sobota, 18 lutego 2012

dwanaście tysięcy księżyców

  No wiesz, chodzi o to żeby zagrało. Żeby było dobrze milcząco i głośno. Żebyś konał czasami z dzikiego śmiechu i płakał jak małe dziecko. Żebyś też zatykał uszy, gdy mówię te wszystkie bzdury. No przecież nie musisz znać biografii Norwida i przebiegu choroby serca Poświatowskiej. Nie musisz też mówić wierszem i znać rodzaje rymów. Nie musisz klękać nad alegorią średniowiecznej śmierci. (Tylko żebyś zeskrobał ze ściany resztki moich emocji.) No przestań, przecież nie musisz czytać Tatarkiewicza! Daruj sobie też biogramy Modernistów, możesz  ewentualnie podziwiać Bergmana - artystę geja. Współcześni poeci? Pierdol ich. Znasz chyba trzy języki a ze mną nadal nie umiesz rozmawiać! Jesteś w środkowej części mózgu, osadzony na trwałe jako żywa imaginacja. Posłuchaj tylko: masz sto dziewięćdziesiąt  centymetrów wzrostu, szerokie ramiona - no wiesz, takie jak półki mojej biblioteki, zielone oczy (koniecznie!), brodę - nie śmieszny zarost trzy dni 'hodowany', tylko prawdziwą BRODĘ - możesz nią drapać. Masz dłonie duże i zgrabne - takie, które obejmują swobodnie moje piersi. Numer buta? 46. Czy Ty słyszysz co ja do Ciebie mówię? Tak, noś koszule w kratki, czarne golfy i zielone zamszowe buty. Pal papierosa i chowaj zeszyty do skórzanej brązowej torby. Możesz przeklinać. Płać rachunki w terminach. Pij czerwone wino i wódkę. Masz dobrze jeździć samochodem i wspinać się na Rysy. Mów głośno i wyraźnie. Trzaskaj piorunami, gdy marudzę jak bachor. Przytulaj mnie, gryź, dotykaj, przygniataj, drap. Nie dawaj mi się pogrążać w tych bezbarwnych myślach i zabierz mnie tam gdzie można zobaczyć dwanaście tysięcy księżyców za jedną księżycową noc sprzed lat.
Zaklinam Cię jak mistycznego Słowackiego.

5 komentarzy: