poniedziałek, 2 kwietnia 2012
list.
Napisałam do Ciebie długi list. Opatrzyłam go mottem z Miłosza, żeby było poetycko. Złapiesz aluzję - jesteś przecież wytrawnym czytelnikiem. Opowiedziałam siebie w tych wielu słowach bez reakcji. W tych kropkach i przecinkach gdy brałam oddechy na następne frazy. Lubiłam też wielokropki - one jak norwidowskie przemilczenie - załatwiały moją niewiarę, że za dużo, że nie ładnie. Wiesz ile mam lat, jakie mam oczy znasz długość moich włosów i kolor ulubionej bielizny. Wiesz też jaką książkę trzymam na nocnej szafce, ile mam pieprzyków na lewym ramieniu i z kim rozmawiam gdy jestem smutna. Napisałam do Ciebie, bo czułam się odpowiedzialna za Twoje uczucia względem mnie - rozumiesz, żeby zaopatrzyć Ciebie w broń, pancerz troski, coś w rodzaju niewidzialnego kostiumu, bezimiennego poczucia winy. To wszystko Ci wypisałam, ale Ty wiesz, że najważniejsze jest to czego tam nigdy nie było, czego ja nigdy nie zobaczyłam lub nie odważyłam się zobaczyć, coś czegoś nie dałam Ci w opiekę. Nie pozwoliłam Ci zamieszkać w tych listach, w tych słowach. Nie wydarzyło się najważniejsze, bo Ty nadal nie znasz mojego smaku.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz