niedziela, 2 lutego 2014

odwilż

spokój
świętynaszpokój
dwadzieścia trzy
 i sto czterdzieści jeden zapalonych na żółto światełek, kiedy cieszysz się ze mną

i jeszcze nigdy nie było tak ciepło
chociaż luty

bądź zawsze 

sobota, 25 stycznia 2014

Nie wiem, czy to już, bo może dopiero za chwilę, ale tak bardzo mi ze sobą dobrze, tak słodko, tak czule.
Jest tyle dobra i ciepła, czas powoli przestaje istnieć, albo dopiero pierwszy raz dotykam go swoimi rozgorączkowanymi palcami. Jest końcówka stycznia - a u mnie stokrotki zakwitły na policzkach. To wprost nieprawdopodobne, bo ja pierwszy raz wiem. Przestrzeń wielkiego bólu staje się powoli przestrzenią wielkiego szczęścia.

piątek, 17 stycznia 2014

poniedziałek, 6 stycznia 2014

mam pod palcami trochę okrutnej wrażliwości, to te palce, które zapragnęły włąśnie poukładać z Twoich porozrzucanych myśli witraż. wstawię ten witraż w swoje okno i wtedy zawsze będę już na ciebie patrzeć, bez względu na odległości, przestrzenie i zmartwienia.

sobota, 4 stycznia 2014

moglibyśmy mieć połowę stołu i nieskończenie wiele wartych zapamiętania rozmów za sobą



wtorek, 17 grudnia 2013

czas świątecznej apokalipsy. jezus chrystus galeryjny. choinki miejskie, ładne lampki, które niby mają nas uspokoić - nieść światłość. ludzie kupują książki - jak dobrze żyć, jak wychować dziecko, jak uwieść mężczyznę, jak założyć firmę, jak schudnąć, albumy o sławnych ludziach ze sławnych filmów. kolejki, płacz dzieci, rogalik maślany za piętnaście złotych. miłość, błogosławieni w tramwajach, na ulicach tyle uśmiechów, na pasach kierowcy przepuszczają niepełnosprawnych, wszystkim czego chce na święta jesteś ty - w  każdym sklepie spożywczym, albo ewentualnie Seweryn Krajewski.
jestem częścią świata, którego nienawidzę.

sobota, 7 grudnia 2013

możesz mi powiedzieć że kończy się rok ale on jest przecież jak głodny szczeniak który od miesięcy nie dostał mleka prosi o wygłaskanie brzucha i nieprzerwanie wydaje dźwięki o takich słodkich częstotliwościach.

w kawałkach, na części, otwarcie świata, cząstki z naszych rozmów, kawałki piosenek, wyrwane moje serce.

wypite wino, prawie dwa oddechy złożone w jeden, a potem to już tylko przebyta choroba zakaźna, od kwietnia do grudnia zarażałam się bardziej i nie pamiętam co działo się w gwiezdnych międzyczasach; prawdopodobnie miliard razy poczułam ostre szarpnięcie w okolicach żołądka.

okaleczenie, stabilność obrazu, zawroty mojej głowy, twoje wielkie dłonie w których mieszczą  się drzewo i dziecko i moje dwie piersi.