za rękę mnie weź jak mały szczeniaczek otul ciepłotą języka i schowaj się w pluszu moich wszystkich włosów zdejmij ze mnie okropność świata i niewdzięczność ludzi chwyć w miejscach najbardziej bojących i nerwowo wygładzanych przez zawstydzone dłonie
niech wszystko raz rozpocznie się i zakończy na obojczykach w zmęczonej pościeli albo gdzieś na końcu ciepłego miesiąca w wykopanej jaskini w grobie moich wszystkich lęków gdzie mnie zasypiesz żółtymi listkami słoneczników i ja już tam zostanę w cieniu starych drzew pod osłoną twoich ramion puszczających korzenie do mojego podbrzusza i będę mogła się rozproszyć zejść cicho w znieczuleniu w płaczu w jaskrawości źrenic ukołysana szeptami
drżącymi opuszkami palców
drżę...
OdpowiedzUsuńCudownie czytać taką delikatną duszę przepełłnioną miłością ....
OdpowiedzUsuń