środa, 4 kwietnia 2012

3

  Miałam chyba dziś trzy refleksje, szalone napady, prędkie pomysły na 'napisanie'. Mam białe kartki, które mobilizują mnie do spróbowania, zmierzenia się nie tylko ze słowem, ale także ze swoimi myślami.

  To jedno z naszych ulubionych miejsc w przestrzeni codziennych przebywań. Ostatnio jest tam ciemno - zepsuła się żarówka i nikt jej nie wkręcił. Może to dobrze? Jest intymniej a ludzie przechodzący obok już tylko nas słyszą -  a nie słyszą i widzą. Dziś tam jednej z nas brakowało, ale jedna z nich, jedna z nas, jedna z moich -  ruszała ustami. Otwierała je w półmroku i doskonale widziałam ruchy jej warg. Czytała mi. Głośno i wyraźnie, z tym swoim charakterystycznym 'czymś' w głosie i w wymowie. Czytała ładnie i znowu 'pasowała do tej powieści'. Czytała o tym co zaprząta nasze trzy głowy od prawie dwóch lat i te trzy głowy znalezione przypadkiem i połączone chorobą nieuleczalną, mogą dzielić się ze sobą swoim wszystkim ważnym i nieważnym. To jest takie niesamowite, że możemy tak bezczelnie i codziennie, tak mądrze i głupio, tak w emocjach i spokoju ROZMAWIAĆ. TWORZYĆ. WIDZIEĆ. SŁUCHAĆ. UCZYĆ SIĘ. CZUĆ!! Tak podobnie i z całą mocą przeżywania świata, z całą siłą dwudziestoletniego zachwytu, z buntem przeciw beznamiętności, z samobójstwem przeciw czemuś (jeszcze nie wiemy przeciw czemu) - stoimy odseparowane od tego gówna bez wartości, ubrane i ubezpieczone w słowa i wrażliwość.

  Jedna z nich, jedna z nas, jedna z moich, umie słuchać. To jest coś czego teraz nie jestem w stanie wyrazić i wypisać w nieporadności swojej. Moje marudzenie może czasem zabijać. Egoizm mnie wiąże jak kaftan bezpieczeństwa. A ona słucha. Rozmawia. Trwa. Przy mnie. Jest. To nie jest wyznanie wiary i rachunek sumienia - to ludzkie i obnażone w emocjach doznanie z ostatnich miesięcy.

  Suma z nas nie daje jednej i skończonej liczby. Nie znam się na matematyce - nie wiem czym są liczby skończone i nieskończone (nie wiem nawet czy istnieją), ale my jesteśmy nieokreśloną sumą z wszystkiego co razem tworzymy. Jesteśmy.

  Literatura dopada mnie nawet na dworcu. Nie wiem czy to coś nadzwyczajnego, bo na dworcu są chyba ze trzy duże stoiska z książkami (nie ma tam nic szczególnego). Jednak aura dworca zdecydowanie nie sprzyja literaturze. Mojej literaturze od wczoraj sprzyja wszystko i ja sama również z wielką intensywnością. Lubie ten zachwyt, który pojawia się nagle i nie wiem jak długo trwać będzie. Dlatego jestem taka zachłanna i nieobliczalna w swoim czytaniu i myśleniu o tym co przeczytałam - bo myślę, że ten stan uleci, skończy się, powróci dopiero za kilka tygodni, miesięcy, za kilka książek. Jestem jeszcze bardzo głodna i uboga, ale pracują nad tym aby posiłki były jak najbardziej treściwe, kaloryczne, sycące i aby długo odbijały się czkawką.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz