poniedziałek, 6 stycznia 2014
sobota, 4 stycznia 2014
wtorek, 17 grudnia 2013
czas świątecznej apokalipsy. jezus chrystus galeryjny. choinki miejskie, ładne lampki, które niby mają nas uspokoić - nieść światłość. ludzie kupują książki - jak dobrze żyć, jak wychować dziecko, jak uwieść mężczyznę, jak założyć firmę, jak schudnąć, albumy o sławnych ludziach ze sławnych filmów. kolejki, płacz dzieci, rogalik maślany za piętnaście złotych. miłość, błogosławieni w tramwajach, na ulicach tyle uśmiechów, na pasach kierowcy przepuszczają niepełnosprawnych, wszystkim czego chce na święta jesteś ty - w każdym sklepie spożywczym, albo ewentualnie Seweryn Krajewski.
jestem częścią świata, którego nienawidzę.
jestem częścią świata, którego nienawidzę.
sobota, 7 grudnia 2013
możesz mi powiedzieć że kończy się rok ale on jest przecież jak głodny szczeniak który od miesięcy nie dostał mleka prosi o wygłaskanie brzucha i nieprzerwanie wydaje dźwięki o takich słodkich częstotliwościach.
w kawałkach, na części, otwarcie świata, cząstki z naszych rozmów, kawałki piosenek, wyrwane moje serce.
wypite wino, prawie dwa oddechy złożone w jeden, a potem to już tylko przebyta choroba zakaźna, od kwietnia do grudnia zarażałam się bardziej i nie pamiętam co działo się w gwiezdnych międzyczasach; prawdopodobnie miliard razy poczułam ostre szarpnięcie w okolicach żołądka.
okaleczenie, stabilność obrazu, zawroty mojej głowy, twoje wielkie dłonie w których mieszczą się drzewo i dziecko i moje dwie piersi.
w kawałkach, na części, otwarcie świata, cząstki z naszych rozmów, kawałki piosenek, wyrwane moje serce.
wypite wino, prawie dwa oddechy złożone w jeden, a potem to już tylko przebyta choroba zakaźna, od kwietnia do grudnia zarażałam się bardziej i nie pamiętam co działo się w gwiezdnych międzyczasach; prawdopodobnie miliard razy poczułam ostre szarpnięcie w okolicach żołądka.
okaleczenie, stabilność obrazu, zawroty mojej głowy, twoje wielkie dłonie w których mieszczą się drzewo i dziecko i moje dwie piersi.
niedziela, 17 listopada 2013
w połowie listopada łatwiej jest przytulać się do zmarzniętych szyb tramwaju numer dziewięć
który z takim samym uporem i zaangażowaniem od czterech lat zawozi w jedno miejsce
w połowie listopada czekam już na śnieg który chciałby poczuć ciężar twoich butów na mojej ulicy
w połowie listopada nie wystarcza już kołdra więc zakopuję się w niebieskim kocu a kiedy boli mnie głowa myślę o twoich dłoniach na moim ciepłym brzuchu
który z takim samym uporem i zaangażowaniem od czterech lat zawozi w jedno miejsce
w połowie listopada czekam już na śnieg który chciałby poczuć ciężar twoich butów na mojej ulicy
w połowie listopada nie wystarcza już kołdra więc zakopuję się w niebieskim kocu a kiedy boli mnie głowa myślę o twoich dłoniach na moim ciepłym brzuchu
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)