się nie obić o sufity, nie zepsuć dekoracji. Za jedno rozczarowanie nie dostaniesz nagrody - będzie to tylko niewydolność organizmu.

wtorek, 15 maja 2012

Twoja rozmowa o końcu świata

Spotkaj mnie,
dotknij.

Rozbij szklany stół,
pozbieraj poczucie winy,
że znowu to zrobiłeś,
że tak bolało.

Odejdź,
zabierz powietrze,
i rozmowy o końcu świata.

poniedziałek, 14 maja 2012

Ciało


  Podniecone nogi – zwłaszcza uda, które niezaprzeczalnie domagają się rozerwania. Wtargnięcia, które ustawi je w pozycji dramatycznie bezbronnej. Jesteś tak bardzo seksualny i gdy się o nią ocierasz -  ona gubi się w znaczeniach. Poznała twój zapach i to poznanie uświadamia jej porządek życia. Najpierw jest podniecenie, dziejące się szybko i intensywnie. A potem cała reszta, której być nie musi. Daj się dotknąć, spróbować, ugryźć, na chwilę, na teraz. Nie chcę przekonywać do emocji, chcę się z tobą kochać.  Krzyczy w myślach – gdy nikt nie słucha. To dramat niewydarzającej się formy. Wyciągnij ze mnie życie, tak jak wyciągasz dym z papierosa, który rozrywa ci usta. Zatrzymaj mnie w nich. Jest niedelikatny, niespokojny, ucieka nosem, zatrzymujesz go w gardle. Wychodzisz, nabrzmiałe pragnienia wyrysują ci kontury kobiety, która szaleńczo układa się pod twoim ciałem. 

.

                                           Dyskretna forma animacji świata.

            Początek jest czarno-biały.

                                                            Jak na tym zdjęciu. Tak ładnie święcą ci się oczy.

   Można cię dotknąć? Tak, aby nie skrzywdzić?

sobota, 12 maja 2012

Zawracanie

To takie ładne i przybiera cudowne barwy nie do cze ka nia. Wyróżniam czcionkę chcąc zwrócić uwagę na główne słowo mojego życia. A to 'moje życie' brzmi tak patetycznie, że chyba się porzygam i wtedy przynajmniej otrę się o człowieczeństwo. Skutecznie je sobie przywrócę - bo ostatnio tylko je wywracam. Rzucam nim o ściany i dźgam ostrym nożem - nerwy mi skaczą jak muzyka elektroniczna. Nie wiem czy to od ogólnych nastrojów kończącej się pięknej epoki w której dziś więziłam swój umysł, czy może od tych gejów na ulicach. Dziś psy pieprzyły się na trawniku, a wczoraj w nocy ludzie wyszli na balkony ze swoich szarych bloków żeby poczuć deszcz na języku. Miałam ochotę ściągnąć ubranie i wybiec na ulice. Tak rzadko budzi się we mnie zwierze, tak bardzo jestem ucywilizowana - dziś nawet złożyłam łóżko i stwierdzam, że to dobrze, że nie mam biurka przy oknie - wtedy byłabym dla kogoś człowiekiem w oknie - a tak to tylko romantyczna pornografia, stań badań i spękane usta.

środa, 9 maja 2012

Szerokie tory. Jedzie pociąg. Dwie szklane szyby i odbicie jej twarzy. Jest tu dużo kurzu i za mało miejsca dla ludzi. Jest za dużo oddechów i za mało prawdy. Nie można przecież rozumieć wszystkiego gdy ma się tylko 21 lat. Można się sprzeciwić, można czuć słabość, można prosić o pomoc.

poniedziałek, 7 maja 2012

Alice, Alice.

But, my dear, this is NOT


WONDERLAND and you are NOT
         
                                     ALICE! 


 No właśnie. Ty nie jesteś Alicją a to nie jest Kraina Czarów. Więc lepiej załóż ochraniacze, zamknij oczy i przestań żyć tymi pięknymi obrazkami, tym światem z plasteliny, tym zapachem wiosny, wiatrem przełomów i kurwa setkami bzdur, które zwykłaś nazywać marzeniami. Ogarnij się dziewczyno i żyj jak żyją inni - prosto, kieruj się fizjologią i potrzebą zaspokojenia - dotyczącą wszystkiego. Masz już 21 lat. Jesteś dorosła. Dojrzała. Złożona. Cała. I przyzwyczaj się do tej uporczywej myśli, że JEST i BĘDZIE właśnie tak. Już wiesz co czujesz, wiesz jak to jest, nauczyłaś się charakterystyki organów wewnętrznych - bo widzisz, już jest po tym momencie przełomu na który czekałaś, a Ty nadal karmisz się tymi książkami. Proponuje inne posiłki. Regularne - ułatwią zasypianie. Bo Ty nie możesz mieć planów, nie możesz - bo to się nie może zdarzyć, nie może się udać. Rozumiesz?
Tak, to jest prawdziwa historia i to jest smutna historia. 

sobota, 5 maja 2012

  1. Chciałabym napisać, że jest pięknie, kolorowo i lukrowo.
  2.  Chciałabym napisać, że wstaję wypoczęta i zrelaksowana.
  3.  Chciałabym napisać, że perspektywa (jakże długa i szeroka) lata napawa mnie ulgą - taką aż do uduszenia.
  4. Chciałabym napisać, że każdej nocy nie boję się zasnąć i że nie patrzę na drugą, pustą i  zimną stronę łóżka. 
  5. Chciałabym napisać, że wiem czego chcę od życia i do czego prowadzą mnie te dokładne studia nad samą sobą. 
  6. Chciałabym napisać, że nigdy nie przedawkowałam książek i alkoholu. 
  7. Chciałabym napisać, że mało przeklinam.
Chciałabym napisać, że coś się zmienia, dzieje, wyłania.
Nie napiszę bo:

  1. Nie potrafię prowadzić narracji,
  2. nie lubię różowego,
  3. nie przepadam za słońcem,
  4. jestem wypełniona, przepełniona i zapełniona,
  5. jestem silna - szkoda, że tylko w oczach innych ludzi,
  6. jestem rozsądna,
  7. jestem grzeczna.
Jestem zachwycona splotem wszelkich okoliczności.

A dziś rano zdałam sobie sprawę z tego, że on kiedyś pisząc o bólu, smrodzie, ciemności, robakach, smutnych piosenkach i ogólnym syfie z gnojem - miał racje.


czwartek, 3 maja 2012

Zapalenie.




Płaczą ci oczy,
A usta nie szukają już oddechu.
- są tylko spuchnięte,
Od nadmiaru elementów.
Jestem skupiona na swoich oczach - gdy pospiesznie zmywam z nich bród całego dnia i ludzi, których widziałam i na których sama je naraziłam. Jestem bezbronna wobec nich wszystkich.
Nie mam śladu z twoich rąk na udach. Nie jestem dziś pełna. Nie było mnie z nimi - tylko byłam między tymi wersami. Gdzie jest teraźniejszość, jeśli ja cały czas szukam wydarzeń. 

wtorek, 1 maja 2012

skutek uboczny

                        Ona jest w mężczyźnie uwięziona.

 Albo nim owiązana - jak czerwoną wstążką - wygląda w nim jak prezent urodzinowy.

.
                                          Ona się proszę Pana nakarmiła jego oddechem
                                                                - dziś rano -



                                                                                                         

                                                                       i wie Pan, teraz ma czkawkę.

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Jestem

Mam otwarte okno. Jest ciepło i nagle. Szybko jest dziś w pokoju od moich myśli - zwykle bezpłodnych.
Dziś chociaż trochę zmusiłam się do płodności, bo koniec kwietnia pomaga. Owocowe drzewa tylko raz w roku wyglądają właśnie tak, że doceniam przestrzeń w której przyszło mi bywać.
 Byłam dziś w Beskidzie, Krakowie, Wrocławiu, na jego łóżku, w przymierzalni, przed obiektywem, na trawie. Byłam dziś naga, ubrana, wątpiąca i wierząca.

Byłam i chyba ciągle jestem - w oczekiwaniu. Na coś, na kogoś, na ciebie.

wtorek, 24 kwietnia 2012

.

To raczej wybucha - wielkim oddechem.
Wykasuj się.
Nie czekaj na nic.

Żyj, ale bez naiwności -
raczej w zbroi,
tak jest bezpieczniej.

Zamknij się i daj mi spokój.
Na której stronie kończy się ten rozdział?
Nie wiem,
jeszcze nie dotarłam do głównego wątku.

A czy on się kiedyś zacznie - ten wątek?
Nie wiem,
ale może kupisz mi słonia?

sobota, 21 kwietnia 2012

rzygaj.

Ten dzwoni. Tamten tęskni. Ona pisze. Ona rozmawiam. Ona ci opowiada. Spotykasz ją raz na jakiś czas widzisz postęp. Ach ta miłość! Co ona robi z kobietą. Szczuplejsza o dwa rozmiary, uśmiechnięta i z nowymi włosami. Nawet z papierosem wygląda dobrze, a sądząc po tych całowaniach na balkonie seks też ma zajebisty.
Reset. Krzywe zwierciadło. Przestań upokarzać swoich myśli i ciesz się szczęściem innych. Zobacz! Ile tych samych związków na ulicach, wyszli dziś bo ciepło było. Dojrzali - ale nadal dumni, zapatrzeni i trzymają się za rączki. Rano z pewnością nic ich nie wkurwia, bo w perspektywie mają noc z czymś więcej niż ze swoim laptopem. Jezu drogi, rzygam na to. Nienawidzę ludzi - chyba, że jestem pijana.
Ciekawa jestem swoich frustracji za kilka lat, albo za kilka miesięcy. To postępuje.

środa, 18 kwietnia 2012

znikaj

Spokojnie jest mi w twoich oczach, które widziały już wszystko i to samo co inni ludzie. Przestało mi się wydawać, że czuję i chcę czegoś innego. On ma smutne oczy i zaciśnięte usta tylko wtedy kiedy jej nie ma. Z nią jest tak samo - pozwala sobie myśleć i wracać gdy nie czuje tego ciepła pod kocem, gdy stopy dłużej niż zwykle są chłodne, ręce bezwstydnie skupione na sobie. Egoizm wynika wtedy z ciągłego bycia ze sobą na wyłączność. Nie mogę już dzielić uczuć z innymi, nie umiem współczuć. Jestem przerażona. Zatracam w sobie naturalność - ona gnije. Za chwilę już jej nie będzie.

Czuję bicie twojego serca, więc będę chciała je dotknąć (to bicie). Czuję zapach twojego ciała, więc będę chciała je z ciebie zedrzeć - jak zrywam kolory. Łamie twoje żebra. Krew daje mi słodki smak człowieczeństwa. Teraz już w ciebie weszłam, wije się między twoimi organami, zaszywam się w twojej skórze, mieszam się z twoim zapachem. Nie ma podobieństwa dusz - to tylko imaginacja. Dlatego chcę zniknąć w drugim człowieku. Gdy mnie nie będzie, zostawię na zewnątrz niepokój i ciągły brak.

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

kobieta twojego życia

Bo ty tak pięknie piszesz, tak pięknie mówisz i tak pięknie pachniesz. Czytasz, chodzisz, rozumiesz. Żyjesz i wiesz jak żyć. Już się nauczyłeś. Poskładałeś w całość swoje wyobrażenia. Czy mogę powiedzieć, że siebie dogoniłeś? Tak. Jesteś taki mądry i taki odpowiedzialny - za siebie i za nią. Każdego ranka składasz łóżko, masz czystą bieliznę, wyprasowane koszule i białe zęby. O idealnej godzinie pijesz kawę. Patrzysz w lustro i puchniesz z podziwu. Twoje wykształcenie i praca to spełnienie oczekiwań - nie tylko rodziców. Masz taką śliczną dziewczynę! Pasuje do ciebie - tak ładnie wyszliście na tym zdjęciu, które masz na profilowym i na tapecie telefonu. Chodzicie na spacery i na niedzielny rosół do jej rodziców. Ona jest taka wpatrzona w ciebie i podziwia twoją zaradność, portfel i twojego penisa, którego brzydzi się wziąć do ust. Tylko czasami gdy jest ciemno dotknie go tą swoją małą dłonią, którą zwykle poprawia tylko twój krawat. Czasami stać was na większe szaleństwo - latem idziecie nad rzekę i kochacie się na trawie. Ona i tak nic z tego nie ma, bo piasek włazi jej między uda a słońce świeci w oczy. Jednak nadal tak patrzy na ciebie, zjada spojrzeniem słowa, których jeszcze nie zdążyłeś wypowiedzieć. Jest oddana i zawsze kiwa głową na znak pełnego zrozumienia. Gdy mówi to albo wtedy gdy podziwia twoją nieskończoność w jej życiu  - albo wtedy żeby spytać czy posłodzić ci herbatę. Jesteś zadowolony ze swojego życia - w końcu to twoje świadome wybory. Lata ciężkiej pracy. Parę mądrych książek na koncie i wyobrażenie o świecie składają się na twoje 'szerokie horyzonty'. Koledzy zazdroszczą ci pracy, dziewczyny i ustabilizowanego życia erotycznego. Ostatniego playboja miałeś w rękach 10 lat temu, bo przecież ta pierwsza miłość przyszła tak szybko i bez wysiłku, że nie zdążyłeś dobrze opracować samodzielnych technik dochodzenia do orgazmu. Pocisz się trzy razy w tygodniu w kobiecie swojego życia.
Umrzyj.

niedziela, 15 kwietnia 2012

niebieski

niebieski był kot na moim tapczanie
niebieska była lampa na moim biurku
niebieskie było twoje zdjęcie
niebieskie było odbicie światła
niebieska myśl przechodząca na drugą stronę ulicy

Pożyczy mi pan kota? Na parę dni.

Zobaczyłem panią, może to mi wystarczy na jakiś czas.

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

mniamm

wyśnione miłości, , ciepły kaloryfer, sok pomarańczowy, zielone oczy, zapach nowej książki, skrobanie długopisu na papierze, 'awaria' w słuchawkach, deszcz na języku, nagie piersi, białe michałki, dłonie we włosach, miętowa herbata, zęby i szyja, amelia, list, gęsia skórka, kawa z mlekiem, m.g.ck.j.e.

i ja - gdy się uśmiecham.

plan b.

Wielkie wyładowania, których nie jestem w stanie zatrzymać na dłużej. Przecież wszystko zależy od oderwania stóp od podłogi. Od poderwania ciała i myśli. Tyle tego we mnie siedzi, tyle się burzy. I co z tego? Nic. Znowu Tetmajer - ten z gór. Tak, chodź ze mną w góry. Teraz. 

Zaczynam planować, zacznę od wyrzucenia kalendarza. 

środa, 4 kwietnia 2012

3

  Miałam chyba dziś trzy refleksje, szalone napady, prędkie pomysły na 'napisanie'. Mam białe kartki, które mobilizują mnie do spróbowania, zmierzenia się nie tylko ze słowem, ale także ze swoimi myślami.

  To jedno z naszych ulubionych miejsc w przestrzeni codziennych przebywań. Ostatnio jest tam ciemno - zepsuła się żarówka i nikt jej nie wkręcił. Może to dobrze? Jest intymniej a ludzie przechodzący obok już tylko nas słyszą -  a nie słyszą i widzą. Dziś tam jednej z nas brakowało, ale jedna z nich, jedna z nas, jedna z moich -  ruszała ustami. Otwierała je w półmroku i doskonale widziałam ruchy jej warg. Czytała mi. Głośno i wyraźnie, z tym swoim charakterystycznym 'czymś' w głosie i w wymowie. Czytała ładnie i znowu 'pasowała do tej powieści'. Czytała o tym co zaprząta nasze trzy głowy od prawie dwóch lat i te trzy głowy znalezione przypadkiem i połączone chorobą nieuleczalną, mogą dzielić się ze sobą swoim wszystkim ważnym i nieważnym. To jest takie niesamowite, że możemy tak bezczelnie i codziennie, tak mądrze i głupio, tak w emocjach i spokoju ROZMAWIAĆ. TWORZYĆ. WIDZIEĆ. SŁUCHAĆ. UCZYĆ SIĘ. CZUĆ!! Tak podobnie i z całą mocą przeżywania świata, z całą siłą dwudziestoletniego zachwytu, z buntem przeciw beznamiętności, z samobójstwem przeciw czemuś (jeszcze nie wiemy przeciw czemu) - stoimy odseparowane od tego gówna bez wartości, ubrane i ubezpieczone w słowa i wrażliwość.

  Jedna z nich, jedna z nas, jedna z moich, umie słuchać. To jest coś czego teraz nie jestem w stanie wyrazić i wypisać w nieporadności swojej. Moje marudzenie może czasem zabijać. Egoizm mnie wiąże jak kaftan bezpieczeństwa. A ona słucha. Rozmawia. Trwa. Przy mnie. Jest. To nie jest wyznanie wiary i rachunek sumienia - to ludzkie i obnażone w emocjach doznanie z ostatnich miesięcy.

  Suma z nas nie daje jednej i skończonej liczby. Nie znam się na matematyce - nie wiem czym są liczby skończone i nieskończone (nie wiem nawet czy istnieją), ale my jesteśmy nieokreśloną sumą z wszystkiego co razem tworzymy. Jesteśmy.

  Literatura dopada mnie nawet na dworcu. Nie wiem czy to coś nadzwyczajnego, bo na dworcu są chyba ze trzy duże stoiska z książkami (nie ma tam nic szczególnego). Jednak aura dworca zdecydowanie nie sprzyja literaturze. Mojej literaturze od wczoraj sprzyja wszystko i ja sama również z wielką intensywnością. Lubie ten zachwyt, który pojawia się nagle i nie wiem jak długo trwać będzie. Dlatego jestem taka zachłanna i nieobliczalna w swoim czytaniu i myśleniu o tym co przeczytałam - bo myślę, że ten stan uleci, skończy się, powróci dopiero za kilka tygodni, miesięcy, za kilka książek. Jestem jeszcze bardzo głodna i uboga, ale pracują nad tym aby posiłki były jak najbardziej treściwe, kaloryczne, sycące i aby długo odbijały się czkawką.

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

list.

Napisałam do Ciebie długi list. Opatrzyłam go mottem z Miłosza, żeby było poetycko. Złapiesz aluzję - jesteś przecież wytrawnym czytelnikiem. Opowiedziałam siebie w tych wielu słowach bez reakcji. W tych kropkach i przecinkach gdy brałam oddechy na następne frazy. Lubiłam też wielokropki - one jak norwidowskie przemilczenie - załatwiały moją niewiarę, że za dużo, że nie ładnie. Wiesz ile mam lat, jakie mam oczy znasz długość moich włosów i kolor ulubionej bielizny. Wiesz też jaką książkę trzymam na nocnej szafce, ile mam pieprzyków na lewym ramieniu i z kim rozmawiam gdy jestem smutna. Napisałam do Ciebie, bo czułam się odpowiedzialna za Twoje uczucia względem mnie - rozumiesz, żeby zaopatrzyć Ciebie w broń, pancerz troski, coś w rodzaju niewidzialnego kostiumu, bezimiennego poczucia winy. To wszystko Ci wypisałam, ale Ty wiesz, że najważniejsze jest to czego tam nigdy nie było, czego ja nigdy nie zobaczyłam lub nie odważyłam się zobaczyć, coś czegoś nie dałam Ci w opiekę. Nie pozwoliłam Ci zamieszkać w tych listach, w tych słowach. Nie wydarzyło się najważniejsze, bo Ty nadal nie znasz mojego smaku.

czwartek, 29 marca 2012

(nie)wydarzenie

Wiesz, chciałbym ci powiedzieć, ale nie mam którędy. 


                                               M. Świetlicki


Buduję zdania. Słucham i słyszę. Słowa. Ludzi. Szelest. Krzyk. Ciebie. Ciszę. Siebie.
Chciałabym więcej. Zawsze jest miało. Jestem zachłanna. Jestem niezaspokojona. Brakuje mi. Słów. Ludzi. Szelestu. Krzyku. Ciebie. Ciszy. Siebie. Nie umiem się nasycić. Jest mi słabo od nadmiaru literatury i piękna. Z słów, z ludzi, z szelestów, z krzyków. Właśnie wypadły mi trzy ogniwa. Zwykle jest tak: gdy wypadnie choć jedno to cała sekwencja jest już niczym. Nie wiem jak mam to rozumieć. No tak, ale przecież tych ogniw nigdy nie było. Uczę się. Ciebie. Ciszy. Siebie.

Mogę mówić do Ciebie. Przez...
Dłonie. Stół. Monitor. Ulice. Ciało. Chwilę. Strach. Słabość.
Mogę mówić do Ciebie jeśli się zdarzysz. Jeśli już będziesz. Znajdę drogę i sposób też znajdę.
I moje oczy będą wtedy tysiącem obrazów w białych przestrzeniach pośród innych już. Słów. Ludzi. Szelestów. Krzyków.
Zapomnienie - ukryte w trzech wydarzających się ogniwach.

sobota, 24 marca 2012

...

Stała nago na drewnianej podłodze. Była 2 w nocy. Rozebrała się szybko i bez zastanowienia. Zrzucała z siebie kolejne warstwy, zachłannie pozbawiając się poczucia bezpieczeństwa, łączności z samą sobą. Tak jej było dobrze i swobodnie z zamkniętymi oczami i pochyloną głową. Zimne ramiona i wszystko to co wokół - przyspiesza, kręci się, zawraca i kieruje się znowu do gardła, dławi i boli. Zatrucie pokarmowe. Szybciej oddychała, żeby przekonać się o tym czy wtedy to wszystko minie niepostrzeżenie, bez jej udziału.

 Boje się wyjść, zrobić krok do przodu, oderwać nogi od ciepłej i oswojonej podłogi. Chciałabym żebyś przyszedł do mnie. Bez zapowiedzi i spróbował mnie ubrać.

poniedziałek, 19 marca 2012

klisza.

Opowiem ci dziś o uczuciu fragmentarycznej pustki. Wyciągnij starą kliszę z aparatu i potnij ją w dowolne strony i na dowolne kawałki. Potem rzuć to wszystko na podłogę i zobacz jak ułożyły się obraz. Nie będzie tu związku przyczynowo - skutkowego, nie będzie logiki, trwałości, początku drogi i celu. Będzie chaos, wyrwany z krwiobiegu ułamek mojej rzeczywistości. Ale po co to wszystko ubierać w ładne słowa i starać się budować napięcie? Wstajesz, ubierasz się idziesz na uczelnie. Słuchasz lub masz w dupie to o czym do ciebie mówią, potem wracasz i wsiadasz milionowy raz w ten sam tramwaj, wchodzisz do mieszkania, włączasz radio w kuchni, robisz obiad, przynosisz talerz z jedzeniem do pokoju, włączasz komputer (stop, komputer włączasz dokładnie po 5 minutach wejścia do domu), jesz oglądając serial, potem coś ogarniasz na uczelnie (albo i nie), myjesz się i idziesz spać. I tak wygląda 90% twojego tygodnia. Dobra, czasami jestem zdolna do większej namiętności, następuje chwilowe zapłonięcie oczu - nie mogę być niesprawiedliwa, jednak wieczory na łóżku - przed komputerem zwyciężają. O, tak jak teraz. Myślałam, że stać mnie na więcej. Jestem sobą zmęczona.

środa, 14 marca 2012

.




Jestem nieśmiała. Tak mi się dzisiaj wydaje. Nieśmiałość w formie wyrażania emocji. Zapętlenia swoich uczuć - życzenie o wyjątkowości, która ma się spełnić. Dokładny scenariusz kreślony nocami, gdy nie mogę zamknąć oczu. Byłabym prostsza gdybym mniej widziała. Już nie chcę się oszukiwać i zasłaniać fałszywymi znaczeniami. Trudno jest dotrzeć to kogoś, kto widzi, myśli i smakuje podobnie. W ostatnim czasie spadła na mnie chyba tona tynku z sufitu. Kurwa, ale ja nie chcę mieć depresji.

piątek, 9 marca 2012

Zakrzywienie.

Alkohol znowu otworzył mój umysł. Wtedy tak groteskowo i z jeszcze większą intensywnością, widzę te wszystkie obrazy. I jakoś łatwiej jest się wtedy przyznawać do wszelkich ułomności, potrzeb i fantazji. Po wódce wydaje mi się, że jestem gwiazdą porno, Rejtanem, artystką i duszą towarzystwa jednocześnie. W brzuchu skacze, w głowie się kręci, przed oczami jest tęcza - przecież to prawie jak  reakcja na miłość.

sobota, 3 marca 2012

bez tytułu







  Nie ma mnie tam. Na tym zdjęciu, w tym momencie. Nigdy nie było. Nie wiem jak to jest. Prawie wiedziałam - przez chwilę, małą, zapomnianą, osieroconą. Wyobrażam, myślę, czuję zapach, ale nie doświadczam. To przytłacza, boli, chowa się za mnie i uderza z wielką siłą smutku.

  Gdy chcesz, wiesz jak, wiesz po co, z kim, dlaczego, jak długo, jak mocno, dla wszystkiego, od siebie. Ale to się nie zdarza, nie umie się zdarzyć, nie chce się zdarzyć. Nie teraz, nie dziś. Kiedy? Nie wiesz. Nic nie wiesz, tego nie wiesz na pewno. Przewidujesz, skomlesz, błagasz? Lubisz gdy ten niedosyt podchodzi do gardła, gdy szybciej biegniesz - bo wtedy słowa łatwiej oddychają. I czujesz ten głód, nie możesz się najeść, tylko ta cholerna dziura w brzuchu się powiększa, drążą ją dni w oczekiwaniu na coś. Umiesz jeszcze czekać? Nie wypowiesz jak cie boli, jak słabo, jak w bezdechu, jak w pułapce, jak nie-w-sobie. Obok?

  Wiesz, dziś strasznie cicho krzyczysz. Ja już nie potrafię słuchać, bo przytłoczyły mnie te kilogramy bezsensownych zdarzeń. Zdarzeń po nic. Dla nikogo. I ten czas i te dni.

  Będzie słońce i trawa. Zielona, mokra od rosy. Będzie ciepło - nie upalnie, bo upał mi nie smakuje. Będzie powiew wiatru odciśnięty na drzewach, zapamiętany krajobraz ciszy - w oddali. Pocięty na kawałki obrazek z naszych niewysłowionych myśli. Będzie noc spadających z nas marzeń. Jak ulga, która wreszcie może się wydarzyć. Ciężar smutku z niedosytów rozluźni swoje więzy. Poczujemy wolność jak jeszcze nigdy. Będzie dużo słów ostatecznych. Definiujących i uczłowieczających. Będzie zapach, mokry i intensywny zapach fizjologicznych splotów i rozkurczów. Będzie zagubienie oczu.

czwartek, 1 marca 2012

m. y. (?)

Biegnę. Chcę cię dotknąć. Doświadczyć wszystkimi słowami. Nie wypowiem lęku i opanowania, bo tracę granice - w sobie. Jesteśmy skupieni. Na celu. Na sobie. Może się uda. Dzisiaj. Albo jutro. Dostarczamy pomysłów, jesteśmy przecież pojemni w znaczenia. Dlatego tak doskonale poruszasz się między tym co zawieszone, nieruchome, zalęknione. Zaspokojenie, posmakowanie (siebie) - tylko tyle. Dziś? Zawsze.    Uderz. Uda ci się. Otępienie - szaleństwo? Daj mi kawałki, które rozbiłam. Twoje oczy i twoje wszystko i moje nic - jednocześnie, bo razem.

niedziela, 26 lutego 2012

a.

