niedziela, 30 grudnia 2012
czwartek, 27 grudnia 2012
jesteś człowiekiem o twarzy wilka
Świadomie śnienie
zaczyna się w momencie pobudki, gdy zakładasz sobie na głowę wianek z
porozrzucanych myśli. O ścianę odbija się twoje wspomnienie, z poprzedniego
lata zimnego jak płyny ustrojowe bez akceptacji. Pewnego dnia, uświadamiasz
sobie lęk znikania przed światem. Zatrzymanego powietrza, które rozwala na
płaszczyźnie przypadkowości twoje zmartwiałe ramie. Obojczyk czule zakorzenia
się pod konstrukcją z oddechów, nieskładnych pojęć i wytrychów rzeczywistości.
Jednomyślność obrazu z nieprzystającą do niej zazwyczaj
ucieczką myśli, pojawiła się rano po zapaleniu papierosa, kiedy zimne dłonie
ostrożnie położyły się same na twoich plecach, a że stałeś przede mną, to
widziałam i ciebie i przestrzeń znikającego obrazu – kościół jak z pocztówki i
brudne blokowisko po drugiej stronie, wewnątrz ludzie chodzący po swoich
śladach. Przylepione do twarzy chłodne policzki; z dnia na dzień lato zmieniło
się w zimę, a nawet w grudzień, a to już jest katastrofa, której nie można
ocalić.
Miłosz, śpiewał o tym, że innego końca świata nie będzie, a
ja mam poczucie tożsame z jego słowem. Każda godzina jest naszym prywatnym
końcem świata, harmonią zmysłów, zdradą fizjologii. Przyległość może zostać nam
obiecana, ale czy uda się pogodzić obcych z zapachem wrzosów na pustej, leśnej
drodze?
Dlatego wszystko może być nowe, bo jest nowym już od
korzenia. Śniłam bliskość i tęsknotę – łącznie wyszedł z tego człowiek o twarzy
wilka, który ma ciepły głos i lubi zakładać zielone okulary, albo zielone oczy.
Odsłonięte zasłony przystawały do mojego wyobrażenia o
jutrze, a potem na chwilę zaświeciło słońce.
wtorek, 25 grudnia 2012
jestem roznosicielką wirusów. lubię spacery po księżycu. w łóżku śpię z kotem. jest rudy - więc pewnie fałszywy. stanowię problem dla każdego kto mnie zna. słucham muzyki, której nie znasz i czytam książki o których nie chcesz sobie wyobrażać. czasami palę. częściej piję. przeklinam. chciałabym istnieć w postapokaliptycznej rzeczywistości. mam donośny głos i miękkie włosy.
i w ogóle nie jestem pewna ciebie.
ale to tylko świąteczny kryzys. chyba.
i w ogóle nie jestem pewna ciebie.
ale to tylko świąteczny kryzys. chyba.
sobota, 22 grudnia 2012
kaleczę przestrzeń ostrym narzędziem. krzyczę. krzyknij razem ze mną. zamykam kolejny rok. boję się podsumowania. boję się prawdy. boję się ciebie. i tego, że kolejna zima minie bez zapełnionego zeszytu, bez dreszczy, zdjęć i zagłuszonego oczekiwania.
plastyczne powietrze i plastyczność skóry to chyba moje największe tęsknienie. i mleczna konsystencja wszystkiego co otacza. jak ciepła poduszka i zamglone światła po drugiej stronie ulicy. oświetlony kościół i parapet brudny od smutnego popiołu z papierosów, które grają zwłaszcza wtedy gdy jest czas na wywracanie siebie do góry nogami. po drugiej stronie ktoś zupełnie inny układa swoją przestrzeń - a ja patrzę bezmyślnie na świat, który kurczy się pod naszymi powiekami do rozmiarów ziarenka słonecznika. i słyszę wszystkie słowa i widzę wszystkie momenty. jestem chwilowo tylko rozebrana i bezbronna. jak dziecko szukam schronienia i ciepłej ręki, którą mogłabym złapać, przypiąć się i wracać za każdym razem po coś innego. skończmy się spowiedzią bez rozgrzeszenia.
plastyczne powietrze i plastyczność skóry to chyba moje największe tęsknienie. i mleczna konsystencja wszystkiego co otacza. jak ciepła poduszka i zamglone światła po drugiej stronie ulicy. oświetlony kościół i parapet brudny od smutnego popiołu z papierosów, które grają zwłaszcza wtedy gdy jest czas na wywracanie siebie do góry nogami. po drugiej stronie ktoś zupełnie inny układa swoją przestrzeń - a ja patrzę bezmyślnie na świat, który kurczy się pod naszymi powiekami do rozmiarów ziarenka słonecznika. i słyszę wszystkie słowa i widzę wszystkie momenty. jestem chwilowo tylko rozebrana i bezbronna. jak dziecko szukam schronienia i ciepłej ręki, którą mogłabym złapać, przypiąć się i wracać za każdym razem po coś innego. skończmy się spowiedzią bez rozgrzeszenia.
środa, 19 grudnia 2012
niedziela, 16 grudnia 2012
sobota, 15 grudnia 2012
oddech
jestem teraz w winnym stanie skupienia. jestem być może lekko czerwona. wszędzie. i jest mi tak błogo, ciepło i (przy)tulnie. prawie jak (przy)tobie i z tobą. chciałabym już tak pozostać na dłużej. może na zawsze. żeby zacząć opowiadać o istniejącym początku świata, który zakrywa mi usta, nie pozwala mi mówić, okalecza mnie.
piątek, 14 grudnia 2012
środa, 12 grudnia 2012
poniedziałek, 10 grudnia 2012
nocne jęki w koronkach
chciałabym kiedyś ochrzcić to miejsce innym imieniem niż samotność. i podziękować ci jednym, wyraźnym słowem, dopowiedzianym, bez metafory okalającej zniszczenia mojego środka.
nie lubię czytać o słodkich porankach pachnących kawą i ciepłą z każdej strony poduszką.
znowu mam zimne stopy i dłonie, chyba pozbywam się zakończeń nerwowych.
jest mi wstyd za moje nastroje.
w dodatku - być może przekonam się do Gombrowicza, a to zapewne trwale naruszy fundamenty mojej literackości.
piątek, 7 grudnia 2012
nocne lęki w koronkach
rodzisz się w wielkim trudzie myśli. każdego ranka to krwawa ofiara a każdej nocy bolesne niezasypianie. jest obficie od całości ciebie, której nigdzie nie ma. próżno szukać nawet marnej części, odgłosów, albo literackich tropów głośno zakrzyczanych. jest też gęste powietrze otulone albo stwarzane ze smutnej poświaty zielonkawego światła, które jako jedyne i autonomiczne zwierze, stwarza w tym pokoju intymność. nie ma jej w istotach cielesnych, więc przeniosłam ją na martwe przedmioty, które ożywiam palcami na swoje własne potrzeby przebywania właśnie w tym miejscu. bije mnie po głowie literatura, która przykro wsiąka z każdym miesiącem mocniej i odważniej, cieknie bladym strumieniem niewiary i dokańcza wielkiego dzieła niszczenia moich zmysłów, które chyba zaczynają umierać, albo poszły na wielki cmentarny marsz ku pokrzepianiu innych. wszystko co ważne jest albo w muzeum moich wyobrażeń o sobie albo jeszcze w ogóle się nie narodziło. drażni mnie wszystko co jest podwójne, boli mnie wszystko to co nie krąży samotnie wokół mnie, co nie płacze i co się nie dusi z zatroskań i lęków nocnych.
poniedziałek, 3 grudnia 2012
chciałabym abyś okazał się moim miejscem takim które zawsze mogę dotknąć
nawiedzać swoją smutną obecnością
i takim które mogę objąć zatopić się w nimi zatrzymać powoli tak abyś nie stracił żadnego oddechu
chciałabym abyś spróbował mnie poznać od końca od pleców po obojczyk od stóp po brzeg czoła od pierwszego słowa które nieśmiało chcę wypowiedzieć.
nawiedzać swoją smutną obecnością
i takim które mogę objąć zatopić się w nimi zatrzymać powoli tak abyś nie stracił żadnego oddechu
chciałabym abyś spróbował mnie poznać od końca od pleców po obojczyk od stóp po brzeg czoła od pierwszego słowa które nieśmiało chcę wypowiedzieć.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)