zaniemogły nam nogi, oczy i głowy. myśli najbardziej. wszystko było roztopione - a najbardziej moje ciało. wydobyło się z niego dużo. szczerze i bezboleśnie. stopy zaplotły się, skręciły daleko ode mnie. i właściwie rozmowy uświadomiły jak niewiele mogę powiedzieć. jak wielka część z tego nigdy do ciebie nie dotrze. i raz kolejny mogę monologować. patrzeć jak dla niektórych świat ciągnie się jak wata cukrowa. idzie zima więc mam słodkie skojarzenia i wiśniowe papierosy. nawet oddech mam słodki. może ostry. trochę. jak osobowość. jest bardzo ostra i silnie usytuowana wobec tego co jeszcze nie mogło się wykształcić. wszystko przez chwile było jak w karykaturze. prostsze i zdatne do przełknięcia. chyba minął pierwszy, szturmowy zachwyt okalającym nas miejscem. bezpiecznymi murami, które bronią bezdusznych i tolerancyjnych myśli. historia nie jest i nigdy nie będzie obca. ale jakoś mniej uczuć i mniej czasu. wszyscy się spieszą - do siebie. do lepszego czasu gdzie indziej, tuż obok. a mnie nie interesuje przechodzenie na drugą stronę ulicy, bo i tak oglądam się za siebie. wszyscy poważnieją, mają plany na życie po. miejsce? ja jestem gdzie indziej. na pewno nie tutaj. przeszkadza mi prędkość. dlatego myślę cały czas o tym i piszę cały czas o tym. nie umiem poznawać planu miasta, szukać nowych skojarzeń, bo wszystko mi utknęło. wszystko mi umyka. a w garści ktoś inny ściska czekoladowego cukierka. jeszcze nigdy nie czułam się tak bardzo bez nikogo i bez niczego. nie mogę bez ciebie dorosnąć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz