wtorek, 27 listopada 2012

to tylko bezosobowe tchnienie. umysł, który zapłodniła samotność. wariacja na temat roli czasu i miejsca w którym lubimy zastygać raz i na zawsze. i gdy między dłońmi pojawia się nitka, którą łączy cię z momentem z przeszłości - wszystko domaga się odbicia na szarym papierze o ostrych końcach. tak bardzo jest nam wtedy blisko do siebie mimo czasu i drogi, która nas dzieli, wielkich kosmicznych przestrzeni. lubię to widzieć jako kosmos, kategorie trwania w długim spadaniu w dół. bez bezpieczeństwa.  bez potrzeby uderzania w siebie nawzajem. bo już nie trzeba, bo już się stało.

 i widzimy siebie na dwóch osobnych końcach, żeby odpocząć i pooddychać powietrzem, które jeszcze między nami zostało.

niedziela, 25 listopada 2012

chodź, chodź tu. chcę cię mieć. chcę mieć blisko twoje dłonie i stopy w łóżku obok, żebym nam razem ciepło było i błogo. zatrzymaj się na progu pokoju już na zawsze, żebym wiedziała, że zawsze będziesz wchodził. chodź, chodź, do łazienki chodź, umyje ci plecy i pocałuję w obojczyk. chodź, chodź, do kuchni, zrobiłam obiad dla ciebie a teraz cię nakarmię, jak małe dziecko. chodź, chodź, będziemy rozmawiać długo o wszystkim. chodź, chodź, żeby zneutralizować smak mojej skóry. chodź, chodź, zdejmij ten ciepły sweter na zimę, bo ja już przestałam się wstydzić naszej nagości.

sobota, 24 listopada 2012

w
   l i                                    s t
o                          p
a            d   z
i         e            

c z                      ę  s
t o  

        s                    i     ę

r o                         z    p

a  
 d              a  m  

wtorek, 20 listopada 2012

Chciałabym oglądać z Tobą góry z perspektywy namiotu. Rankiem zatoczyć się od nadmiaru świeżego powietrza, a potem obmyć Twoje zmęczone dłonie w strumieniu.

piątek, 16 listopada 2012

zaniemogły nam nogi, oczy i głowy. myśli najbardziej. wszystko było roztopione - a najbardziej moje ciało. wydobyło się z niego dużo. szczerze i bezboleśnie. stopy zaplotły się, skręciły daleko ode mnie. i właściwie rozmowy uświadomiły jak niewiele mogę powiedzieć. jak wielka część z tego nigdy do ciebie nie dotrze. i raz kolejny mogę monologować. patrzeć jak dla niektórych świat ciągnie się jak wata cukrowa. idzie zima więc mam słodkie skojarzenia i wiśniowe papierosy. nawet oddech mam słodki. może ostry. trochę. jak osobowość. jest bardzo ostra i silnie usytuowana wobec tego co jeszcze nie mogło się wykształcić. wszystko przez chwile było jak w karykaturze. prostsze i zdatne do przełknięcia. chyba minął pierwszy, szturmowy zachwyt okalającym nas miejscem. bezpiecznymi murami, które bronią bezdusznych i tolerancyjnych myśli. historia nie jest i nigdy nie będzie obca. ale jakoś mniej uczuć i mniej czasu. wszyscy się spieszą - do siebie. do lepszego czasu gdzie indziej, tuż obok. a mnie nie interesuje przechodzenie na drugą stronę ulicy, bo i tak oglądam się za siebie. wszyscy poważnieją, mają plany na życie po. miejsce? ja jestem gdzie indziej. na pewno nie tutaj. przeszkadza mi prędkość. dlatego myślę cały czas o tym i piszę cały czas o tym.  nie umiem poznawać planu miasta, szukać nowych skojarzeń, bo wszystko mi utknęło. wszystko mi umyka. a w garści ktoś inny ściska czekoladowego cukierka. jeszcze nigdy nie czułam się tak bardzo bez nikogo i bez niczego. nie mogę bez ciebie dorosnąć.

wtorek, 13 listopada 2012

Wtorek
strach przed jutrem.
z trudem łapię słowa na klawiaturze - 
konieczność zostawienia śladu staje się silniejsza 
ode mnie.

Ostatnio wszystko jest silniejsze - 
ode mnie.

Deficyt bliskości. 

Chciałabym cie umieścić w jakiejś wielkiej, panoramicznej powieści naszych czasów. żebyś biegał między słowami, tańczył jak pijany, strudzony udowodnieniem mi, że to jest twoje właściwe miejsce. Chciałabym znaleźć dla ciebie dużo przestrzeni -  nieograniczenie. Coś co się ciągnie i daje formować. Chciałabym ci dopisać akcenty, postawić kropki w odpowiednim miejscu i średnik - tak abym zawsze mogła jeszcze coś dopowiedzieć, żebyś miał pewną nieskończoność. Zanim usiądziesz na tym krześle obok mnie, zapiszę cię, stworzę na wzór i podobieństwo swoich strasznych emocji. Pomogę ci się zjawić. 

niedziela, 11 listopada 2012

rozkruszyły się dziś słowa. na koniec. na początek. spadły jak liści, których już nie ma i znowu jest tylko świat. bez nich i bez nas. konstrukcja jest chwiejna. 
zdmuchnij. 

oddaj mi siebie. w kawałkach ostudź ciało. przymknij oczy, aby skupić się tylko na cierpkim zapachu. pokaż mi poduszkę na której odcisnęła się twoja głowa wczoraj w nocy. prześlij ciepło w białej powłoce.