w
l i s t
o p
a d z
i e
c z ę s
t o
s i ę
r o z p
a
d a m
sobota, 24 listopada 2012
wtorek, 20 listopada 2012
piątek, 16 listopada 2012
zaniemogły nam nogi, oczy i głowy. myśli najbardziej. wszystko było roztopione - a najbardziej moje ciało. wydobyło się z niego dużo. szczerze i bezboleśnie. stopy zaplotły się, skręciły daleko ode mnie. i właściwie rozmowy uświadomiły jak niewiele mogę powiedzieć. jak wielka część z tego nigdy do ciebie nie dotrze. i raz kolejny mogę monologować. patrzeć jak dla niektórych świat ciągnie się jak wata cukrowa. idzie zima więc mam słodkie skojarzenia i wiśniowe papierosy. nawet oddech mam słodki. może ostry. trochę. jak osobowość. jest bardzo ostra i silnie usytuowana wobec tego co jeszcze nie mogło się wykształcić. wszystko przez chwile było jak w karykaturze. prostsze i zdatne do przełknięcia. chyba minął pierwszy, szturmowy zachwyt okalającym nas miejscem. bezpiecznymi murami, które bronią bezdusznych i tolerancyjnych myśli. historia nie jest i nigdy nie będzie obca. ale jakoś mniej uczuć i mniej czasu. wszyscy się spieszą - do siebie. do lepszego czasu gdzie indziej, tuż obok. a mnie nie interesuje przechodzenie na drugą stronę ulicy, bo i tak oglądam się za siebie. wszyscy poważnieją, mają plany na życie po. miejsce? ja jestem gdzie indziej. na pewno nie tutaj. przeszkadza mi prędkość. dlatego myślę cały czas o tym i piszę cały czas o tym. nie umiem poznawać planu miasta, szukać nowych skojarzeń, bo wszystko mi utknęło. wszystko mi umyka. a w garści ktoś inny ściska czekoladowego cukierka. jeszcze nigdy nie czułam się tak bardzo bez nikogo i bez niczego. nie mogę bez ciebie dorosnąć.
wtorek, 13 listopada 2012
Wtorek
strach przed jutrem.
z trudem łapię słowa na klawiaturze -
konieczność zostawienia śladu staje się silniejsza
ode mnie.
Ostatnio wszystko jest silniejsze -
ode mnie.
Deficyt bliskości.
Chciałabym cie umieścić w jakiejś wielkiej, panoramicznej powieści naszych czasów. żebyś biegał między słowami, tańczył jak pijany, strudzony udowodnieniem mi, że to jest twoje właściwe miejsce. Chciałabym znaleźć dla ciebie dużo przestrzeni - nieograniczenie. Coś co się ciągnie i daje formować. Chciałabym ci dopisać akcenty, postawić kropki w odpowiednim miejscu i średnik - tak abym zawsze mogła jeszcze coś dopowiedzieć, żebyś miał pewną nieskończoność. Zanim usiądziesz na tym krześle obok mnie, zapiszę cię, stworzę na wzór i podobieństwo swoich strasznych emocji. Pomogę ci się zjawić.
strach przed jutrem.
z trudem łapię słowa na klawiaturze -
konieczność zostawienia śladu staje się silniejsza
ode mnie.
Ostatnio wszystko jest silniejsze -
ode mnie.
Deficyt bliskości.
Chciałabym cie umieścić w jakiejś wielkiej, panoramicznej powieści naszych czasów. żebyś biegał między słowami, tańczył jak pijany, strudzony udowodnieniem mi, że to jest twoje właściwe miejsce. Chciałabym znaleźć dla ciebie dużo przestrzeni - nieograniczenie. Coś co się ciągnie i daje formować. Chciałabym ci dopisać akcenty, postawić kropki w odpowiednim miejscu i średnik - tak abym zawsze mogła jeszcze coś dopowiedzieć, żebyś miał pewną nieskończoność. Zanim usiądziesz na tym krześle obok mnie, zapiszę cię, stworzę na wzór i podobieństwo swoich strasznych emocji. Pomogę ci się zjawić.
niedziela, 11 listopada 2012
rozkruszyły się dziś słowa. na koniec. na początek. spadły jak liści, których już nie ma i znowu jest tylko świat. bez nich i bez nas. konstrukcja jest chwiejna.
zdmuchnij.
oddaj mi siebie. w kawałkach ostudź ciało. przymknij oczy, aby skupić się tylko na cierpkim zapachu. pokaż mi poduszkę na której odcisnęła się twoja głowa wczoraj w nocy. prześlij ciepło w białej powłoce.
czwartek, 8 listopada 2012
ciepło, czekolada, rękawiczki, kakao, koc pomarańczowy, tęsknienie.
nie ma tu zmęczonego szczęściem samobójcy. nie ma dłoni zawieszonych w powietrzu. nie ma plastyczności skóry i powietrza z plasteliny. rozklejam się i rozczulam. pod powiekami roztrąca mi się świat. nie umiem już jak dziecko rozbierać się w ciemności. potrzebuję światła. mamy konsystencję rozgotowanego mleka i pachniemy wanilią. jest zimno więc chowasz się w moich włosach. rozgrzewa się moja myśl - ta co jeszcze wczoraj miała knebel w ustach. nie ma słów i głosu obok w moim uchu. jesteś miliardy kilometrów stąd. leżysz zasypany pod śniegiem w wielkiej jamie na końcu wszystkich moich światów. odbijam się w lustrze jak słabe wspomnienie zamglone nierzeczywiste wcale nie moje. gęsty dym z papierosów - cicha mgiełka.
nie masz aury i imienia. kule się. za dużo miejsca na tęsknienie. wielka przestrzeń bez przytulnego zapełnienia. jedna rękawiczka skazana jest na samotność. dziecinnieje. wycinam serce z materiału. zapraszam cię do środka żebyś spróbował mnie poznać. wszystko jest zimne poza ciepłym swetrem którym oszukuję przyjaciół.
nie masz aury i imienia. kule się. za dużo miejsca na tęsknienie. wielka przestrzeń bez przytulnego zapełnienia. jedna rękawiczka skazana jest na samotność. dziecinnieje. wycinam serce z materiału. zapraszam cię do środka żebyś spróbował mnie poznać. wszystko jest zimne poza ciepłym swetrem którym oszukuję przyjaciół.
sobota, 3 listopada 2012
koronkowy stanik
zachciewa mi się krótkich zdań o niczym tak jak rozmowy przez telefon. jestem obok i słyszę głos. bez sensu. nic się jeszcze nie przeterminowało nie straciło cholernej daty ważności nie rozpoczął się proces fermentacji nie mogę nic wyrzucić na śmietnik. cholera. kolejka kolejka kolejka puste okienko. wszystko zostawiłam w poczekalni. nawet nie wiem czym zajmuję się teraz. zapomniałam. bo nogi nie chcą iść dalej. boli mnie kręgosłup. od kilku tygodni. i to nie jest metafora (prze)trwania. ciekawe czy potrafisz się rozpiąć na moich oczach.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)