śnieg pozwolił na przykrycie niedostępnych i ciągle jeszcze wyobrażanych emocji. możliwe, że je zamroził. zabrał na chwilę. nawet jeśli mam w kalendarzu rozpisane egzaminy i rozkład dnia, to i tak wszystko jest dla mnie czasem niedokonanym. niedokonanych myśli i słów, wiary i tęsknoty, które też nie mogą się dokonać - mogą się jedynie wyobrazić. dziś, nie tylko dziś, ale dziś o tej właśnie porze i w tej poznańskiej rzeczywistości, potrzeba mi miejsca na intymność. zamkniętego pokoju o ścianach z plasteliny i o słodkim zapachu niepewności. metr kwadratowy szczęścia, bez cenzury emocji. za chwilę, znowu będzie odwilż. czuję to. dlatego bez przerwy odświeżam piosenkę i śpiewam ci: I know places we can go babe. Don't ask me when, but ask me why.
Dont ask me how, but ask me where.a potem skradam się jak kot. znowu jest cisza. a ja nie wiem czy mam dla kogo tęsknić i czy mogę zacząć proces wiosennego zakwitania zimą.
taka bardzo zielona trwa, lekko martwa od tysięcy stóp, niebo bez chmur, sierpniowe i moce, koc zupełnie pozbawiony realności i dobiegająca zewsząd muzyka, byłyby dla mnie największym szczęściem tego życia. największym spełnieniem, gdybym mogła tylko oprzeć się o ciebie i poczuć tętniące ciepło lata. pierwszy raz, móc się na tobie zatrzymać i zamknąć oczy.
http://www.weranda.pl/archiwum/2007/05/6314-z-muza-pod-jednym-dachem
OdpowiedzUsuńi kocem też...
Usuń