piątek, 24 maja 2013

panismutnaniesmutna

a kiedy tęsknisz to wszystko boli. i nie wiesz co jest gorsze bo jak się tęskni w ogóle to jeszcze można to znieść albo przenieść emocje dalej w obrazy muzykę słowa i inne że niby poezje ulubione cytaty. a jeśli tęskni się do kogoś kto ma prawdopodobnie ciało i wnętrze rozdarte na kilka części uśmiech i oczy ładne to jakoś gorzej bo tęsknisz bez cytatów i innych punktów odniesienia bez porąbań w głowie tak wielkich jak ma to miejsce w twoich zwyczajowych i codziennych czarnych dupach depresjach i tak dalej. a tęsknienie ciałem odbywa się rytualnie u ciebie i raczej z rzadka bo nie masz do kogo więc musisz sobie wyobrazić. może spadł mi też cukier bo zjadłam wczoraj całą czekoladę a potem z wielkim wyrzutem sumienia sprzątałam papierki. cały maj spadł mi na plecy i bardzo mnie one bolą. cały świat chciałby się zamknąć w kilku ciepłych miesiącach, w dwóch ciepłych ramionach, w jednym małym słowie, w smutnych pogubionych tak doskonale pięknych dłoniach które są jak z obrazka bo składają się ze wszystkich potrzebnych do mojego osobistego szczęścia elementów.
 a potem niech wszyscy i wszystko się pierdoli i raz będę mogła powiedzieć nie mam czasu zajęta jestem godzinę później godzinę wcześniej wtedy mnie nie będzie wtedy wyjeżdżam wtedy może wrócę ale to nic pewnego sory ale nie bo muszę jechać nie nie nie nie może za tydzień przepraszam nie odpisuję bo nie jestem sama przepraszam ale robiłam śniadanie i zjadłam je z człowiekiem nie z komputerem przepraszam ale mam plany na wakacje przepraszam pierdolcie się wszyscy bardzo serdecznie. 

piątek, 10 maja 2013

chciałabym w końcu - od tak bardzo długiego niepisania o czymś ładnym, napisać coś ładnego, co nie byłoby preparowane alkoholowym powietrzem, tytoniowym kapciem w  ustach,czegoś co nie powstaje w okopach zdejmowanych kilka godzin wcześniej ubrań, pośpiesznie zrzucanego stanika, wymiętej spódnicy, porozstawianych po pokoju butach. wszystko ostatnio zapętla się do późnych powrotów, skrupulatnego wmawiania sobie, że o pierwszej w nocy, świat wygląda piękniej. budzę się i mam na sobie ciężar obowiązków, których tylko przybywa. jest maj, następuje stopniowe ocieplanie emocji oraz nagłe przewroty w wyobraźni, która od dawna, nie była tak eksploatowana jak teraz.

wtorek, 30 kwietnia 2013

Łyżka Barbary Radziwiłówny

bardzo cię tam brakowało - słyszę. i widzę szczery uśmiech przyjazny dobry  a potem więcej uśmiechów w tym papierosowym powietrzu

kilka osób z którymi piwo smakuje najlepiej parapet w kuchni jest miejscem najlepszym najdroższym i najbardziej właściwym o drugiej w nocy

lubię z wami śpiewać drzeć mordę jak wariatka lubię wracać bardzo późnymi nocami po bardzo pustym mieście które jest wtedy jak bezbronne dziecko i chyba płacze
lubię patrzeć na most który świeci jak sakrament i trzymać na głowie pluszowego misia który tak bardzo jak ja chce się kochać nawet na głównym skrzyżowaniu ulicy

moje wracanie będzie wracaniem po coś - myślę i wierzę

ktoś przymierza bluzę i dzwoni po pizze jest tak dobrze że aż nierzeczywiście otwieramy wszystkie okna i słuchamy piosenek które są tak prawie tylko dla nas i o nas.

lubię czekać na autobus nawet wtedy kiedy już prawie zasypiamy na ławce

- patrzę podejrzanie na ludzi na przystankach boję się że każdy z nich ma nóż i chce mnie zabić a ja umrę nim moje życie naprawdę się zaczęło a przecież właśnie staram się myśleć dobrze

i wszystko jest łatwiejsze bo jest wiosna i dużo czasu który jeszcze jest nasz

(czekasz na moment w którym możesz mówić chociaż się boisz cały czas się boisz)

w takie wieczory zdejmuje się twarze i wszystko jest przecież tak łatwe dostępne i ugłaskane

jutro zjem zupę w rodowej zastawie królowej polski 


(chciałabym zapisać każdy z obrazków i nadać im coś co nazwać można nieśmiertelnością ale przecież tego nie da się zapisać opowiedzieć i zeskrobać z pamięci)

czwartek, 25 kwietnia 2013

środa, 10 kwietnia 2013

rozgrzeszenie

obolały naskórek trzęsienie ziemi o drugiej w nocy powolne umieranie od dwudziestej pierwszej kolorowa rzeczywistość zakłamana jak wybielony serial jesteśmy młode piękne i niczego się nie boimy lubimy też wyznawać sobie miłość a potem łapać się za cycki
dojrzałość wieku poetyckiego
ładne kieliszki i podłoga pełna przytulania wszystko wyciąga do ciebie ramiona i mówi jak bardzo jest dobrze
przez chwilę kocham świat i czuję że może jednak na czymś mi zależy
przez chwilę lubię wyobrażać sobie ciepły lipiec
śmiech przez łzy
błazenada który wszystkich bawi a mnie roztrąca od środka bo tylko wtedy czuję się coś warta
kiedy mnie przytulasz ty i ty i ty i nie ma znaczenia kim jesteś jak się nazywasz czy masz kota i czy lubisz zapach sierpniowych ulic
uczucia wylewają się jak z wielkiego gara to już ekshibicjonistyczna rzyganina
boję się swoich zwierzęcych instynktów i tego że tylko wtedy jestem prawdziwa i coś warta
kocham cię i ciebie też kocham kocham cały świat siebie kocham i kocham ułomności wszystkiego co się rusza żydów murzynów niepełnosprawnych narkomanów pisarzy gejów lesbijki które płaczą

wypal ostatniego papierosa skłoń się na chwilę i już nie wstawaj nie różnisz się niczym od typowych ludzi w swoim wieku chociaż czasami myślisz że jesteś wyjątkowa

a potem trzeba jechać windą na czwarte piętro cicho żeby nie budzić ochlapać twarz wodą i zmyć oczy spojrzeć w lustro i wmawiać sobie że kiedyś nastanie taki czas w którym młodość nie będzie tak bardzo parszywa i śmierdząca



gorzkość pustego tramwaju i gorzkość pustego powrotu
samotność nie ma żadnej wartości

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

odchodzę po trochu

nie wypada, to nieistotne, to tylko chwila.
nie wypada z takim samym zaangażowaniem opowiadać o wszystkich nienawiściach dla świata.
chłód obok setek kilometrów
tęsknienie i zastój w pokoju                    w którym nie ma powitania.
a potem jest kwiecień,
a ja nie umiem już dłużej cierpieć,
znosić wszystkich, których nie umiem już bardziej poznawać.

odchodzę po trochu.

oczywiście że nie ma miłości