czwartek, 27 grudnia 2012

jesteś człowiekiem o twarzy wilka


  Świadomie śnienie zaczyna się w momencie pobudki, gdy zakładasz sobie na głowę wianek z porozrzucanych myśli. O ścianę odbija się twoje wspomnienie, z poprzedniego lata zimnego jak płyny ustrojowe bez akceptacji. Pewnego dnia, uświadamiasz sobie lęk znikania przed światem. Zatrzymanego powietrza, które rozwala na płaszczyźnie przypadkowości twoje zmartwiałe ramie. Obojczyk czule zakorzenia się pod konstrukcją z oddechów, nieskładnych pojęć i wytrychów rzeczywistości.

Jednomyślność obrazu z nieprzystającą do niej zazwyczaj ucieczką myśli, pojawiła się rano po zapaleniu papierosa, kiedy zimne dłonie ostrożnie położyły się same na twoich plecach, a że stałeś przede mną, to widziałam i ciebie i przestrzeń znikającego obrazu – kościół jak z pocztówki i brudne blokowisko po drugiej stronie, wewnątrz ludzie chodzący po swoich śladach. Przylepione do twarzy chłodne policzki; z dnia na dzień lato zmieniło się w zimę, a nawet w grudzień, a to już jest katastrofa, której nie można ocalić.

Miłosz, śpiewał o tym, że innego końca świata nie będzie, a ja mam poczucie tożsame z jego słowem. Każda godzina jest naszym prywatnym końcem świata, harmonią zmysłów, zdradą fizjologii. Przyległość może zostać nam obiecana, ale czy uda się pogodzić obcych z zapachem wrzosów na pustej, leśnej drodze?

Dlatego wszystko może być nowe, bo jest nowym już od korzenia. Śniłam bliskość i tęsknotę – łącznie wyszedł z tego człowiek o twarzy wilka, który ma ciepły głos i lubi zakładać zielone okulary, albo zielone oczy.

Odsłonięte zasłony przystawały do mojego wyobrażenia o jutrze, a potem na chwilę zaświeciło słońce. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz