na progu tego domu poczułam bardzo silną chęć złożenia myśli w słowa, a przecież przydarza się to teraz tak rzadko. jest mi trudno nie zamieniać wszystkiego w banał, kiedy wszystko jest tak prosto i banalnie piękne. kiedy na górskim szlaku podajesz mi rękę i mówisz, że w tym strumieniu szukałeś drobnych na paczkę papierosów, kiedy pokazujesz uwięziony w butelce płyn, który podobno miał być winem, a stoi w pokoju już tyle lat, kiedy zdejmujesz wypastowane buty i ubierasz rozwalone adidasy, kiedy pokazujesz mi obrazy Witkacego, prowadzisz do muzeum po zejściu z górskiego szlaku, kiedy opowiadasz o książkach w bibliotece Dziadka, kiedy mówisz - chodź, idziemy zapalić, chociaż wiesz, że najchętniej zmusiłabym się do rzucenia, kiedy Twój pies kładzie się na moją nogę, kiedy Giewont zachodzi mgłą, a ja to wszystko widzę z balkonu i mogę dotknąć dłonią, kiedy krzyczysz jak poparzony, bo ja Cię złośliwie gilgoczę, kiedy używasz słów, które tylko nam są znane, kiedy opowiadasz o historii i znasz odpowiedź na każde pytanie, kiedy wąchasz książki i najchętniej każdą napotkaną zabrałbyś do naszego miejsca, kiedy ja nie muszę udawać i mogę robić przy Tobie wszystko, kiedy zawsze całujesz po przebudzeniu, kiedy zasypiasz obok, kiedy przeklinasz, cieszysz się, kiedy jest Ci najlepiej, kiedy pokazujesz mi świat.
Nie wierzyłam, że tak może kiedyś być.
sobota, 2 sierpnia 2014
poniedziałek, 7 lipca 2014
niedziela, 18 maja 2014
czwartek, 10 kwietnia 2014
zdaje się, że otoczyło mnie coś w rodzaju bezpiecznej powłoczki, i wszystko jest obrazem w intensywnych i słodkich kolorach. nie pamiętam już, jak było w życiu bez ciebie, prawdopodobnie nie miałam wtedy życia. przyszłość jest nasza i chyba bezpowrotnie skończyły mi się smutne metafory o ciele, które tylko stygnie.
niedziela, 23 lutego 2014
nie ma już świata bez ciebie
komunikat dla świata:
jesteś wszystkim
jesteśmy wszystkim
[nie umiem składać zdań, kiedy jest mi dobrze, nie umiem - jeśli nie są to zdania do Ciebie]
czwartek, 6 lutego 2014
niedziela, 2 lutego 2014
odwilż
spokój
świętynaszpokój
dwadzieścia trzy
i sto czterdzieści jeden zapalonych na żółto światełek, kiedy cieszysz się ze mną
i jeszcze nigdy nie było tak ciepło
chociaż luty
bądź zawsze
świętynaszpokój
dwadzieścia trzy
i sto czterdzieści jeden zapalonych na żółto światełek, kiedy cieszysz się ze mną
i jeszcze nigdy nie było tak ciepło
chociaż luty
bądź zawsze
sobota, 25 stycznia 2014
Nie wiem, czy to już, bo może dopiero za chwilę, ale tak bardzo mi ze sobą dobrze, tak słodko, tak czule.
Jest tyle dobra i ciepła, czas powoli przestaje istnieć, albo dopiero pierwszy raz dotykam go swoimi rozgorączkowanymi palcami. Jest końcówka stycznia - a u mnie stokrotki zakwitły na policzkach. To wprost nieprawdopodobne, bo ja pierwszy raz wiem. Przestrzeń wielkiego bólu staje się powoli przestrzenią wielkiego szczęścia.
Jest tyle dobra i ciepła, czas powoli przestaje istnieć, albo dopiero pierwszy raz dotykam go swoimi rozgorączkowanymi palcami. Jest końcówka stycznia - a u mnie stokrotki zakwitły na policzkach. To wprost nieprawdopodobne, bo ja pierwszy raz wiem. Przestrzeń wielkiego bólu staje się powoli przestrzenią wielkiego szczęścia.
piątek, 17 stycznia 2014
poniedziałek, 6 stycznia 2014
sobota, 4 stycznia 2014
wtorek, 17 grudnia 2013
czas świątecznej apokalipsy. jezus chrystus galeryjny. choinki miejskie, ładne lampki, które niby mają nas uspokoić - nieść światłość. ludzie kupują książki - jak dobrze żyć, jak wychować dziecko, jak uwieść mężczyznę, jak założyć firmę, jak schudnąć, albumy o sławnych ludziach ze sławnych filmów. kolejki, płacz dzieci, rogalik maślany za piętnaście złotych. miłość, błogosławieni w tramwajach, na ulicach tyle uśmiechów, na pasach kierowcy przepuszczają niepełnosprawnych, wszystkim czego chce na święta jesteś ty - w każdym sklepie spożywczym, albo ewentualnie Seweryn Krajewski.
jestem częścią świata, którego nienawidzę.
jestem częścią świata, którego nienawidzę.
sobota, 7 grudnia 2013
możesz mi powiedzieć że kończy się rok ale on jest przecież jak głodny szczeniak który od miesięcy nie dostał mleka prosi o wygłaskanie brzucha i nieprzerwanie wydaje dźwięki o takich słodkich częstotliwościach.
w kawałkach, na części, otwarcie świata, cząstki z naszych rozmów, kawałki piosenek, wyrwane moje serce.
wypite wino, prawie dwa oddechy złożone w jeden, a potem to już tylko przebyta choroba zakaźna, od kwietnia do grudnia zarażałam się bardziej i nie pamiętam co działo się w gwiezdnych międzyczasach; prawdopodobnie miliard razy poczułam ostre szarpnięcie w okolicach żołądka.
okaleczenie, stabilność obrazu, zawroty mojej głowy, twoje wielkie dłonie w których mieszczą się drzewo i dziecko i moje dwie piersi.
w kawałkach, na części, otwarcie świata, cząstki z naszych rozmów, kawałki piosenek, wyrwane moje serce.
wypite wino, prawie dwa oddechy złożone w jeden, a potem to już tylko przebyta choroba zakaźna, od kwietnia do grudnia zarażałam się bardziej i nie pamiętam co działo się w gwiezdnych międzyczasach; prawdopodobnie miliard razy poczułam ostre szarpnięcie w okolicach żołądka.
okaleczenie, stabilność obrazu, zawroty mojej głowy, twoje wielkie dłonie w których mieszczą się drzewo i dziecko i moje dwie piersi.
niedziela, 17 listopada 2013
w połowie listopada łatwiej jest przytulać się do zmarzniętych szyb tramwaju numer dziewięć
który z takim samym uporem i zaangażowaniem od czterech lat zawozi w jedno miejsce
w połowie listopada czekam już na śnieg który chciałby poczuć ciężar twoich butów na mojej ulicy
w połowie listopada nie wystarcza już kołdra więc zakopuję się w niebieskim kocu a kiedy boli mnie głowa myślę o twoich dłoniach na moim ciepłym brzuchu
który z takim samym uporem i zaangażowaniem od czterech lat zawozi w jedno miejsce
w połowie listopada czekam już na śnieg który chciałby poczuć ciężar twoich butów na mojej ulicy
w połowie listopada nie wystarcza już kołdra więc zakopuję się w niebieskim kocu a kiedy boli mnie głowa myślę o twoich dłoniach na moim ciepłym brzuchu
wtorek, 5 listopada 2013
wtorek, 15 października 2013
blisko bliżej
a przecież zawsze może być jeszcze bardziej. do rana możemy stać się dorośli a właściwie to ja mogę dorosnąć dzięki tobie za twoją sprawą z twoim przyzwoleniem dzięki twoim dłoniom
równoległe światy rozgrywają się na przestrzeni kilkudziesięciu kilometrów a chyba nigdy do nikogo nie było mi tak blisko
za dużo zdań złożonych współrzędnie padło w mojej wyobraźni a przecież żadna z ceremonii nie mogła się jeszcze odbyć
nie dopuść do tego abym raz kolejny zderzyła się z ziemią bo dobrze jest mi myśleć tylko o emocjach mieć w głowie kilka scenariuszy przewidzianych na jedną okazję. bo przecież każda okoliczność jest dobra. i zima i wiosna i lato i jesień.
tracę swoje centrum wypracowane przez lata które tak dobrze utrzymywało mnie w życiu poza.
poza apokalipsą która doprowadza mnie do stanów zrujnowania burzenia chaosu i krzyku aż po cykliczne wzrastanie od nowa.
pozwalam sobie na widzenie podwójne
a przecież zawsze może być jeszcze bardziej. do rana możemy stać się dorośli a właściwie to ja mogę dorosnąć dzięki tobie za twoją sprawą z twoim przyzwoleniem dzięki twoim dłoniom
równoległe światy rozgrywają się na przestrzeni kilkudziesięciu kilometrów a chyba nigdy do nikogo nie było mi tak blisko
za dużo zdań złożonych współrzędnie padło w mojej wyobraźni a przecież żadna z ceremonii nie mogła się jeszcze odbyć
nie dopuść do tego abym raz kolejny zderzyła się z ziemią bo dobrze jest mi myśleć tylko o emocjach mieć w głowie kilka scenariuszy przewidzianych na jedną okazję. bo przecież każda okoliczność jest dobra. i zima i wiosna i lato i jesień.
tracę swoje centrum wypracowane przez lata które tak dobrze utrzymywało mnie w życiu poza.
poza apokalipsą która doprowadza mnie do stanów zrujnowania burzenia chaosu i krzyku aż po cykliczne wzrastanie od nowa.
pozwalam sobie na widzenie podwójne
poniedziałek, 7 października 2013
pewnie mogłabym ci już teraz powiedzieć że wiecznie zaparowane okna niezgrabione liście porozrzucane we wszystkich pokojach ubrania spowodowałyby nagły wstrząs moich wszystkich zakończeń nerwowych rozpocząć mocne bycie w świecie na swoich naszych nogach. bo to przecież gdzieś tam już jest zakopane pod warstwami niewypowiedzianych słów.
zwykłość i powszedniość. wiele znaków dziecinnie prostych o których nawet nikt nie chce myśleć nie chce brać ich pod uwagę
pewnie będziesz się śmiał kiedy powiem jak niewiele wiem niewiele umiem jak niewiele smakowałam jak nie umiem oddychać kiedy wyrywam siebie od zbyt dobrych myśli o tobie
zwykłość i powszedniość. wiele znaków dziecinnie prostych o których nawet nikt nie chce myśleć nie chce brać ich pod uwagę
pewnie będziesz się śmiał kiedy powiem jak niewiele wiem niewiele umiem jak niewiele smakowałam jak nie umiem oddychać kiedy wyrywam siebie od zbyt dobrych myśli o tobie
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)