tak bardzo jesteś przyległy i bliski, usłyszany, przegnany z moich pobożnych instynktów. jesteś - szczególnie wtedy gdy wydychasz powietrze, miażdżysz podniebienie językiem, zasłaniasz usta dłonią bo ja chcę krzyczeć. lepisz mnie z plasteliny, dokładasz nowe elementy, które pasują ci najbardziej. grasz ze mną w grę, proszę pozwól mi przegrać.
czwartek, 26 lipca 2012
piątek, 20 lipca 2012
jeśli słowa mają moc sprawczą (a powinnam w to wierzyć bo hołduję literaturze) to sprawiam sobie właśnie małą apokalipsę. każdego dnia gdy emocje wyciekają mi palcami na klawiaturę.
a może wreszcie zawiążę siebie jak supeł, przyspawam trochę na siłę, bez obaw o resztę ciała, która jeszcze została na zewnątrz, być może zbladnę gdy ujrzę swój oddech na zamarzniętej szybie, zimą, gdy skończy się to co nieśmiałe
chodź, powróżę ci z ręki. opowiem zgrabną historię tylko zabraknie czegoś co pozostaje na końcu, czegoś niewzruszonego. chodź, zadrżysz, chcę się wyspowiadać.
a może wreszcie zawiążę siebie jak supeł, przyspawam trochę na siłę, bez obaw o resztę ciała, która jeszcze została na zewnątrz, być może zbladnę gdy ujrzę swój oddech na zamarzniętej szybie, zimą, gdy skończy się to co nieśmiałe
chodź, powróżę ci z ręki. opowiem zgrabną historię tylko zabraknie czegoś co pozostaje na końcu, czegoś niewzruszonego. chodź, zadrżysz, chcę się wyspowiadać.
poniedziałek, 16 lipca 2012
stop
i było coś potem a jeśli byłam to ja to tylko ci się zdawało prawdopodobnie jestem substytutem swoich słów i to o czym do ciebie piszę to fikcja życiowokurwaliteracka wyobraź ją sobie i ludzi pośród niej są idealni stanowią urzeczywistnienie wszystkich fantazji i marzeń są bardziej idealni niż wydają się być po zażyciu alkoholu dlatego przestań mi wierzyć sugerowałabym bezbolesne oderwanie się ode mnie nim zacznę uwierać bardziej jestem szara i nie pasuję do otoczenia do ciebie też nie
czwartek, 12 lipca 2012
cośsięstało
i co było potem ?
jak zwykle wielkie gówno
bo wiesz - ona do niego biegła, przez pół drogi biegła do niego jak szalona, chora psychicznie i pierdolnięta wariatka
ale nie mów o niej tak źle, przecież nie zrobiła nikomu krzywdy
szczerze mówiąc to już mnie nie obchodzi - zostawił ją, powiedział żeby spierdalała
i co się z nią stało?
no nic wielkiego, zresztą nie wiem, nie widziałam jej od tamtego czasu.
jak zwykle wielkie gówno
bo wiesz - ona do niego biegła, przez pół drogi biegła do niego jak szalona, chora psychicznie i pierdolnięta wariatka
ale nie mów o niej tak źle, przecież nie zrobiła nikomu krzywdy
szczerze mówiąc to już mnie nie obchodzi - zostawił ją, powiedział żeby spierdalała
i co się z nią stało?
no nic wielkiego, zresztą nie wiem, nie widziałam jej od tamtego czasu.
wtorek, 10 lipca 2012
poniedziałek, 9 lipca 2012
cielesności
Błądź mi po ciele dłońmi ciepłymi jak słońce. Błądź mi po ciele językiem mokrym jak strumień. Błądź mi po ciele oczyma mglistymi jak powietrze. Błądź mi po ciele sobą całym kompletnie. Ocieraj się jak listopadowy kot, mocno przyciskaj do piersi, wąchaj mnie i zamykaj w przestrzeni cielesnej. Odrywaj na chwilę i wracaj, do moich ramion, do moich piersi, do mojego pulsu jak bomba. Chcę cię widzieć rozmazanego w konturach niespójnych jak obraz wyrwany z ram pionu. Gdy nie ma już miejsce na powietrze między nami - dopiero tak mi bezpiecznie, tak mi dobrze, tak mi cierpliwie, tak w odrętwieniu jestem, zatracam się, wypadam z całych moich obrysów kobiety wolnej.
