jesienią zawsze wracam
take me somewhere nice
poniedziałek, 16 września 2013
piątek, 23 sierpnia 2013
życie zredukowane do dwóch kubków kawy z mlekiem
zmarznięte stopy po sierpniowych spacerach
powietrze mogłoby przypominać watę cukrową, ale jest raczej czymś w rodzaju szybiku, tunelu w którym ktoś chce się schować
tęsknota za dwuosobowym państwem
mała apokalipsa na chodnikach, które przykrywają pierwsze liście
idzie jesień, bo koty chowają się w poduszki.
zmarznięte stopy po sierpniowych spacerach
powietrze mogłoby przypominać watę cukrową, ale jest raczej czymś w rodzaju szybiku, tunelu w którym ktoś chce się schować
tęsknota za dwuosobowym państwem
mała apokalipsa na chodnikach, które przykrywają pierwsze liście
idzie jesień, bo koty chowają się w poduszki.
niedziela, 18 sierpnia 2013
chodź ze mną na spacer. więc poszłam. trochę na kacu, trochę bolała głowa, ale było już ciemno, światła na ulicy znowu się zepsuły, więc mogłam wyjść z domu i przestać się bać, że ktoś mnie zobaczy. I tak jak wychodziłam kiedyś przez cały lipiec i sierpień, myślałam o tym, że za chwilę napiszę maturę i w końcu zawiążę się z inną przestrzenią i będzie lepiej, ładniej.
Ławki wymienili, remontują też plac na którym paliłam pierwszego papierosa, w sklepie w którym pani zawsze sprzedawała piwo nie pytając o dowód, ktoś wybił szybę, ale nadal jest z tej samej blachy, nadal docierają tam pielgrzymki gimnazjalistów.
Tylko teraz wszyscy chcą już rozmawiać o ślubach, dzieciach, gipsowaniu ścian w sypialni, wakacjach nad morzem.
Ciekawe ile razy można popełnić ten sam błąd. Odciąć się od ludzi i miejsca. A potem tego nawet nie żałować, bo dla wszystkich jest się tylko okolicznością przejściową, koleżanką, która kiedyś wyglądała najpoważniej żeby kupować piwo, a teraz można jej zadać tylko cykliczne pytanie, jak amen w pacierzu, trochę z politowaniem.
A na dalszych etapach właściwie jest tak samo, no, tylko może z mądrym cytatem w wiadomości.
Ławki wymienili, remontują też plac na którym paliłam pierwszego papierosa, w sklepie w którym pani zawsze sprzedawała piwo nie pytając o dowód, ktoś wybił szybę, ale nadal jest z tej samej blachy, nadal docierają tam pielgrzymki gimnazjalistów.
Tylko teraz wszyscy chcą już rozmawiać o ślubach, dzieciach, gipsowaniu ścian w sypialni, wakacjach nad morzem.
Ciekawe ile razy można popełnić ten sam błąd. Odciąć się od ludzi i miejsca. A potem tego nawet nie żałować, bo dla wszystkich jest się tylko okolicznością przejściową, koleżanką, która kiedyś wyglądała najpoważniej żeby kupować piwo, a teraz można jej zadać tylko cykliczne pytanie, jak amen w pacierzu, trochę z politowaniem.
A na dalszych etapach właściwie jest tak samo, no, tylko może z mądrym cytatem w wiadomości.
środa, 14 sierpnia 2013
piątek, 2 sierpnia 2013
gdzieś tam splecione palce wyraźniejące obojczyki dwa moje i dwa twoje ciche mruczenie kota a za oknem kołysze się pachnąca wiśnia stukłam butelkę z trzema słonecznikami. na drewnianej podłodze ślady dużych stóp i koniec dnia który odbija się w otwartym oknie. osiedliliśmy się nad rzeką bo przecież nie lubimy ludzi.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)