jest już czerwiec i robaki wpadają mi do pokoju przez okno bardzo natrętnie to robią ale nie zabijam tylko straszę
jest już czerwiec a ja słucham bona ivera a myślałam że z nim można stosunkować się tylko późną jesienią i zimą - widać można też prawie latem słuchać piosenek mężczyzny z brodą który pewnie ma zawieszoną siekierę nad łóżkiem łóżkiem jak pastwisko a w wolnej chwili kastruje koty i kładzie swojej dziewczynie dłonie na brzuchu
jest już czerwiec a ja mam trudne egzaminy z poetów którzy dotykają porannych chodników rzygają do zlewu uprawiają seks analny z nieletnimi udają pewnych siebie na spotkaniach autorskich wydają książki w ascetycznych oprawach starzeją się i myślą że ktoś ich jeszcze kocha
jest już czerwiec a my się wciąż chcemy poznawać
jerzy pilch powiedział mi dziś że jak Jej dotykał to zredukował się do własnych dłoni.
piątek, 7 czerwca 2013
niedziela, 2 czerwca 2013
bo to będzie lato
i będę w nim ja
twój stary scyzoryk
zimne mleko na śniadanie
ciepłe dwa ramiona
rozkołysane jak górska trawa
i będzie ostry chłód strumieni
wilgotny namiot
ktoś ześle nam słowika
i będziesz się uśmiechał,
że możesz dotykać tych wszystkich miejsc
zupełnie niedotkniętych
nauczę się spokojnych gestów
dobrych słów
i będę w nim ja
twój stary scyzoryk
zimne mleko na śniadanie
ciepłe dwa ramiona
rozkołysane jak górska trawa
i będzie ostry chłód strumieni
wilgotny namiot
ktoś ześle nam słowika
i będziesz się uśmiechał,
że możesz dotykać tych wszystkich miejsc
zupełnie niedotkniętych
nauczę się spokojnych gestów
dobrych słów
piątek, 24 maja 2013
panismutnaniesmutna
a kiedy tęsknisz to wszystko boli. i nie wiesz co jest gorsze bo jak się tęskni w ogóle to jeszcze można to znieść albo przenieść emocje dalej w obrazy muzykę słowa i inne że niby poezje ulubione cytaty. a jeśli tęskni się do kogoś kto ma prawdopodobnie ciało i wnętrze rozdarte na kilka części uśmiech i oczy ładne to jakoś gorzej bo tęsknisz bez cytatów i innych punktów odniesienia bez porąbań w głowie tak wielkich jak ma to miejsce w twoich zwyczajowych i codziennych czarnych dupach depresjach i tak dalej. a tęsknienie ciałem odbywa się rytualnie u ciebie i raczej z rzadka bo nie masz do kogo więc musisz sobie wyobrazić. może spadł mi też cukier bo zjadłam wczoraj całą czekoladę a potem z wielkim wyrzutem sumienia sprzątałam papierki. cały maj spadł mi na plecy i bardzo mnie one bolą. cały świat chciałby się zamknąć w kilku ciepłych miesiącach, w dwóch ciepłych ramionach, w jednym małym słowie, w smutnych pogubionych tak doskonale pięknych dłoniach które są jak z obrazka bo składają się ze wszystkich potrzebnych do mojego osobistego szczęścia elementów.
a potem niech wszyscy i wszystko się pierdoli i raz będę mogła powiedzieć nie mam czasu zajęta jestem godzinę później godzinę wcześniej wtedy mnie nie będzie wtedy wyjeżdżam wtedy może wrócę ale to nic pewnego sory ale nie bo muszę jechać nie nie nie nie może za tydzień przepraszam nie odpisuję bo nie jestem sama przepraszam ale robiłam śniadanie i zjadłam je z człowiekiem nie z komputerem przepraszam ale mam plany na wakacje przepraszam pierdolcie się wszyscy bardzo serdecznie.
a potem niech wszyscy i wszystko się pierdoli i raz będę mogła powiedzieć nie mam czasu zajęta jestem godzinę później godzinę wcześniej wtedy mnie nie będzie wtedy wyjeżdżam wtedy może wrócę ale to nic pewnego sory ale nie bo muszę jechać nie nie nie nie może za tydzień przepraszam nie odpisuję bo nie jestem sama przepraszam ale robiłam śniadanie i zjadłam je z człowiekiem nie z komputerem przepraszam ale mam plany na wakacje przepraszam pierdolcie się wszyscy bardzo serdecznie.
piątek, 10 maja 2013
chciałabym w końcu - od tak bardzo długiego niepisania o czymś ładnym, napisać coś ładnego, co nie byłoby preparowane alkoholowym powietrzem, tytoniowym kapciem w ustach,czegoś co nie powstaje w okopach zdejmowanych kilka godzin wcześniej ubrań, pośpiesznie zrzucanego stanika, wymiętej spódnicy, porozstawianych po pokoju butach. wszystko ostatnio zapętla się do późnych powrotów, skrupulatnego wmawiania sobie, że o pierwszej w nocy, świat wygląda piękniej. budzę się i mam na sobie ciężar obowiązków, których tylko przybywa. jest maj, następuje stopniowe ocieplanie emocji oraz nagłe przewroty w wyobraźni, która od dawna, nie była tak eksploatowana jak teraz.
wtorek, 30 kwietnia 2013
Łyżka Barbary Radziwiłówny
bardzo cię tam brakowało - słyszę. i widzę szczery uśmiech przyjazny dobry a potem więcej uśmiechów w tym papierosowym powietrzu
kilka osób z którymi piwo smakuje najlepiej parapet w kuchni jest miejscem najlepszym najdroższym i najbardziej właściwym o drugiej w nocy
lubię z wami śpiewać drzeć mordę jak wariatka lubię wracać bardzo późnymi nocami po bardzo pustym mieście które jest wtedy jak bezbronne dziecko i chyba płacze
lubię patrzeć na most który świeci jak sakrament i trzymać na głowie pluszowego misia który tak bardzo jak ja chce się kochać nawet na głównym skrzyżowaniu ulicy
moje wracanie będzie wracaniem po coś - myślę i wierzę
ktoś przymierza bluzę i dzwoni po pizze jest tak dobrze że aż nierzeczywiście otwieramy wszystkie okna i słuchamy piosenek które są tak prawie tylko dla nas i o nas.
lubię czekać na autobus nawet wtedy kiedy już prawie zasypiamy na ławce
- patrzę podejrzanie na ludzi na przystankach boję się że każdy z nich ma nóż i chce mnie zabić a ja umrę nim moje życie naprawdę się zaczęło a przecież właśnie staram się myśleć dobrze
i wszystko jest łatwiejsze bo jest wiosna i dużo czasu który jeszcze jest nasz
(czekasz na moment w którym możesz mówić chociaż się boisz cały czas się boisz)
w takie wieczory zdejmuje się twarze i wszystko jest przecież tak łatwe dostępne i ugłaskane
jutro zjem zupę w rodowej zastawie królowej polski
(chciałabym zapisać każdy z obrazków i nadać im coś co nazwać można nieśmiertelnością ale przecież tego nie da się zapisać opowiedzieć i zeskrobać z pamięci)
kilka osób z którymi piwo smakuje najlepiej parapet w kuchni jest miejscem najlepszym najdroższym i najbardziej właściwym o drugiej w nocy
lubię z wami śpiewać drzeć mordę jak wariatka lubię wracać bardzo późnymi nocami po bardzo pustym mieście które jest wtedy jak bezbronne dziecko i chyba płacze
lubię patrzeć na most który świeci jak sakrament i trzymać na głowie pluszowego misia który tak bardzo jak ja chce się kochać nawet na głównym skrzyżowaniu ulicy
moje wracanie będzie wracaniem po coś - myślę i wierzę
ktoś przymierza bluzę i dzwoni po pizze jest tak dobrze że aż nierzeczywiście otwieramy wszystkie okna i słuchamy piosenek które są tak prawie tylko dla nas i o nas.
lubię czekać na autobus nawet wtedy kiedy już prawie zasypiamy na ławce
- patrzę podejrzanie na ludzi na przystankach boję się że każdy z nich ma nóż i chce mnie zabić a ja umrę nim moje życie naprawdę się zaczęło a przecież właśnie staram się myśleć dobrze
i wszystko jest łatwiejsze bo jest wiosna i dużo czasu który jeszcze jest nasz
(czekasz na moment w którym możesz mówić chociaż się boisz cały czas się boisz)
w takie wieczory zdejmuje się twarze i wszystko jest przecież tak łatwe dostępne i ugłaskane
jutro zjem zupę w rodowej zastawie królowej polski
(chciałabym zapisać każdy z obrazków i nadać im coś co nazwać można nieśmiertelnością ale przecież tego nie da się zapisać opowiedzieć i zeskrobać z pamięci)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)