dzień dobry. dziś mówię, że w rzeczywistości jestem ładniejsza. i ty na pewno też. tak zauważam, tak myślę. bo człowiek chce się tylko zakotwiczać. każdego dnia intensywniej, mocniej. w tej pośredniości znaleźć coś stałego, co pozwoli wnieść się na wyżyny emocjonalnego spokoju. tu... jesteś jak wieża. nie masz zakończeń nerwowych, twarzy, bijącego plusu, który rozrywa i niesie zapach. nawet nie wiem, czy jesteś nagi, gdy zapisujesz się na śmierć i uważasz, że to jest dobre, łagodne, znaczące. nie masz głosu. nie możesz mnie dotknąć i zobaczyć jak się świecę, zmieniam kształt.
tu nie jest nam dobrze. nigdy nie będzie. jest chłodno. nie ma ramion.
środa, 30 stycznia 2013
niedziela, 27 stycznia 2013
sobota, 26 stycznia 2013
środa, 23 stycznia 2013
proszę zacznij do mnie należeć rozłóż się na poduszce tak
jak rozkłada się powietrze miękko i bezboleśnie zostaw kształt odciśnij się pośród
naszych oddechów odpal ode mnie papierosa i zobacz jak cichym jękiem oddaje ci
swoją niepewność odznacz mnie zabierz niedosyt i schowaj go aby nigdy już
nie był na wyciągnięcie ręki stwarzam cię każdego dnia jesteś coraz cięższy ale nie stajesz się dzięki temu wyraźniejszy to ciągle jest jaskrawość nieśmiały pomruk każdego dnia blue monday i tak bardzo smutne piosenki – jak ja nieskończona liczba tramwajów połączeń nerwowych i zimy otaczasz mnie gładzisz po włosach gdy zachodzi słońce nad jeziorem rozsypujesz mnie dla
ciebie chcę być tylko całością nie potrafię tak bardzo mnie bolisz tak
bardzo chcę się na tobie zatrzymać narysować ci w powietrzu serce bez kształtów
i pokazać ci się we wszystkich trzech wymiarach
wtorek, 22 stycznia 2013
jestem powierzchownością i do nikogo nie należę. w moich zdaniach nie ma uczuć. w słowach nie mam emocji.
jestem powierzchownością.
dziś minął nam rok. to najbardziej potargany rok. prawdopodobnie rok z życia. przykro mi, ale za rok o tej porze, wolałabym nie pamiętać do ciebie hasła.
to dziwne, ale z chwilą uświadomienia sobie czegoś z większą intensywnością, złożenia tego w jedną masę czasu (?), wszystko jakoś bardziej uwiera.
jestem powierzchownością.
dziś minął nam rok. to najbardziej potargany rok. prawdopodobnie rok z życia. przykro mi, ale za rok o tej porze, wolałabym nie pamiętać do ciebie hasła.
to dziwne, ale z chwilą uświadomienia sobie czegoś z większą intensywnością, złożenia tego w jedną masę czasu (?), wszystko jakoś bardziej uwiera.
niedziela, 20 stycznia 2013
coś się plącze po głowie, chodzi, nieznośnie zasiada do każdego posiłku i jęczy. czuję ten ciągły hałas, w każdym momencie, gdy bywam tu i tam - a najczęściej to w sobie. dzieli się ten rok na dziwne jednostki. że niby każda z nich coś znaczy? chciałabym. a ja najwięcej znaczę jako córka - to wiem na pewno i to jest dobre. choć jedna ze sfer mojego warstwowego (jednak) życia - jest i jest tak cudownie piękna.
a ja cięgle chciałabym przyrosnąć do kogoś innego i zacząć budzić się z innym oddechem i w innym otoczeniu. mieć jakieś nerwowe połączenia, mieć świat intymny nie tylko ze sobą samą, móc wysłać piosenkę, łagodną grafikę, pogłaskać po włosach i być głaskaną, i podać ci kota, wyprasować koszulę, zrobić z tobą najlepszą pizze świata, jechać w góry i czytać książki na niebieskim kocu, pójść do kina i mówić o tym, czego wstydzę się najbardziej.
dlatego porównuję - wielkość dłoni i długość nogi. potem sprawdzam jak wysoko są oczy, ile centymetrów potrzeba, żeby zrobić ci przykrość. potem się zastanawiam, czy masz książkę w torbie, ile warstw emocjonalnych w których mogłabym kopać, zawsze znajdować coś nowego, co do końca świata pozwoli nam myśleć o siebie ciepło - a przecież wiem, że to możliwe, bo patrzę na to całe swoje życie.
nie lubię siebie teraz. i wiem, że jeszcze jakiś czas to potrwa. nic mi jeszcze nie powiedziałeś, więc nie mogę wierzyć w to, że jestem wystarczająco dobra.
chciałabym móc sobie kiedyś powiedzieć, że w czasie - jednak moich - lat tutaj...
zostało coś jeszcze. poza wami, bo bez żadnych deklaracji (chociaż czasami je składacie) - wiem, że będziecie. i poza książkami, które od zawsze znaczą wiele.
czasami tylko martwię się, że już od trzech lat staram się polepszyć siebie. w ten sam, smutny sposób.
a ja cięgle chciałabym przyrosnąć do kogoś innego i zacząć budzić się z innym oddechem i w innym otoczeniu. mieć jakieś nerwowe połączenia, mieć świat intymny nie tylko ze sobą samą, móc wysłać piosenkę, łagodną grafikę, pogłaskać po włosach i być głaskaną, i podać ci kota, wyprasować koszulę, zrobić z tobą najlepszą pizze świata, jechać w góry i czytać książki na niebieskim kocu, pójść do kina i mówić o tym, czego wstydzę się najbardziej.
dlatego porównuję - wielkość dłoni i długość nogi. potem sprawdzam jak wysoko są oczy, ile centymetrów potrzeba, żeby zrobić ci przykrość. potem się zastanawiam, czy masz książkę w torbie, ile warstw emocjonalnych w których mogłabym kopać, zawsze znajdować coś nowego, co do końca świata pozwoli nam myśleć o siebie ciepło - a przecież wiem, że to możliwe, bo patrzę na to całe swoje życie.
nie lubię siebie teraz. i wiem, że jeszcze jakiś czas to potrwa. nic mi jeszcze nie powiedziałeś, więc nie mogę wierzyć w to, że jestem wystarczająco dobra.
chciałabym móc sobie kiedyś powiedzieć, że w czasie - jednak moich - lat tutaj...
zostało coś jeszcze. poza wami, bo bez żadnych deklaracji (chociaż czasami je składacie) - wiem, że będziecie. i poza książkami, które od zawsze znaczą wiele.
czasami tylko martwię się, że już od trzech lat staram się polepszyć siebie. w ten sam, smutny sposób.
wtorek, 15 stycznia 2013
Dont ask me how, but ask me where.a potem skradam się jak kot. znowu jest cisza. a ja nie wiem czy mam dla kogo tęsknić i czy mogę zacząć proces wiosennego zakwitania zimą.
taka bardzo zielona trwa, lekko martwa od tysięcy stóp, niebo bez chmur, sierpniowe i moce, koc zupełnie pozbawiony realności i dobiegająca zewsząd muzyka, byłyby dla mnie największym szczęściem tego życia. największym spełnieniem, gdybym mogła tylko oprzeć się o ciebie i poczuć tętniące ciepło lata. pierwszy raz, móc się na tobie zatrzymać i zamknąć oczy.
sobota, 12 stycznia 2013
po tym jak Ona napisała do Niego to nic, prawdopodobnie już nic nie było tak samo. i tak się więzili na pachnących, literackich papierach, męczyli palce odbijając litery na ciężkich maszynach, zasypani dobrą literaturą tamtych czasów. bo to jest zawsze taki skandal, jeśli Ona powie, że szuka Przewodnika, Mistrza i Mentora - najgorsze jeśli Ona jest dobrą gliną, to wtedy wiadomo już, że zdarzy się najgorsze. pozostał stos listów, zdjęć, myśli o sobie powiązanych każdym z możliwych sposób. i kiedy czekać musiała, bo poczta lotnicza lub zwykła - spóźniła się, i ten list przyszedł dopiero trzy dni po. i nawet jeśli pocałunek był mokry a uścisk niedźwiedzi, to cały czas myślała, czy ta sukienka na pewno się Jemu spodoba, czy zechce ją zdjąć, zerwać, pognieść. i zastanawiała się, czy na pewno nie czytał tej książki, że tak serdecznie dziękuje za jesień w Nowym Yorku i spacer ulicami dawnych bogów. każda rozmowa, aż do śmierci była ważna i każde zdjęcie, było uśmiechnięte. On sam nie wiedział kiedy zobaczył w niej żonę, na pewno jeszcze przed ślubem. nigdy też nie widział w niej córki, a przecież mógł.
Mary Ellen, dziękuję Ci za tak bardzo kobiecą emocje uwięzioną w słowach (później - również w życiu). I za to, że także miałaś kota i nie lubiłaś feministek (zapewne nadal ich nie lubisz).