I podlegam bezsprzecznie na tych sekund kilka twojemu dotykowi rozkoszy, który rozpruwa szwy mojej aury. Wypadam z siebie zupełnie i wgryzam się w ciepłotę twojego sprawiania mi łaski. I dążę do ciebie, już prawie jestem w tobie zakotwiczona jedną myślą od upadku – dobijam do ssącego zniecierpliwienia woli. I jestem pod twoim oddechem, mokra od biegu przez chwalebne męki, wyzuta z ostatnich granic oporu, wykolejona z prawdy, otwarta jak przestrzeń horyzontalna. Nieswoja, niczyja, nieprawdziwa.
I muszę tak teraz do myśli mojej powrócić, a raczej przywrócić ją sobie na nowo. Wpisać w to ciało spuchnięte niedawnym przeżywaniem mężczyzny. Dotyki zabierają mi oddech, bo czuję go jeszcze między udami - bezwstydnymi narzędziami fizycznej, łóżkowej walki. Nie chcę odpychać, bo widzę jak walczysz z granicą przesunięcia mnie w następne rejestry – ja już nie mogę – trwam w sobie od teraz.
Pochłaniasz powoli ciało, które już nie należy do ciebie. Odsuwam nas ręką zastygłą na kawałku twojej doskonałości. Rozumiesz jak czytam w nikczemnych gestach twojego oddania. I nie ma już nas wewnątrz dosłownych jak słowo. Jest tylko niepokojący rozłam cielesności kolejnej. Przyciągam do siebie strzaskane odbicie twojej pewności siebie, bo potrzebuję pomruku by zniewolić siebie już całkowicie, zniesławić w męskim kaprysie milczenia.
I podlegam bezsprzecznie na tych sekund kilka twojemu dotykowi rozkoszy, który rozpruwa szwy mojej aury. Wypadam z siebie zupełnie i wgryzam się w ciepłotę twojego sprawiania mi łaski. I dążę do ciebie, już prawie jestem w tobie zakotwiczona jedną myślą od upadku – dobijam do ssącego zniecierpliwienia woli. I jestem pod twoim oddechem, mokra od biegu przez chwalebne męki, wyzuta z ostatnich granic oporu, wykolejona z prawdy, otwarta jak przestrzeń horyzontalna. Nieswoja, niczyja, nieprawdziwa.
I muszę tak teraz do myśli mojej powrócić, a raczej przywrócić ją sobie na nowo. Wpisać w to ciało spuchnięte niedawnym przeżywaniem mężczyzny. Dotyki zabierają mi oddech, bo czuję go jeszcze między udami - bezwstydnymi narzędziami fizycznej, łóżkowej walki. Nie chcę odpychać, bo widzę jak walczysz z granicą przesunięcia mnie w następne rejestry – ja już nie mogę – trwam w sobie od teraz.
Pochłaniasz powoli ciało, które już nie należy do ciebie. Odsuwam nas ręką zastygłą na kawałku twojej doskonałości. Rozumiesz jak czytam w nikczemnych gestach twojego oddania. I nie ma już nas wewnątrz dosłownych jak słowo. Jest tylko niepokojący rozłam cielesności kolejnej. Przyciągam do siebie strzaskane odbicie twojej pewności siebie, bo potrzebuję pomruku by zniewolić siebie już całkowicie, zniesławić w męskim kaprysie milczenia.
niedziela, 8 lipca 2012
oj
stoisz obok gdzieś pewnie jesteś blisko może cię widzę może się chowasz może się wyklujesz jak kurczak na święta zrobisz niespodziankę wyskoczysz z tortu na urodziny powiesisz się na choince zatoczysz jak wielka kula wylądujesz pod drzwiami bez pukania wyważysz wszystko i przejrzysz na oczy ja przejrzę na swoje potem przyjrzymy się sobie i zatracimy/stracimy/utracimy wybierz co wolisz co lubisz co chcesz co jest co chciałabyś
jesteś w kolejce za mną stoisz też w poczekalni na peronie być może cztery be albo na ulicy równoległej do mojej lub nastawionej agresywnie wręcz władczo
a najlepiej mów do mnie dużymi literami wykrzyknikiem bez znaków zapytania nie zawieszaj słów bo jeszcze nie zrozumiem i co wtedy
jesteś w kolejce za mną stoisz też w poczekalni na peronie być może cztery be albo na ulicy równoległej do mojej lub nastawionej agresywnie wręcz władczo
a najlepiej mów do mnie dużymi literami wykrzyknikiem bez znaków zapytania nie zawieszaj słów bo jeszcze nie zrozumiem i co wtedy
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)