Widzisz te wszystkie światła i wiesz już, że miasto oddycha razem z tobą. Zapalone ulice wyznaczają miejsce w twoim świecie bez znaczeń. Zatruwasz się toksycznymi oparami z przestrzeni i ludzi. Pędzące tramwaje, sensacyjne opowieści w pubach, nieprzespane noce, przegrane zakłady. Zdajesz się bywać pośród zamętów, kłamstw, ostateczności..
Jest ci niedobrze, czujesz żółć, która pochodzi  do gardła. Dławisz się własnym niespełnieniem i jednocześnie zwracasz na powierzchnie ten niedosyt.
Ostatnio tworzą cię sprzeczności, które wyznaczają bieguny twojego ciała. Odpychasz się, przyciągasz, jesteś i nie umiesz być ze sobą.
Wyobrażasz tylko ciepło i łagodność, swobodę myśli i uczucie ulgi. Skupiasz w soczewce plany, które rozproszone leżą daleko. Jest jeszcze tyle rzeczy do zrobienia, tyle jeszcze możesz zauważyć, wyobrazić i połknąć. Potem znowu zwracać i krzyczeć, że to była dawka śmiertelna. Kiedyś na pewno dowiesz się jak to jest przekraczać granice.

sobota, 18 lutego 2012

dwanaście tysięcy księżyców

  No wiesz, chodzi o to żeby zagrało. Żeby było dobrze milcząco i głośno. Żebyś konał czasami z dzikiego śmiechu i płakał jak małe dziecko. Żebyś też zatykał uszy, gdy mówię te wszystkie bzdury. No przecież nie musisz znać biografii Norwida i przebiegu choroby serca Poświatowskiej. Nie musisz też mówić wierszem i znać rodzaje rymów. Nie musisz klękać nad alegorią średniowiecznej śmierci. (Tylko żebyś zeskrobał ze ściany resztki moich emocji.) No przestań, przecież nie musisz czytać Tatarkiewicza! Daruj sobie też biogramy Modernistów, możesz  ewentualnie podziwiać Bergmana - artystę geja. Współcześni poeci? Pierdol ich. Znasz chyba trzy języki a ze mną nadal nie umiesz rozmawiać! Jesteś w środkowej części mózgu, osadzony na trwałe jako żywa imaginacja. Posłuchaj tylko: masz sto dziewięćdziesiąt  centymetrów wzrostu, szerokie ramiona - no wiesz, takie jak półki mojej biblioteki, zielone oczy (koniecznie!), brodę - nie śmieszny zarost trzy dni 'hodowany', tylko prawdziwą BRODĘ - możesz nią drapać. Masz dłonie duże i zgrabne - takie, które obejmują swobodnie moje piersi. Numer buta? 46. Czy Ty słyszysz co ja do Ciebie mówię? Tak, noś koszule w kratki, czarne golfy i zielone zamszowe buty. Pal papierosa i chowaj zeszyty do skórzanej brązowej torby. Możesz przeklinać. Płać rachunki w terminach. Pij czerwone wino i wódkę. Masz dobrze jeździć samochodem i wspinać się na Rysy. Mów głośno i wyraźnie. Trzaskaj piorunami, gdy marudzę jak bachor. Przytulaj mnie, gryź, dotykaj, przygniataj, drap. Nie dawaj mi się pogrążać w tych bezbarwnych myślach i zabierz mnie tam gdzie można zobaczyć dwanaście tysięcy księżyców za jedną księżycową noc sprzed lat.
Zaklinam Cię jak mistycznego Słowackiego.

piątek, 17 lutego 2012

Ty

  Chodź ze mną w góry. Ruszmy tam razem i zostawmy marności. Wspinajmy się wysoko - tam gdzie kuszą zapachy i przemawia cisza. Poddajmy się naszym wspólnym pragnieniom i marzeniom o nieśmiertelności. Jest nam dobrze w naszych skórach, w naszych myślach, w naszych niepohamowaniach. Wędrujmy razem milcząc. Obok siebie. Przybliżajmy się w momentach osiągnięcia szczytu. Całujmy swoje spocone dłonie. Dzikość pomaga nam dziś przetrwać - wśród drzew. Jesteśmy już prawie nasyceni. Został już tylko kawałek tej drogi. Nie oglądaj się za siebie - chyba żeby spojrzeć na mnie. Dotykasz moich myśli, bardziej nie mogę już być twoja. Dlatego ta przygoda tak mnie wciąga, tak pochłania. Jesteś monumentalny, jak ta skała którą razem mamy zdobyć. Masz szerokie ramiona, którymi opowiadasz mi świat. Zabierasz mnie w dzikość, nienaruszoną przestrzeń - wolną od kłamstwa i walki. Mam wrażenie, że jesteśmy tu sami, że nic - oprócz nas samych, nas nie dotyczy. Dlatego tak mi tu dobrze, bo jesteś silny i dajesz mi pewność, że nie spadnę nagle z wysoka. Wiem, że złapiesz mnie za rękę i przyciągniesz do siebie. Ja zostanę.

sobota, 11 lutego 2012

Światło

 Praga pachniała wtedy nocą - mieszaniną ludzi, słów i gestów. Ulice były brzoskwiniowe - tak je zapamiętałam, jak na fotografii. Myśli błądziły od chodników po most - zawieszony ponad nami. Dzisiaj - było jeszcze wtedy czasem oczekiwania. Zdezelowało się już jednak do zwyczajnej okropności. Tamte wspomnienia dopuszczają jednak do życia szaleństwo i bieg ku racjom - przyjaźni, szczęścia, przygody, satysfakcji. Wąskie uliczki, śpiewy w wielu językach, Salvador Dali, piwo i Kafka. Czułam, że dotykanie świata ma jakiś sens pomieszany ze zdziwieniem. Tak dużo było wtedy znaczeń, tak dużo minut, tak dużo zastanowień. Opętała mnie jakaś szaleńcza siła, która wyrazić mogła się tylko w tym co widzę.

piątek, 10 lutego 2012

Zimno

Zimno mi. Bo spadł śnieg, bo tramwaj się spóźnił, bo otworzyli okno, bo nie wypiłam herbaty przed wyjściem z domu, bo zawsze mam dłonie do których chyba krew nie może dopłynąć, bo nie mam ciepłych rękawiczek, bo rozbolała mnie głowa, bo czytanie tych setek stron mnie wykańcza - a tu jeszcze tyle do zrobienia, bo to, bo tamto, bo telefon, bo wiadomość, bo śniadanie, bo cholera szlak trafia, bo Ty, a raczej bo (nie) Ty.

Aśka dziś patrzyła na książki, (pisarzy) i zastanawiała się ile w nich opium i onanizmu. Doszłyśmy do wniosku, że dużo.

czwartek, 9 lutego 2012

Widmokrąg


A kiedy jej się pojawiały te nawroty przykre, kiedy zaczynała się wymykać sama sobie, musiałem ją trzymać mocno, chronić musiałem, bo w tych okresach mogła się poobijać o powietrze, w tych okresach jej się ziemia usuwała spod nóg, trzeba było tulić ją, lekarstwa niepostrzeżenie w soku rozpuszczać, tulić ją, tłumacząc, że wszystko jest w porządku miłosnym dla nas raz na zawsze ustalonym, tulić ją, z ust do ust ten sok psychotropowy podstępnie przelewając, tulić ją, zapewniając, że byliśmy, jesteśmy i będziemy, że to się dzieje naprawdę, tulić ją, a potem czuć, jak w niej napięcie słabnie, jak się rozładowuje źródło histerii, jak mięknie mi w ramionach i wierzy już bezgranicznie w moje słowami tulić ją, kładąc na tapczanie, tulić ją wzrokiem, oddalając się do przedpokoju, sięgając po słuchawkę i wybierając numer lekarza, tulić ją myśląc, szepcząc psychiatrze, że to znowu wróciło, opisując podaną dawkę i oczekując instrukcji, tulić ją oddechem ulgi, kiedy lekarz przypominał, że z tego się nie można wyleczyć, ale z tym się można nauczyć żyć, jeśli się ma opiekę, a potem tulić ją kocem i raz jeszcze sen sprawdzić, bo jeśli ów sen syntetyczny jej się pod powiekami miotał, zwykłem całować jej powieki, póki drgać mi pod wargą nie przestały. 

-Widmokrąg, Kuczok
   W takich literackich momentach brakuje oddechów i słów. Bo te własne chowają się w zawstydzeniu, długo nie mogąc znaleźć odpowiedniej drogi. Jesteś często uwięziony w tym co lubię nazywać (bez)znaczeniem. W relacjach z ludźmi też wszystko jest często (bez)znaczeniem. I czujesz, że brakuje Ci siły na to by dać z siebie coś jeszcze. Wymykam się więc sama sobie, chcąc dogonić to co sama (na)wyobrażam, co (na)bałaganię. Potem mnie ktoś musi zbierać w całość, bo przecież cierpię na chroniczne zapalenie emocjonalnego mięśnia. Nie pomaga dawka alkoholu, który niweluje bóle (do)wewnętrzne. Krzyczy tam przecież nadal to co (na)bałaganię, leży odłogiem pomiędzy jednym a drugim układem. Literacka terapia kończy się zwykle zawałem podświadomości - jak teraz. Widzę i dostaję tylko Gnój, więc wyszukana metaforyka nie znajdzie tu miejsca. Ludzkie emocje to wytarta szmata, stara i dawno  nieużywana. A mi jest z tym źle, bo plączą mi się zmysły i pewnie dlatego widzę niebieskimi oczyma tysiące moralnych upadków. Jest niebezpiecznie między ludźmi, jest śmiertelnie niebezpiecznie gdy pokazujesz im chociaż ułamek prawdy. Nie chcę jednak budować szczelnego pancerza. Gdyby łatwiej byłoby się wyspowiadać ze słów, które walczą - pewnie byłabym już mistrzynią świata, kobiecym imperatorem. 

poniedziałek, 6 lutego 2012

a.


  Może mi się dziś podporządkujesz? W kole w kwadracie i w trójkącie. Będziemy tam razem istnieć, bo przecież razem łatwiej – przynajmniej tak dziś mi się wydaje. Moje życie i moje dwadzieścia jeden lat. Czasami brzmi poważnie, wolę jednak śmiech. Niewiele umiem opowiedzieć o tym co widzę, bo ja nie widzę – ja wyobrażam. Lubię zapędzać się pod ścianę i krzyczeć, bo przecież tam dalej już iść nie można. Mogę też udawać, że przyzwyczaiłam się do tego swetra, bo pachnie już tylko proszkiem do prania, że nauczyłam się nowych piosenek słuchać, że odechciało się już myśleć o zielonej herbacie. Silnie potrzebuję rozmów z ludźmi, bo to tworzy te moje dwadzieścia jeden. Lubię się odurzać literackimi miłościami – nie tylko fikcyjnymi postaciami przemycanymi w słowach, ale miłościami tych ludzi, którzy trzymali długopis. Ciekawe jak kochali, ci którzy tak potrafili odczuwać rzeczywistość, jak dotykali, jak wyrażali. Może im się słowa z uczuciami myliły? Dziś chyba ciężej jest mi samej – ciężej niż zwykle. Złapałam drugi oddech i mam więcej czasu na myślenie. Mówię w pierwszej osobie – to oznaka odwagi. Lubię słuchać i czytać mądrych ludzi. Chcę się Tobą najpierw zainspirować, potem z Tobą rozmawiać – miłość to tylko skutek uboczny mojego szaleństwa.

Nie wiem, może jednak umiem być. Może nawet umiem z kimś.

Tęsknie do Ciebie przez stół, przy którym siedzimy, tęsknie z fotela na fotel obok, w teatrze czy kinie, tęsknie z Pragi na Kępę, z łóżka w którym leżę - (..) na szerokość kołdry, która okrywa nas oboje, też potrafię tęsknić do Ciebie - przez drzwi łazienki, w której się kąpiesz, i przez schody, po których idziesz do mnie, i przez naskórek mój, szczelnie przywarty do Twojego.  

Przybora do Osieckiej tak pisał. 

sobota, 28 stycznia 2012

ciało trzy


  Chcesz go lizać po udach, dopadać językiem w momentach największego zawstydzenia sobą. Chcesz spotykać go w fizjologicznie krępujących stanach ciała. Chcesz nim rzucać o ścianę w uniesieniach najbardziej ekscytujących dla siebie. Chcesz pozbawić go poczucia bezpieczeństwa. Chcesz przerwać jego granice i istnienie w  rzeczywistości. Chcesz wyładowywać napięcia tak bardzo cielesne, które teraz wymykają Ci się z rąk. Chcesz być wynaturzeniem swoich pragnień. Chcesz odwrócić siebie na drugą stronę i od nowa budować wizje swojej przyszłości. Chcesz przestać trwać w tej beznamiętności znaczeń. Chcesz pozbyć się iluzji. Chcesz wołać o pomoc dla swoich próżnych wyobrażeń. Nade wszystko chcesz dotyku i obcowania z bólem w ciele. Gdy milisz granicę wszystkich dosłowności i wysypujesz się ze swoich znaczeń, wiesz że najbardziej brakuje Ci oddechu- szarpanego  oddechu nad Twoim ciałem. Śliny, która przepływa tak nieładnie i biologicznie. Znaczeń perwersyjnych i tak niknących w swej powszechności. Tobie się teraz wydaje, że to jest zupełnie niezwykłe i wypełnione znaczeniami. Kiedyś dowiesz się, że to kolejna iluzja. Wtedy gdy dogonią Cię żądze zupełnie blade i tak strasznie dosłowne. Nie wiesz nawet, że te wyobrażenia pomiędzy Tobą a Nim zatarły się gdzieś w okolicach czwartego zdania. 

piątek, 27 stycznia 2012

ciało dwa


  Zachwyć mnie sobą. Zachwyć tak absolutnie i poddańczo. Bym była tylko nędznym okruchem w Twoich powitaniach. Zachwyć mnie tą siłą nieziemską i nagłym wydobywaniem oddechów. Zachwyć momentem przestoju i wyrywaniem do przodu, do Twoich ciał. Zachwyć mnie wspomnieniem o sobie i tą nierozliczoną minutą z początku miesiąca. Zachwyć mnie niespójnym ocieplaniem wyobraźni. Zachwyć tym momentem ulgi, po łagodnym rozdzieleniu się wszystkiego. Zachwyć mnie rozedrganym niedopowiedzeniem.  Zachwycasz. 

środa, 25 stycznia 2012

ciało jeden


   Zatul mnie w sennym zapachu naszego porozumienia. Gdy oczy otwierają się powoli pośród innych twarzy z naszych wymiarów. Chcę Ci pokazać to co mnie pasjonuje i odwiedzać z Tobą zakątki dotąd opustoszałe. Nie chcę tylko tej sennej łagodności wydobywanej z dzikich popędów. Naznacz mnie zatem okruchami niezwykłości cielesnej, która jest tylko jednym fragmentem z wyłamanej przestrzeni. Nie ostatnią granicą przekraczania wstydów i ułomności, ale jednym etapem w naszej rzeczywistości. Przerzucaj te znaczenia, ale tylko w obszarach mojego pozwolenia. Nie dam Ci gotowych odpowiedzi na pytania o mnie, mimo że starasz się zamknąć wielowymiarowość w wielkiej garści niepewności. Widzę tylko ten horyzont i powiedzieć chcę to inaczej. 

wtorek, 24 stycznia 2012

Niewiele powiedzieć można, gdy zachwiane zostanie wszystko co tworzyło sensy. Upersonifikowane emocje powodowały niekłamane zachwyty, a wiara w następny dzień była absolutnie szczera. Przecież ja siebie nigdy takiej nie widziałam? Potrzeba mi teraz stanu bezbronności. Bez żadnych zapytań i przerażania w oczach innych. Pozwolić na sączenie się tego strachu. Pozwolić na znieruchomienie wewnętrzne. Pozwolić na rozegranie się tej bitwy. Jednak co zrobić, kiedy ta prawdziwa natura nie pozwala na ostateczne poddanie? Punkt odniesienia z pewnością pozwoli odzyskać równowagę, jednak nie odnajdę go w tej emocjonalnej mieliźnie. Jeszcze nie teraz. Teraz można tylko systematycznie badać te procesy wewnątrz zachodzące. Obserwować nagłe zmiany perspektyw i nadszarpnięte połączenia.

 Boję się tych wielkich słów, które czynią nas tak nieszczęśliwymi.
                                        [James Joyce]

niedziela, 22 stycznia 2012

Przywitam się ze Sobą słowami. Odważnie wplatać je będę między Siebie. Być może przekroczę teraz granicę wstydu - Swoją własną. Nie wiem jeszcze czy umiem i czy chcę obnażać się w tej wielości (bez)znaczeń. Nie wiem czy to błądzenie objawi się nagle pośród tylu wzruszeń - nową jakością. Pozwalam Sobie jednak na okaleczanie swoich wszystkich zmysłów dziś tak boleśnie przytępionych.