Mary Ellen, dziękuję Ci za tak bardzo kobiecą emocje uwięzioną w słowach (później - również w życiu). I za to, że także miałaś kota i nie lubiłaś feministek (zapewne nadal ich nie lubisz).
czwartek, 10 stycznia 2013
wtorek, 8 stycznia 2013
krzyczę, mówię, śpiewam, piszę, myślę
Proszę Pana, czy ja mogę położyć głowę na Pana ramieniu?
Dziękuję.
Bo widzi Pan, ja nie mam wielkich marzeń - wystarczy Pana ramię, albo dwa.
I jeszcze dłonie, bo wie Pan - nie mam co ze swoimi zrobić.
Więc może razem je zamkniemy, proszę Pana?
Dziękuję.
Bo widzi Pan, ja nie mam wielkich marzeń - wystarczy Pana ramię, albo dwa.
I jeszcze dłonie, bo wie Pan - nie mam co ze swoimi zrobić.
Więc może razem je zamkniemy, proszę Pana?
sobota, 5 stycznia 2013
środa, 2 stycznia 2013
w kocie zawiera się największa treść
weź mnie w dłonie i głaszcz. schowaj do szuflady i wyjmij w dobrym okresie na wspólne jedzenie truskawek. zrób tak, żebym się zjawiła na macierzystej planecie ludzi, żebym przestała rozrywać się z każdym widzeniem podwójności, łóżka i dłoni. żebym przestała widzieć ciebie w każdej piosence, wiadomości, nowym zaszyfrowanym okryciu, bo czuję, że szaleję jak moje koty w sylwestra o północy. żebym przestała się modlić do boga, który nie może istnieć, bo musiałby być jak na tych zdjęciach - słodki i pozbawiony okrutności. za chwilę będę większa od Prousta, bo napiszę więcej i mocniej o tym jak mi jest słabo od teraźniejszości.
wtorek, 1 stycznia 2013
śmierć w nowy rok mogłaby być bardzo spektakularną śmiercią,
bo jeśli w perspektywie ma się następne bardzo chujowe dwanaście miesięcy, to wszystko może być bardziej spektakularne od tego co jest aktualnie zapisane na kartce, która przypomina mi, że w piątek wzywa mnie Poznań. (a mnie się tak bardzo tam nie chce) I to będzie dobry piątek, bo wyjątkowy. Jeden z fajniejszych piątków w ogóle, taki na który się czeka. A po wczorajszym poniedziałku to już każdy, następny dzień tygodnia będzie lepszy.
a wracając do tematu emocjonalnych śmierci - to myślę, że stały się one jakoś modne w ostatnim czasie. za chwilę minie rok od mojej własnej i może nawet kupię sobie z tej okazji prezent.
nie mam chyba żadnych postanowień, to źle? za chwilę sesja a mnie raczej bliżej do ekshibicjonistycznych rzygowin niż owocnej nauki. byłoby fajnie, gdyby to była (przed)ostatnia sesja w tym smutnym mieście na pe. boże, zabierz mi kawałek mojego mózgu, bo w tym roku chciałabym żyć jak debil.
pozdrawiam tych, po których niebie skaczą jednorożce na różowych tęczach.
*_**_*
zacznę liczyć ile razy w tym roku wstałam dwiema lewymi nogami - raz.
bo jeśli w perspektywie ma się następne bardzo chujowe dwanaście miesięcy, to wszystko może być bardziej spektakularne od tego co jest aktualnie zapisane na kartce, która przypomina mi, że w piątek wzywa mnie Poznań. (a mnie się tak bardzo tam nie chce) I to będzie dobry piątek, bo wyjątkowy. Jeden z fajniejszych piątków w ogóle, taki na który się czeka. A po wczorajszym poniedziałku to już każdy, następny dzień tygodnia będzie lepszy.
a wracając do tematu emocjonalnych śmierci - to myślę, że stały się one jakoś modne w ostatnim czasie. za chwilę minie rok od mojej własnej i może nawet kupię sobie z tej okazji prezent.
nie mam chyba żadnych postanowień, to źle? za chwilę sesja a mnie raczej bliżej do ekshibicjonistycznych rzygowin niż owocnej nauki. byłoby fajnie, gdyby to była (przed)ostatnia sesja w tym smutnym mieście na pe. boże, zabierz mi kawałek mojego mózgu, bo w tym roku chciałabym żyć jak debil.
pozdrawiam tych, po których niebie skaczą jednorożce na różowych tęczach.
*_**_*
zacznę liczyć ile razy w tym roku wstałam dwiema lewymi nogami - raz.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)