Wiesz, chciałbym ci powiedzieć, ale nie mam którędy.
M. Świetlicki
Buduję zdania. Słucham i słyszę. Słowa. Ludzi. Szelest. Krzyk. Ciebie. Ciszę. Siebie.
Chciałabym więcej. Zawsze jest miało. Jestem zachłanna. Jestem niezaspokojona. Brakuje mi. Słów. Ludzi. Szelestu. Krzyku. Ciebie. Ciszy. Siebie. Nie umiem się nasycić. Jest mi słabo od nadmiaru literatury i piękna. Z słów, z ludzi, z szelestów, z krzyków. Właśnie wypadły mi trzy ogniwa. Zwykle jest tak: gdy wypadnie choć jedno to cała sekwencja jest już niczym. Nie wiem jak mam to rozumieć. No tak, ale przecież tych ogniw nigdy nie było. Uczę się. Ciebie. Ciszy. Siebie.
Mogę mówić do Ciebie. Przez...
Dłonie. Stół. Monitor. Ulice. Ciało. Chwilę. Strach. Słabość.
Mogę mówić do Ciebie jeśli się zdarzysz. Jeśli już będziesz. Znajdę drogę i sposób też znajdę.
I moje oczy będą wtedy tysiącem obrazów w białych przestrzeniach pośród innych już. Słów. Ludzi. Szelestów. Krzyków.
Zapomnienie - ukryte w trzech wydarzających się ogniwach.
czwartek, 29 marca 2012
sobota, 24 marca 2012
...
Stała nago na drewnianej podłodze. Była 2 w nocy. Rozebrała się szybko i bez zastanowienia. Zrzucała z siebie kolejne warstwy, zachłannie pozbawiając się poczucia bezpieczeństwa, łączności z samą sobą. Tak jej było dobrze i swobodnie z zamkniętymi oczami i pochyloną głową. Zimne ramiona i wszystko to co wokół - przyspiesza, kręci się, zawraca i kieruje się znowu do gardła, dławi i boli. Zatrucie pokarmowe. Szybciej oddychała, żeby przekonać się o tym czy wtedy to wszystko minie niepostrzeżenie, bez jej udziału.
Boje się wyjść, zrobić krok do przodu, oderwać nogi od ciepłej i oswojonej podłogi. Chciałabym żebyś przyszedł do mnie. Bez zapowiedzi i spróbował mnie ubrać.
Boje się wyjść, zrobić krok do przodu, oderwać nogi od ciepłej i oswojonej podłogi. Chciałabym żebyś przyszedł do mnie. Bez zapowiedzi i spróbował mnie ubrać.
poniedziałek, 19 marca 2012
klisza.
Opowiem ci dziś o uczuciu fragmentarycznej pustki. Wyciągnij starą kliszę z aparatu i potnij ją w dowolne strony i na dowolne kawałki. Potem rzuć to wszystko na podłogę i zobacz jak ułożyły się obraz. Nie będzie tu związku przyczynowo - skutkowego, nie będzie logiki, trwałości, początku drogi i celu. Będzie chaos, wyrwany z krwiobiegu ułamek mojej rzeczywistości. Ale po co to wszystko ubierać w ładne słowa i starać się budować napięcie? Wstajesz, ubierasz się idziesz na uczelnie. Słuchasz lub masz w dupie to o czym do ciebie mówią, potem wracasz i wsiadasz milionowy raz w ten sam tramwaj, wchodzisz do mieszkania, włączasz radio w kuchni, robisz obiad, przynosisz talerz z jedzeniem do pokoju, włączasz komputer (stop, komputer włączasz dokładnie po 5 minutach wejścia do domu), jesz oglądając serial, potem coś ogarniasz na uczelnie (albo i nie), myjesz się i idziesz spać. I tak wygląda 90% twojego tygodnia. Dobra, czasami jestem zdolna do większej namiętności, następuje chwilowe zapłonięcie oczu - nie mogę być niesprawiedliwa, jednak wieczory na łóżku - przed komputerem zwyciężają. O, tak jak teraz. Myślałam, że stać mnie na więcej. Jestem sobą zmęczona.
środa, 14 marca 2012
.
