Nie ma mnie tam. Na tym zdjęciu, w tym momencie. Nigdy nie było. Nie wiem jak to jest. Prawie wiedziałam - przez chwilę, małą, zapomnianą, osieroconą. Wyobrażam, myślę, czuję zapach, ale nie doświadczam. To przytłacza, boli, chowa się za mnie i uderza z wielką siłą smutku.
Gdy chcesz, wiesz jak, wiesz po co, z kim, dlaczego, jak długo, jak mocno, dla wszystkiego, od siebie. Ale to się nie zdarza, nie umie się zdarzyć, nie chce się zdarzyć. Nie teraz, nie dziś. Kiedy? Nie wiesz. Nic nie wiesz, tego nie wiesz na pewno. Przewidujesz, skomlesz, błagasz? Lubisz gdy ten niedosyt podchodzi do gardła, gdy szybciej biegniesz - bo wtedy słowa łatwiej oddychają. I czujesz ten głód, nie możesz się najeść, tylko ta cholerna dziura w brzuchu się powiększa, drążą ją dni w oczekiwaniu na coś. Umiesz jeszcze czekać? Nie wypowiesz jak cie boli, jak słabo, jak w bezdechu, jak w pułapce, jak nie-w-sobie. Obok?
Wiesz, dziś strasznie cicho krzyczysz. Ja już nie potrafię słuchać, bo przytłoczyły mnie te kilogramy bezsensownych zdarzeń. Zdarzeń po nic. Dla nikogo. I ten czas i te dni.
Będzie słońce i trawa. Zielona, mokra od rosy. Będzie ciepło - nie upalnie, bo upał mi nie smakuje. Będzie powiew wiatru odciśnięty na drzewach, zapamiętany krajobraz ciszy - w oddali. Pocięty na kawałki obrazek z naszych niewysłowionych myśli. Będzie noc spadających z nas marzeń. Jak ulga, która wreszcie może się wydarzyć. Ciężar smutku z niedosytów rozluźni swoje więzy. Poczujemy wolność jak jeszcze nigdy. Będzie dużo słów ostatecznych. Definiujących i uczłowieczających. Będzie zapach, mokry i intensywny zapach fizjologicznych splotów i rozkurczów. Będzie zagubienie oczu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz