jeśli słowa mają moc sprawczą (a powinnam w to wierzyć bo hołduję literaturze) to sprawiam sobie właśnie małą apokalipsę. każdego dnia gdy emocje wyciekają mi palcami na klawiaturę.
a może wreszcie zawiążę siebie jak supeł, przyspawam trochę na siłę, bez obaw o resztę ciała, która jeszcze została na zewnątrz, być może zbladnę gdy ujrzę swój oddech na zamarzniętej szybie, zimą, gdy skończy się to co nieśmiałe
chodź, powróżę ci z ręki. opowiem zgrabną historię tylko zabraknie czegoś co pozostaje na końcu, czegoś niewzruszonego. chodź, zadrżysz, chcę się wyspowiadać.
Czy można się wypłukać emocjonalnie? Czy emocje powinny być tłumione czy znaleźć dla siebie ujście?
OdpowiedzUsuńChciałabym nie mieć wielu z moich emocji - ale skoro już są to wolę je systematycznie z siebie wyrzucać.
OdpowiedzUsuń