czwartek, 12 lipca 2012

cośsięstało

i co było potem ?
jak zwykle wielkie gówno
bo wiesz - ona do niego biegła, przez pół drogi biegła do niego jak szalona, chora psychicznie i pierdolnięta wariatka
ale nie mów o niej tak źle, przecież nie zrobiła nikomu krzywdy
szczerze mówiąc to już mnie nie obchodzi - zostawił ją, powiedział żeby spierdalała
i co się z nią stało?
no nic wielkiego,  zresztą nie wiem, nie widziałam jej od tamtego czasu.

wtorek, 10 lipca 2012

.

                                                       bądź

dziś
                               moją


płaszczyzną

                         porozumienia
                                                              ze

światem

poniedziałek, 9 lipca 2012

cielesności

Błądź mi po ciele dłońmi ciepłymi jak słońce. Błądź mi po ciele językiem mokrym jak strumień. Błądź mi po ciele oczyma mglistymi jak powietrze. Błądź mi po ciele sobą całym kompletnie. Ocieraj się jak listopadowy kot, mocno przyciskaj do piersi, wąchaj mnie i zamykaj w przestrzeni cielesnej. Odrywaj na chwilę i wracaj, do moich ramion, do moich piersi, do mojego pulsu jak bomba. Chcę cię widzieć rozmazanego w konturach niespójnych jak obraz wyrwany z ram pionu. Gdy nie ma już miejsce na powietrze między nami - dopiero tak mi bezpiecznie, tak mi dobrze, tak mi cierpliwie, tak w odrętwieniu jestem, zatracam się, wypadam z całych moich obrysów kobiety wolnej. 
I podlegam bezsprzecznie na tych sekund kilka twojemu dotykowi rozkoszy, który rozpruwa szwy mojej aury. Wypadam z siebie zupełnie i wgryzam się w ciepłotę twojego sprawiania mi łaski. I dążę do ciebie, już prawie jestem w tobie zakotwiczona jedną myślą od upadku – dobijam do ssącego zniecierpliwienia woli. I jestem pod twoim oddechem, mokra od biegu przez chwalebne męki, wyzuta z ostatnich granic oporu, wykolejona z prawdy, otwarta jak przestrzeń horyzontalna. Nieswoja, niczyja, nieprawdziwa. 
I muszę tak teraz do myśli mojej powrócić, a raczej przywrócić ją sobie na nowo. Wpisać w to ciało spuchnięte niedawnym przeżywaniem mężczyzny. Dotyki zabierają mi oddech, bo czuję go jeszcze między udami - bezwstydnymi narzędziami fizycznej, łóżkowej walki. Nie chcę odpychać, bo widzę jak walczysz z granicą przesunięcia mnie w następne rejestry – ja już nie mogę – trwam w sobie od teraz. 
Pochłaniasz powoli ciało, które już nie należy do ciebie. Odsuwam nas ręką zastygłą na kawałku twojej doskonałości. Rozumiesz jak czytam w nikczemnych gestach twojego oddania. I nie ma już nas wewnątrz dosłownych jak słowo. Jest tylko niepokojący rozłam cielesności kolejnej. Przyciągam do siebie strzaskane odbicie twojej pewności siebie, bo potrzebuję pomruku by zniewolić siebie już całkowicie, zniesławić w męskim kaprysie milczenia.

niedziela, 8 lipca 2012

oj

stoisz obok gdzieś pewnie jesteś blisko może cię widzę może się chowasz może się wyklujesz jak kurczak na święta zrobisz niespodziankę wyskoczysz z tortu na urodziny powiesisz się na choince zatoczysz jak wielka kula wylądujesz pod drzwiami bez pukania wyważysz wszystko i przejrzysz na oczy ja przejrzę na swoje potem przyjrzymy się sobie i zatracimy/stracimy/utracimy wybierz co wolisz co lubisz co chcesz co jest co chciałabyś
jesteś w kolejce za mną stoisz też w poczekalni na peronie być może cztery be albo na ulicy równoległej do mojej lub nastawionej agresywnie wręcz władczo
a najlepiej mów do mnie dużymi literami wykrzyknikiem bez znaków zapytania nie zawieszaj słów bo jeszcze nie zrozumiem i co wtedy

piątek, 6 lipca 2012

Jestem pojemniczkiem
na twoje słodkie słowa
wypełnij mnie
po brzegi
wepchnij jeszcze
trochę przekleństw
i zdarzeń
które po drodze
zagarniasz dłonią
jestem już otwarta
zdjęłam z siebie wieko
nieokreślonych
uczuć
jestem tak bardzo twoja
zepsuta
zatrzymana

wtorek, 3 lipca 2012

zrób jej jakąś krzywdę
może uduś
zaciśnij dłoń na miękkiej skórze
poczuj pod palcami delikatność pulsu
wyobrażaj sobie jak się szarpie
nerwowo pochłania kawałki ostrego powietrza
osuwa się
i uderza kolanami o podłogę
ona bardzo pragnie tej krzywdy
tylko nie wie jak ma ją wypowiedzieć
jak o nią poprosić

niedziela, 1 lipca 2012

właściwie to nie wiem

właściwie to nie wiem jak bardzo jeszcze można jak bardzo na nie i na tak jak bardzo ciągnąć do końca (jakiego?) jak bardzo czuć w bezczuciu i bez dłoni gdzieś obok na kocu na przykład gdy chowam tam swoje zimne nogi właściwie to nawet nie chce wiedzieć jak można bo to nie mogłoby oznaczać niczego dobrego bo to kolejne schody do przejścia wysoko tak że nie umiem dosięgnąć dlatego bywam czasami dla samej siebie tak bardzo efemeryczna i niedościgniona zamarznięta i zastała że aż nie chce mnie nikt ogrzać bo wydaje się jak skała która gdy dotyka to rozrywa i pomyśleć że tak często i szczerzę potrafię się śmiać najbardziej wtedy gdy widzę ile jeszcze rzeczy zrobić mogę tylko mi się nie chce bo przecież nie mam motywacji a nawet trochę umiem zrobić i ze sobą i dla kogoś i gdyby się znalazła jedna tylko osoba na dłużej niż słowa to mogłabym absolutnie wszystko a pod to wszystko wpisz co chcesz nawet lot na księżyc kradzież miliona z banku a nawet kanapki na kolacje bo wiesz zwykle brakuje takich najprostszych czynności zwykłych powszednich i dla innych żałosnych być może (że ktoś w ogóle może myśleć o czymś takim i smucić się jeszcze) jak samotne powroty z dworca czy brak towarzystwa w czasie niedzielnego obiadu w poznaniu
a te moje słowa to nie jest reklama banku i ja też nie jestem twarzą telewizji dlatego jestem w nich prawdziwa