Jestem nieśmiała. Tak mi się dzisiaj wydaje. Nieśmiałość w formie wyrażania emocji. Zapętlenia swoich uczuć - życzenie o wyjątkowości, która ma się spełnić. Dokładny scenariusz kreślony nocami, gdy nie mogę zamknąć oczu. Byłabym prostsza gdybym mniej widziała. Już nie chcę się oszukiwać i zasłaniać fałszywymi znaczeniami. Trudno jest dotrzeć to kogoś, kto widzi, myśli i smakuje podobnie. W ostatnim czasie spadła na mnie chyba tona tynku z sufitu. Kurwa, ale ja nie chcę mieć depresji.
piątek, 9 marca 2012
Zakrzywienie.
Alkohol znowu otworzył mój umysł. Wtedy tak groteskowo i z jeszcze większą intensywnością, widzę te wszystkie obrazy. I jakoś łatwiej jest się wtedy przyznawać do wszelkich ułomności, potrzeb i fantazji. Po wódce wydaje mi się, że jestem gwiazdą porno, Rejtanem, artystką i duszą towarzystwa jednocześnie. W brzuchu skacze, w głowie się kręci, przed oczami jest tęcza - przecież to prawie jak reakcja na miłość.
sobota, 3 marca 2012
bez tytułu
Nie ma mnie tam. Na tym zdjęciu, w tym momencie. Nigdy nie było. Nie wiem jak to jest. Prawie wiedziałam - przez chwilę, małą, zapomnianą, osieroconą. Wyobrażam, myślę, czuję zapach, ale nie doświadczam. To przytłacza, boli, chowa się za mnie i uderza z wielką siłą smutku.
Gdy chcesz, wiesz jak, wiesz po co, z kim, dlaczego, jak długo, jak mocno, dla wszystkiego, od siebie. Ale to się nie zdarza, nie umie się zdarzyć, nie chce się zdarzyć. Nie teraz, nie dziś. Kiedy? Nie wiesz. Nic nie wiesz, tego nie wiesz na pewno. Przewidujesz, skomlesz, błagasz? Lubisz gdy ten niedosyt podchodzi do gardła, gdy szybciej biegniesz - bo wtedy słowa łatwiej oddychają. I czujesz ten głód, nie możesz się najeść, tylko ta cholerna dziura w brzuchu się powiększa, drążą ją dni w oczekiwaniu na coś. Umiesz jeszcze czekać? Nie wypowiesz jak cie boli, jak słabo, jak w bezdechu, jak w pułapce, jak nie-w-sobie. Obok?
Wiesz, dziś strasznie cicho krzyczysz. Ja już nie potrafię słuchać, bo przytłoczyły mnie te kilogramy bezsensownych zdarzeń. Zdarzeń po nic. Dla nikogo. I ten czas i te dni.
Będzie słońce i trawa. Zielona, mokra od rosy. Będzie ciepło - nie upalnie, bo upał mi nie smakuje. Będzie powiew wiatru odciśnięty na drzewach, zapamiętany krajobraz ciszy - w oddali. Pocięty na kawałki obrazek z naszych niewysłowionych myśli. Będzie noc spadających z nas marzeń. Jak ulga, która wreszcie może się wydarzyć. Ciężar smutku z niedosytów rozluźni swoje więzy. Poczujemy wolność jak jeszcze nigdy. Będzie dużo słów ostatecznych. Definiujących i uczłowieczających. Będzie zapach, mokry i intensywny zapach fizjologicznych splotów i rozkurczów. Będzie zagubienie oczu.
czwartek, 1 marca 2012
m. y. (?)
Biegnę. Chcę cię dotknąć. Doświadczyć wszystkimi słowami. Nie wypowiem lęku i opanowania, bo tracę granice - w sobie. Jesteśmy skupieni. Na celu. Na sobie. Może się uda. Dzisiaj. Albo jutro. Dostarczamy pomysłów, jesteśmy przecież pojemni w znaczenia. Dlatego tak doskonale poruszasz się między tym co zawieszone, nieruchome, zalęknione. Zaspokojenie, posmakowanie (siebie) - tylko tyle. Dziś? Zawsze. Uderz. Uda ci się. Otępienie - szaleństwo? Daj mi kawałki, które rozbiłam. Twoje oczy i twoje wszystko i moje nic - jednocześnie, bo razem.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)