po tym jak Ona napisała do Niego to nic, prawdopodobnie już nic nie było tak samo. i tak się więzili na pachnących, literackich papierach, męczyli palce odbijając litery na ciężkich maszynach, zasypani dobrą literaturą tamtych czasów. bo to jest zawsze taki skandal, jeśli Ona powie, że szuka Przewodnika, Mistrza i Mentora - najgorsze jeśli Ona jest dobrą gliną, to wtedy wiadomo już, że zdarzy się najgorsze. pozostał stos listów, zdjęć, myśli o sobie powiązanych każdym z możliwych sposób. i kiedy czekać musiała, bo poczta lotnicza lub zwykła - spóźniła się, i ten list przyszedł dopiero trzy dni po. i nawet jeśli pocałunek był mokry a uścisk niedźwiedzi, to cały czas myślała, czy ta sukienka na pewno się Jemu spodoba, czy zechce ją zdjąć, zerwać, pognieść. i zastanawiała się, czy na pewno nie czytał tej książki, że tak serdecznie dziękuje za jesień w Nowym Yorku i spacer ulicami dawnych bogów. każda rozmowa, aż do śmierci była ważna i każde zdjęcie, było uśmiechnięte. On sam nie wiedział kiedy zobaczył w niej żonę, na pewno jeszcze przed ślubem. nigdy też nie widział w niej córki, a przecież mógł.
Mary Ellen, dziękuję Ci za tak bardzo kobiecą emocje uwięzioną w słowach (później - również w życiu). I za to, że także miałaś kota i nie lubiłaś feministek (zapewne nadal ich nie lubisz).
dziękuję Ci za ten wpis... z całego serca.
OdpowiedzUsuń