chodź ze mną na spacer. więc poszłam. trochę na kacu, trochę bolała głowa, ale było już ciemno, światła na ulicy znowu się zepsuły, więc mogłam wyjść z domu i przestać się bać, że ktoś mnie zobaczy. I tak jak wychodziłam kiedyś przez cały lipiec i sierpień, myślałam o tym, że za chwilę napiszę maturę i w końcu zawiążę się z inną przestrzenią i będzie lepiej, ładniej.
Ławki wymienili, remontują też plac na którym paliłam pierwszego papierosa, w sklepie w którym pani zawsze sprzedawała piwo nie pytając o dowód, ktoś wybił szybę, ale nadal jest z tej samej blachy, nadal docierają tam pielgrzymki gimnazjalistów.
Tylko teraz wszyscy chcą już rozmawiać o ślubach, dzieciach, gipsowaniu ścian w sypialni, wakacjach nad morzem.
Ciekawe ile razy można popełnić ten sam błąd. Odciąć się od ludzi i miejsca. A potem tego nawet nie żałować, bo dla wszystkich jest się tylko okolicznością przejściową, koleżanką, która kiedyś wyglądała najpoważniej żeby kupować piwo, a teraz można jej zadać tylko cykliczne pytanie, jak amen w pacierzu, trochę z politowaniem.
A na dalszych etapach właściwie jest tak samo, no, tylko może z mądrym cytatem w wiadomości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz