czwartek, 26 września 2013

trzydzieści dziewięć

spierzchnięte dłonie i cała przemoc świata skierowana w jeden sercowy ośrodek mikrouśmiechy porozrzucane na ulicach a ty mówisz że czasami mam przyjemną twarz
drętwienie na policzkach     wczoraj odcisnąłeś linie papilarne swoich dłoni na moich plecach
wtedy właśnie spadły na mnie cztery tysiące gwiazd i czułam że moje ciało jest jak zamglone światło - gęste i pachnące mlekiem
nie ma już mojego apokaliptycznego strachu
schował się pod warstwami kołdry w której szukam oznak drugiego życia

4 komentarze:

  1. nie wiem, kim jesteś, ale już z samego pisania czuję, że jesteś fascynującą osobą.
    (przedmieścia Poznania pozdrawiają Poznań, chociaż może powinienem napisać, że Maius pozdrawia Maius)

    OdpowiedzUsuń
  2. nazwałbym to raczej permanentnym umieraniem, chociaż apokalipsa jesienna to też dobre określenie.
    ależ nie ma za co, cała przyjemność po mojej stronie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. och, teraz rozumiem i nie pozostaje mi nic innego, jak przyznać rację. nie wiem, czy to przez ten chłód, czy przez szarość za oknem, ale jesień bardziej boli.
    (ja do Świetlickiego mam stosunek ambiwalentny: nie powinienem go lubić, ale jednak czasem do mnie mocno trafia)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ah! Chciałbym by tak ktoś do mnie mówił!

    OdpowiedzUsuń