jak w suple jesteśmy coraz bliżej ja i coś co wymyślam każdego dnia opowiedziana historia wydaje się nie mieć końca tak bardzo naciska mi na każdą z części ciała że obawiam się wybuchu a może już tylko jego oczekuję.
coś jest bardziej zimą to z pewnością możliwość wyboru struktura tej obcej powierzchowności naskórka który nie chce opuścić nawet wiosną zima trwać będzie cały rok nie możemy zakwitnąć coś tak bardzo nie pozwala wrosnąć nam w siebie.
nawet nie potrafię dojrzeć lokalizacji bo nie istnieje nic poza metrem do przodu coś na dwa wyciągnięcia dłoni coś jak dwa ciepła oddalone od siebie
to mogłoby być jak w wilku stepowym jak w tym wierszu którego nie pamiętam bo zgubiłam tytuł jak w cmentarzach jak w trzech kolorach jak w piosenkach i dymie z papierosów bo tam tylko szukać można prawdy miłej w dotyku mniej obcej mniej zimnej
a od jutra trzy tygodnie kilka cyfr więcej stron i pisania mniejsze apokalipsy
powrót. dwa i dziewięć. i już nie musisz mnie trzymać.
ta powtarzalność, nieznośny rytm
refreny świtów, porannych kaw, to prasowanie zagnieceń fałd, którymi noc poorała twarz.
ale co nie pozwala? powiedz proszę...
OdpowiedzUsuń