Nie potrafię już przywoływać w pamięci tego ciepła. I dłoni na mojej kostce, która była tam tak bardzo krótko, że właściwie mogło mi się wydawać. Nie potrafię wyobrażać sobie, jak to jest nie zasypiać samemu. Nie potrafię wytłumaczyć sobie prosto, racjonalnie, rzeczowo, że życie bez ciepła uczyć skierowanych w moją stronę ma wartość. Szlachetne inicjatywy, rozmowy z ludźmi, którzy potrafią rozmawiać, wartości, które staram się zmaterializować, intelektualny postęp, praca nad sobą, codzienna dbałość, kupowane książki, sekwencje małych kroków, irracjonalność zapitych nocy, próba kolekcjonowania zdjęć, smutnych piosenek. Nic. Rzyganie tu swoim nieudanym życiem emocjonalnym, cholernym brakiem akceptacji, sprawia, że jest mi ze sobą z dnia na dzień gorzej. Wszystko to paraliż oczu, na nic słowa o dobroci i wartości. Nie mogę już przetrawić tych życzeń z każdej okazji, o jednej treści. Ciepłych, ale mdłych. Gdy powtarzam nie wierzę, widzę tylko politowanie, bo przecież to strasznie niedojrzałe, mówić tak w tym MŁODYM, PIĘKNYM, RADOSNYM wieku. Trzy lata studiów rwą się jak pajęczyna. To kruchy czas, który sprowadza się do tęsknienia. Jedno łóżko, jedna ściana, ten sam koc, którym raz jeden przykryły mnie inne dłonie. A najbardziej dotkliwy jest ruch wszystkiego wokół. I kontrast wrastania w coś bez wartości. Jeśli dodać do tego przypadkowość szczęścia, które czasami przecież może się nie wydarzyć, to może lepiej gdyby Ziemia znajdowała się jednak w innym miejscu.
niedziela, 17 lutego 2013
czwartek, 14 lutego 2013
środa, 13 lutego 2013
niedziela, 10 lutego 2013
nowa lokalizacja nie musi być doskonała nie musi być tak jak na tych zdjęciach które mam nadzieję w ogóle nie istnieją tylko się wydają ciężko jest nawet wyobrazić sobie że istnieją takie konstrukcje powietrza kolory ścian wytrychy w połączeniach nerwowych kształty ciał intensywności w źrenicach to nie może być prawda nie taka której można dotknąć
jak w suple jesteśmy coraz bliżej ja i coś co wymyślam każdego dnia opowiedziana historia wydaje się nie mieć końca tak bardzo naciska mi na każdą z części ciała że obawiam się wybuchu a może już tylko jego oczekuję.
coś jest bardziej zimą to z pewnością możliwość wyboru struktura tej obcej powierzchowności naskórka który nie chce opuścić nawet wiosną zima trwać będzie cały rok nie możemy zakwitnąć coś tak bardzo nie pozwala wrosnąć nam w siebie.
nawet nie potrafię dojrzeć lokalizacji bo nie istnieje nic poza metrem do przodu coś na dwa wyciągnięcia dłoni coś jak dwa ciepła oddalone od siebie
to mogłoby być jak w wilku stepowym jak w tym wierszu którego nie pamiętam bo zgubiłam tytuł jak w cmentarzach jak w trzech kolorach jak w piosenkach i dymie z papierosów bo tam tylko szukać można prawdy miłej w dotyku mniej obcej mniej zimnej
a od jutra trzy tygodnie kilka cyfr więcej stron i pisania mniejsze apokalipsy
powrót. dwa i dziewięć. i już nie musisz mnie trzymać.
ta powtarzalność, nieznośny rytm
refreny świtów, porannych kaw, to prasowanie zagnieceń fałd, którymi noc poorała twarz.
jak w suple jesteśmy coraz bliżej ja i coś co wymyślam każdego dnia opowiedziana historia wydaje się nie mieć końca tak bardzo naciska mi na każdą z części ciała że obawiam się wybuchu a może już tylko jego oczekuję.
coś jest bardziej zimą to z pewnością możliwość wyboru struktura tej obcej powierzchowności naskórka który nie chce opuścić nawet wiosną zima trwać będzie cały rok nie możemy zakwitnąć coś tak bardzo nie pozwala wrosnąć nam w siebie.
nawet nie potrafię dojrzeć lokalizacji bo nie istnieje nic poza metrem do przodu coś na dwa wyciągnięcia dłoni coś jak dwa ciepła oddalone od siebie
to mogłoby być jak w wilku stepowym jak w tym wierszu którego nie pamiętam bo zgubiłam tytuł jak w cmentarzach jak w trzech kolorach jak w piosenkach i dymie z papierosów bo tam tylko szukać można prawdy miłej w dotyku mniej obcej mniej zimnej
a od jutra trzy tygodnie kilka cyfr więcej stron i pisania mniejsze apokalipsy
powrót. dwa i dziewięć. i już nie musisz mnie trzymać.
ta powtarzalność, nieznośny rytm
refreny świtów, porannych kaw, to prasowanie zagnieceń fałd, którymi noc poorała twarz.
wtorek, 5 lutego 2013
chodź,
to powiem ci,
że chcę mieć z tobą kota, pizze w piecu i parapet pełen zapachów w małych doniczkach.
chcę mieć z tobą materac na środku pokoju, smutne piosenki, czerwoną pandę i książki, które niekoniecznie muszą rozumieć innych poza nami. i wspólny sweter na zimę. też chcę mieć. i też z tobą.
niedziela, 3 lutego 2013
wszystko już dawno zardzewiało zdechło w mojej pamięci wywróciło się na drugą stroną nie mam już czym szukać i za co łapać. wszelka ciepłota została gdzieś na zewnątrz. i już jest luty i już prawie jest mi normalnie bo to znowu była tylko chwila. ciężko jest być kołem ratunkowym wyjściem awaryjnym zastępczą pocztą e-mail niechcianą książką kacem następnego dnia. jeśli nawet tylko mówiły piosenki to zawsze było to bardzo subtelne i dokładnie zgrane z krajobrazem za oknem. może tym razem zakwitnę na wiosnę jednak ktoś ma zawsze inne plany do których nie lubi mnie wpisywać.
dwadzieścia dwa to ładna liczba. i taka podwójna, sparowana dziwacznie. same dwójki w miesiącu wyjątkowym. niech ta podwójność się zacznie i trwa.
dwadzieścia dwa to ładna liczba. i taka podwójna, sparowana dziwacznie. same dwójki w miesiącu wyjątkowym. niech ta podwójność się zacznie i trwa.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)