czwartek, 8 listopada 2012

ciepło, czekolada, rękawiczki, kakao, koc pomarańczowy, tęsknienie.

nie ma tu  zmęczonego szczęściem samobójcy. nie ma dłoni zawieszonych w powietrzu. nie ma plastyczności skóry i powietrza z plasteliny. rozklejam się i rozczulam. pod powiekami roztrąca mi się świat. nie umiem już jak dziecko rozbierać się w ciemności. potrzebuję światła. mamy konsystencję rozgotowanego mleka i pachniemy wanilią. jest zimno więc chowasz się w moich włosach. rozgrzewa się moja myśl - ta co jeszcze wczoraj miała knebel w ustach. nie ma słów i głosu obok w moim uchu. jesteś miliardy kilometrów stąd. leżysz zasypany pod śniegiem w wielkiej jamie na końcu wszystkich moich światów. odbijam się w lustrze jak słabe wspomnienie zamglone nierzeczywiste wcale nie moje. gęsty dym z papierosów - cicha mgiełka.
nie masz aury i imienia. kule się. za dużo miejsca na tęsknienie. wielka przestrzeń bez przytulnego zapełnienia.  jedna rękawiczka skazana jest na samotność. dziecinnieje. wycinam serce z materiału. zapraszam cię do środka żebyś spróbował mnie poznać. wszystko jest zimne poza ciepłym swetrem którym oszukuję przyjaciół.

sobota, 3 listopada 2012

koronkowy stanik

zachciewa mi się krótkich zdań o niczym tak jak rozmowy przez telefon. jestem obok i słyszę głos. bez sensu. nic się jeszcze nie przeterminowało nie straciło cholernej daty ważności nie rozpoczął się proces fermentacji nie mogę nic wyrzucić na śmietnik. cholera. kolejka kolejka kolejka puste okienko. wszystko zostawiłam w poczekalni. nawet nie wiem czym zajmuję się teraz. zapomniałam. bo nogi nie chcą iść dalej. boli mnie kręgosłup. od kilku tygodni. i to nie jest metafora (prze)trwania. ciekawe czy potrafisz się rozpiąć na moich oczach.

sobota, 27 października 2012

Nienawidzę tanich sentymentów, ale poczułam nagłą chęć wyrażenia tego, jak bardzo cieszyć może znowu, raz kolejny: czapka, rękawiczki, mandarynki i nowa książka.
A może bardzo potrzebuję tanich sentymentów.
Będzie łatwiej oczekiwać na góry w maju.

poniedziałek, 22 października 2012

człap człap

Lubimy dowiadywać się nowych rzeczy o sobie - pusty frazes na koniec dnia.
Jesteś zatem silniejsza niż myślałaś i zdolna wytrzymać duże dawki bólu. Na własne życzenie, zgodnie ze swoim uczuciem lub bezczuciem - bezczucie w tej sytuacji brzmi lepiej. Tak bardzo nienawidzę trochę tylko rozwiązywać sznurowadła, że wolę chyba chodzić w takim konkretnym zawieszeniu. Jestem dobrą dziewczyną. Przysięgam. Wiem czego chcę. Przysięgam. Uspokoiłam się, bo zaczął mi odpowiadać mój osobisty, trwały, dotykalny stan rzeczywistości. Takie małe drzwi a nie mam do nich klucza. Po co je wyważać i rujnować cały dotychczasowy nieporządek? Ja się w tym bałaganie tak zgrabnie poruszam. Jejku, aż sobie zazdroszczę tych kocich ruchów i pomruków.
Potrzeba zatem konkretnej siły. Drwala z siekierą? Co by powiedział Freud na drwala z siekierą...? Okej, sama umiem odpowiedzieć. Więc dokładnie tak - drwal z siekierą, który u korzenia samego odrąbie mnie z zastanego porządku. Ho ho ho. Wyjdę łagodnie jak motylek z poczwarki. Spokojnie.

środa, 10 października 2012

zimno i ciepło. nie wiem czy tak da się jednocześnie. od zaczekania boli głowa. to jest znowu ta niepewność chyba. i jakaś zatrważająca ochota na wszystko co ma jesienny smak. wtedy jest wyjątkowo bo czas zdaje się być umieszczony pod szkłem powiększającym. i nawet jeśli lubię powiększać rzeczywistość to dobrze będzie przecież w nią uwierzyć. a dlaczego nie? tyle chcę powiedzieć ale nie mogę. ktoś zapuszcza korzenie. umiejscawiam się obok twojego imienia. przyjemne miejsce. ogrzewasz dłonie. rękawice już nie chcą mi wystarczać. boję się.
przywitaj ze mną październik.

wtorek, 2 października 2012