niedziela, 16 grudnia 2012

mam obciążenia składające się z( nie)wypowiedzianych słów, (nie)odwiedzonych miejsc, (nie)zaistniałych sytuacji,( nie)wziętych oddechów, (nie)zrozumiałych gestów. tracę czas na rzeczy, które są smutne. to miłe. 

sobota, 15 grudnia 2012

oddech

jestem teraz w winnym stanie skupienia. jestem być może lekko czerwona.  wszędzie. i jest mi tak błogo, ciepło i (przy)tulnie. prawie jak (przy)tobie i z tobą. chciałabym już tak pozostać na dłużej. może na zawsze. żeby zacząć opowiadać o istniejącym początku świata, który zakrywa mi usta, nie pozwala mi mówić, okalecza mnie.

piątek, 14 grudnia 2012

mam wrażenie, że za bardzo wychodzę ze sobą do innych, obcych i tak silnie jak ja  rozlinkowanych. internetowo. może kiedyś sobie wybaczę, że buduję coś bez korzeni. 

majus pierwszy raz w życiu wydaje mi się obcy i zimny. (?) tak jak Poznań. 

środa, 12 grudnia 2012

A właściwie wszystko co tu jest, każde słowo i każde tchnienie, każda prawda i każda emocja jest spowodowana katastrofalnym brakiem bliskości, który już w tym momencie rozlany jest we mnie całej. Stwarzam siebie z braków, a słowa pomagają mi trwać.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

nocne jęki w koronkach

chciałabym kiedyś ochrzcić to miejsce innym imieniem niż samotność. i podziękować ci jednym, wyraźnym słowem, dopowiedzianym, bez metafory okalającej zniszczenia mojego środka. 
nie lubię czytać o słodkich porankach pachnących kawą i ciepłą z każdej strony poduszką. 
znowu mam zimne stopy i dłonie, chyba pozbywam się zakończeń nerwowych. 
jest mi wstyd za moje nastroje. 
w dodatku - być może przekonam się do Gombrowicza, a to zapewne trwale naruszy fundamenty mojej literackości. 

piątek, 7 grudnia 2012

nocne lęki w koronkach

rodzisz się w wielkim trudzie myśli. każdego ranka to krwawa ofiara a każdej nocy bolesne niezasypianie. jest obficie od całości ciebie, której nigdzie nie ma. próżno szukać nawet marnej części, odgłosów, albo literackich tropów głośno zakrzyczanych. jest też gęste powietrze otulone albo stwarzane ze smutnej poświaty zielonkawego światła, które jako jedyne i autonomiczne zwierze, stwarza w tym pokoju intymność. nie ma jej w istotach cielesnych, więc przeniosłam ją na martwe przedmioty, które ożywiam palcami na swoje własne potrzeby przebywania właśnie w tym miejscu. bije mnie po głowie literatura, która przykro wsiąka z każdym miesiącem mocniej i odważniej, cieknie bladym strumieniem niewiary i dokańcza wielkiego dzieła niszczenia moich zmysłów, które chyba zaczynają umierać, albo poszły na wielki cmentarny marsz ku pokrzepianiu innych. wszystko co ważne jest albo w muzeum moich wyobrażeń o sobie albo jeszcze w ogóle się nie narodziło. drażni mnie wszystko co jest podwójne, boli mnie wszystko to co nie krąży samotnie wokół mnie, co nie płacze i co się nie dusi z zatroskań i lęków nocnych.

poniedziałek, 3 grudnia 2012

chciałabym abyś okazał się moim miejscem takim które zawsze mogę dotknąć
nawiedzać swoją smutną obecnością
i takim które mogę objąć zatopić się w nimi zatrzymać powoli tak abyś nie stracił żadnego oddechu

chciałabym abyś spróbował mnie poznać od końca od pleców po obojczyk od stóp po brzeg czoła od pierwszego słowa które nieśmiało chcę wypowiedzieć.