Mam otwarte okno. Jest ciepło i nagle. Szybko jest dziś w pokoju od moich myśli - zwykle bezpłodnych.
Dziś chociaż trochę zmusiłam się do płodności, bo koniec kwietnia pomaga. Owocowe drzewa tylko raz w roku wyglądają właśnie tak, że doceniam przestrzeń w której przyszło mi bywać.
Byłam dziś w Beskidzie, Krakowie, Wrocławiu, na jego łóżku, w przymierzalni, przed obiektywem, na trawie. Byłam dziś naga, ubrana, wątpiąca i wierząca.
Byłam i chyba ciągle jestem - w oczekiwaniu. Na coś, na kogoś, na ciebie.
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
wtorek, 24 kwietnia 2012
.
To raczej wybucha - wielkim oddechem.
Wykasuj się.
Nie czekaj na nic.
Żyj, ale bez naiwności -
raczej w zbroi,
tak jest bezpieczniej.
Zamknij się i daj mi spokój.
Na której stronie kończy się ten rozdział?
Nie wiem,
jeszcze nie dotarłam do głównego wątku.
A czy on się kiedyś zacznie - ten wątek?
Nie wiem,
ale może kupisz mi słonia?
Wykasuj się.
Nie czekaj na nic.
Żyj, ale bez naiwności -
raczej w zbroi,
tak jest bezpieczniej.
Zamknij się i daj mi spokój.
Na której stronie kończy się ten rozdział?
Nie wiem,
jeszcze nie dotarłam do głównego wątku.
A czy on się kiedyś zacznie - ten wątek?
Nie wiem,
ale może kupisz mi słonia?
sobota, 21 kwietnia 2012
rzygaj.
Ten dzwoni. Tamten tęskni. Ona pisze. Ona rozmawiam. Ona ci opowiada. Spotykasz ją raz na jakiś czas widzisz postęp. Ach ta miłość! Co ona robi z kobietą. Szczuplejsza o dwa rozmiary, uśmiechnięta i z nowymi włosami. Nawet z papierosem wygląda dobrze, a sądząc po tych całowaniach na balkonie seks też ma zajebisty.
Reset. Krzywe zwierciadło. Przestań upokarzać swoich myśli i ciesz się szczęściem innych. Zobacz! Ile tych samych związków na ulicach, wyszli dziś bo ciepło było. Dojrzali - ale nadal dumni, zapatrzeni i trzymają się za rączki. Rano z pewnością nic ich nie wkurwia, bo w perspektywie mają noc z czymś więcej niż ze swoim laptopem. Jezu drogi, rzygam na to. Nienawidzę ludzi - chyba, że jestem pijana.
Ciekawa jestem swoich frustracji za kilka lat, albo za kilka miesięcy. To postępuje.
Reset. Krzywe zwierciadło. Przestań upokarzać swoich myśli i ciesz się szczęściem innych. Zobacz! Ile tych samych związków na ulicach, wyszli dziś bo ciepło było. Dojrzali - ale nadal dumni, zapatrzeni i trzymają się za rączki. Rano z pewnością nic ich nie wkurwia, bo w perspektywie mają noc z czymś więcej niż ze swoim laptopem. Jezu drogi, rzygam na to. Nienawidzę ludzi - chyba, że jestem pijana.
Ciekawa jestem swoich frustracji za kilka lat, albo za kilka miesięcy. To postępuje.
środa, 18 kwietnia 2012
znikaj
Spokojnie jest mi w twoich oczach, które widziały już wszystko i to samo co inni ludzie. Przestało mi się wydawać, że czuję i chcę czegoś innego. On ma smutne oczy i zaciśnięte usta tylko wtedy kiedy jej nie ma. Z nią jest tak samo - pozwala sobie myśleć i wracać gdy nie czuje tego ciepła pod kocem, gdy stopy dłużej niż zwykle są chłodne, ręce bezwstydnie skupione na sobie. Egoizm wynika wtedy z ciągłego bycia ze sobą na wyłączność. Nie mogę już dzielić uczuć z innymi, nie umiem współczuć. Jestem przerażona. Zatracam w sobie naturalność - ona gnije. Za chwilę już jej nie będzie.
Czuję bicie twojego serca, więc będę chciała je dotknąć (to bicie). Czuję zapach twojego ciała, więc będę chciała je z ciebie zedrzeć - jak zrywam kolory. Łamie twoje żebra. Krew daje mi słodki smak człowieczeństwa. Teraz już w ciebie weszłam, wije się między twoimi organami, zaszywam się w twojej skórze, mieszam się z twoim zapachem. Nie ma podobieństwa dusz - to tylko imaginacja. Dlatego chcę zniknąć w drugim człowieku. Gdy mnie nie będzie, zostawię na zewnątrz niepokój i ciągły brak.
Czuję bicie twojego serca, więc będę chciała je dotknąć (to bicie). Czuję zapach twojego ciała, więc będę chciała je z ciebie zedrzeć - jak zrywam kolory. Łamie twoje żebra. Krew daje mi słodki smak człowieczeństwa. Teraz już w ciebie weszłam, wije się między twoimi organami, zaszywam się w twojej skórze, mieszam się z twoim zapachem. Nie ma podobieństwa dusz - to tylko imaginacja. Dlatego chcę zniknąć w drugim człowieku. Gdy mnie nie będzie, zostawię na zewnątrz niepokój i ciągły brak.
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
kobieta twojego życia
Bo ty tak pięknie piszesz, tak pięknie mówisz i tak pięknie pachniesz. Czytasz, chodzisz, rozumiesz. Żyjesz i wiesz jak żyć. Już się nauczyłeś. Poskładałeś w całość swoje wyobrażenia. Czy mogę powiedzieć, że siebie dogoniłeś? Tak. Jesteś taki mądry i taki odpowiedzialny - za siebie i za nią. Każdego ranka składasz łóżko, masz czystą bieliznę, wyprasowane koszule i białe zęby. O idealnej godzinie pijesz kawę. Patrzysz w lustro i puchniesz z podziwu. Twoje wykształcenie i praca to spełnienie oczekiwań - nie tylko rodziców. Masz taką śliczną dziewczynę! Pasuje do ciebie - tak ładnie wyszliście na tym zdjęciu, które masz na profilowym i na tapecie telefonu. Chodzicie na spacery i na niedzielny rosół do jej rodziców. Ona jest taka wpatrzona w ciebie i podziwia twoją zaradność, portfel i twojego penisa, którego brzydzi się wziąć do ust. Tylko czasami gdy jest ciemno dotknie go tą swoją małą dłonią, którą zwykle poprawia tylko twój krawat. Czasami stać was na większe szaleństwo - latem idziecie nad rzekę i kochacie się na trawie. Ona i tak nic z tego nie ma, bo piasek włazi jej między uda a słońce świeci w oczy. Jednak nadal tak patrzy na ciebie, zjada spojrzeniem słowa, których jeszcze nie zdążyłeś wypowiedzieć. Jest oddana i zawsze kiwa głową na znak pełnego zrozumienia. Gdy mówi to albo wtedy gdy podziwia twoją nieskończoność w jej życiu - albo wtedy żeby spytać czy posłodzić ci herbatę. Jesteś zadowolony ze swojego życia - w końcu to twoje świadome wybory. Lata ciężkiej pracy. Parę mądrych książek na koncie i wyobrażenie o świecie składają się na twoje 'szerokie horyzonty'. Koledzy zazdroszczą ci pracy, dziewczyny i ustabilizowanego życia erotycznego. Ostatniego playboja miałeś w rękach 10 lat temu, bo przecież ta pierwsza miłość przyszła tak szybko i bez wysiłku, że nie zdążyłeś dobrze opracować samodzielnych technik dochodzenia do orgazmu. Pocisz się trzy razy w tygodniu w kobiecie swojego życia.
Umrzyj.
Umrzyj.
niedziela, 15 kwietnia 2012
niebieski
niebieski był kot na moim tapczanie
niebieska była lampa na moim biurku
niebieskie było twoje zdjęcie
niebieskie było odbicie światła
niebieska myśl przechodząca na drugą stronę ulicy
Pożyczy mi pan kota? Na parę dni.
Zobaczyłem panią, może to mi wystarczy na jakiś czas.
poniedziałek, 9 kwietnia 2012
mniamm
wyśnione miłości, , ciepły kaloryfer, sok pomarańczowy, zielone oczy, zapach nowej książki, skrobanie długopisu na papierze, 'awaria' w słuchawkach, deszcz na języku, nagie piersi, białe michałki, dłonie we włosach, miętowa herbata, zęby i szyja, amelia, list, gęsia skórka, kawa z mlekiem, m.g.ck.j.e.
i ja - gdy się uśmiecham.
i ja - gdy się uśmiecham.
plan b.
Wielkie wyładowania, których nie jestem w stanie zatrzymać na dłużej. Przecież wszystko zależy od oderwania stóp od podłogi. Od poderwania ciała i myśli. Tyle tego we mnie siedzi, tyle się burzy. I co z tego? Nic. Znowu Tetmajer - ten z gór. Tak, chodź ze mną w góry. Teraz.
Zaczynam planować, zacznę od wyrzucenia kalendarza.
środa, 4 kwietnia 2012
3
Miałam chyba dziś trzy refleksje, szalone napady, prędkie pomysły na 'napisanie'. Mam białe kartki, które mobilizują mnie do spróbowania, zmierzenia się nie tylko ze słowem, ale także ze swoimi myślami.
To jedno z naszych ulubionych miejsc w przestrzeni codziennych przebywań. Ostatnio jest tam ciemno - zepsuła się żarówka i nikt jej nie wkręcił. Może to dobrze? Jest intymniej a ludzie przechodzący obok już tylko nas słyszą - a nie słyszą i widzą. Dziś tam jednej z nas brakowało, ale jedna z nich, jedna z nas, jedna z moich - ruszała ustami. Otwierała je w półmroku i doskonale widziałam ruchy jej warg. Czytała mi. Głośno i wyraźnie, z tym swoim charakterystycznym 'czymś' w głosie i w wymowie. Czytała ładnie i znowu 'pasowała do tej powieści'. Czytała o tym co zaprząta nasze trzy głowy od prawie dwóch lat i te trzy głowy znalezione przypadkiem i połączone chorobą nieuleczalną, mogą dzielić się ze sobą swoim wszystkim ważnym i nieważnym. To jest takie niesamowite, że możemy tak bezczelnie i codziennie, tak mądrze i głupio, tak w emocjach i spokoju ROZMAWIAĆ. TWORZYĆ. WIDZIEĆ. SŁUCHAĆ. UCZYĆ SIĘ. CZUĆ!! Tak podobnie i z całą mocą przeżywania świata, z całą siłą dwudziestoletniego zachwytu, z buntem przeciw beznamiętności, z samobójstwem przeciw czemuś (jeszcze nie wiemy przeciw czemu) - stoimy odseparowane od tego gówna bez wartości, ubrane i ubezpieczone w słowa i wrażliwość.
Jedna z nich, jedna z nas, jedna z moich, umie słuchać. To jest coś czego teraz nie jestem w stanie wyrazić i wypisać w nieporadności swojej. Moje marudzenie może czasem zabijać. Egoizm mnie wiąże jak kaftan bezpieczeństwa. A ona słucha. Rozmawia. Trwa. Przy mnie. Jest. To nie jest wyznanie wiary i rachunek sumienia - to ludzkie i obnażone w emocjach doznanie z ostatnich miesięcy.
Suma z nas nie daje jednej i skończonej liczby. Nie znam się na matematyce - nie wiem czym są liczby skończone i nieskończone (nie wiem nawet czy istnieją), ale my jesteśmy nieokreśloną sumą z wszystkiego co razem tworzymy. Jesteśmy.
Literatura dopada mnie nawet na dworcu. Nie wiem czy to coś nadzwyczajnego, bo na dworcu są chyba ze trzy duże stoiska z książkami (nie ma tam nic szczególnego). Jednak aura dworca zdecydowanie nie sprzyja literaturze. Mojej literaturze od wczoraj sprzyja wszystko i ja sama również z wielką intensywnością. Lubie ten zachwyt, który pojawia się nagle i nie wiem jak długo trwać będzie. Dlatego jestem taka zachłanna i nieobliczalna w swoim czytaniu i myśleniu o tym co przeczytałam - bo myślę, że ten stan uleci, skończy się, powróci dopiero za kilka tygodni, miesięcy, za kilka książek. Jestem jeszcze bardzo głodna i uboga, ale pracują nad tym aby posiłki były jak najbardziej treściwe, kaloryczne, sycące i aby długo odbijały się czkawką.
To jedno z naszych ulubionych miejsc w przestrzeni codziennych przebywań. Ostatnio jest tam ciemno - zepsuła się żarówka i nikt jej nie wkręcił. Może to dobrze? Jest intymniej a ludzie przechodzący obok już tylko nas słyszą - a nie słyszą i widzą. Dziś tam jednej z nas brakowało, ale jedna z nich, jedna z nas, jedna z moich - ruszała ustami. Otwierała je w półmroku i doskonale widziałam ruchy jej warg. Czytała mi. Głośno i wyraźnie, z tym swoim charakterystycznym 'czymś' w głosie i w wymowie. Czytała ładnie i znowu 'pasowała do tej powieści'. Czytała o tym co zaprząta nasze trzy głowy od prawie dwóch lat i te trzy głowy znalezione przypadkiem i połączone chorobą nieuleczalną, mogą dzielić się ze sobą swoim wszystkim ważnym i nieważnym. To jest takie niesamowite, że możemy tak bezczelnie i codziennie, tak mądrze i głupio, tak w emocjach i spokoju ROZMAWIAĆ. TWORZYĆ. WIDZIEĆ. SŁUCHAĆ. UCZYĆ SIĘ. CZUĆ!! Tak podobnie i z całą mocą przeżywania świata, z całą siłą dwudziestoletniego zachwytu, z buntem przeciw beznamiętności, z samobójstwem przeciw czemuś (jeszcze nie wiemy przeciw czemu) - stoimy odseparowane od tego gówna bez wartości, ubrane i ubezpieczone w słowa i wrażliwość.
Jedna z nich, jedna z nas, jedna z moich, umie słuchać. To jest coś czego teraz nie jestem w stanie wyrazić i wypisać w nieporadności swojej. Moje marudzenie może czasem zabijać. Egoizm mnie wiąże jak kaftan bezpieczeństwa. A ona słucha. Rozmawia. Trwa. Przy mnie. Jest. To nie jest wyznanie wiary i rachunek sumienia - to ludzkie i obnażone w emocjach doznanie z ostatnich miesięcy.
Suma z nas nie daje jednej i skończonej liczby. Nie znam się na matematyce - nie wiem czym są liczby skończone i nieskończone (nie wiem nawet czy istnieją), ale my jesteśmy nieokreśloną sumą z wszystkiego co razem tworzymy. Jesteśmy.
Literatura dopada mnie nawet na dworcu. Nie wiem czy to coś nadzwyczajnego, bo na dworcu są chyba ze trzy duże stoiska z książkami (nie ma tam nic szczególnego). Jednak aura dworca zdecydowanie nie sprzyja literaturze. Mojej literaturze od wczoraj sprzyja wszystko i ja sama również z wielką intensywnością. Lubie ten zachwyt, który pojawia się nagle i nie wiem jak długo trwać będzie. Dlatego jestem taka zachłanna i nieobliczalna w swoim czytaniu i myśleniu o tym co przeczytałam - bo myślę, że ten stan uleci, skończy się, powróci dopiero za kilka tygodni, miesięcy, za kilka książek. Jestem jeszcze bardzo głodna i uboga, ale pracują nad tym aby posiłki były jak najbardziej treściwe, kaloryczne, sycące i aby długo odbijały się czkawką.
poniedziałek, 2 kwietnia 2012
list.
Napisałam do Ciebie długi list. Opatrzyłam go mottem z Miłosza, żeby było poetycko. Złapiesz aluzję - jesteś przecież wytrawnym czytelnikiem. Opowiedziałam siebie w tych wielu słowach bez reakcji. W tych kropkach i przecinkach gdy brałam oddechy na następne frazy. Lubiłam też wielokropki - one jak norwidowskie przemilczenie - załatwiały moją niewiarę, że za dużo, że nie ładnie. Wiesz ile mam lat, jakie mam oczy znasz długość moich włosów i kolor ulubionej bielizny. Wiesz też jaką książkę trzymam na nocnej szafce, ile mam pieprzyków na lewym ramieniu i z kim rozmawiam gdy jestem smutna. Napisałam do Ciebie, bo czułam się odpowiedzialna za Twoje uczucia względem mnie - rozumiesz, żeby zaopatrzyć Ciebie w broń, pancerz troski, coś w rodzaju niewidzialnego kostiumu, bezimiennego poczucia winy. To wszystko Ci wypisałam, ale Ty wiesz, że najważniejsze jest to czego tam nigdy nie było, czego ja nigdy nie zobaczyłam lub nie odważyłam się zobaczyć, coś czegoś nie dałam Ci w opiekę. Nie pozwoliłam Ci zamieszkać w tych listach, w tych słowach. Nie wydarzyło się najważniejsze, bo Ty nadal nie znasz mojego smaku.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)