wtorek, 18 września 2012

take me somewhere nice

skóra która oddychała latem w oczekiwaniu na następny dzień najlepiej było jednak nocą gdy dźwięk wydostawał się z przytłumionego nieśmiałością obrazu. ostrożność była kluczem do porozumienia który rozwarstwić miał wszystkie z niepewności rodzących się przez lata. dlatego z każdym słowem które miało zapach sztuczności i było zbyt wolne aby dotrzeć do niej na czas oddawał kawałek niepokoju i kłamstwa. ładnie kłamał - jak ksiądz który dziecku opowiada o wiecznych aniołach. nie było tu miejsca na żal utratę i niedowierzanie. było tylko szkoda opowiedzianych historii zakończonych zdań i znaków zapytania.
nocą jest nam najlepiej.

wtorek, 11 września 2012

druga w nocy to dobry czas na oglądanie zdjęć tkliwych nihilistów
na wracanie (zawracanie?) z dobrze znanego mieszkania
na moknięcie
na niespanie
na myślenie
na słuchanie
na czas, który tutaj i tak kłamie
więc nie będziesz mógł mnie znaleźć.

niedziela, 9 września 2012

chciałabym poznać odpowiedz na każde z twoich pytań. nie potrafię. chciałabym usłyszeć głosy, które odbijają się od ściany dźwiękiem poplątanym z wyrzutami sumienia, które pojawiły się po wyjściu za drzwi.
chciałabym poznać fakturę swojej skóry wtedy gdy jest jej dobrze, gdy wpada w dłonie otwarte na oścież, które gdy się zamkną to tylko raz i na zawsze. chciałabym wykrzyczeć, wydostać, wypchnąć na zewnątrz tyle myśli i emocji.
nie potrafię.

piątek, 7 września 2012

jest nowy plan. są nowe ciuchy. będą nowe buty. jest świeża muzyka. przybyło też przeczytanych książek. i wydłużyła się lista tych, które czekają - najpewniej na moją uwagę. włosy tak trochę już chciałyby do fryzjera, ale też jeszcze muszą poczekać. spodnie też chce kupić, rozmiar mniejsze, później może dwa rozmiary. umyję też okno i powieszę nowe zasłony. a jak nastanie już poniedziałek to zacznę myśleć o układaniu zajęć.
obawiam się tylko, że przybędzie mi papierosów w torbie. zaczynam kopiować poprzednie dwa lata ze swojego życia.
nie mogę się doczekać.

poniedziałek, 3 września 2012

wyszeptane
nędzne opary rzeczywistości jesteśmy w niej bezwstydni raz jeszcze chociaż obiecaliśmy sobie zgodę na tworzenie nowych form
pierwiastki
tego co jeszcze wczoraj leżało na podłodze przemówił w zakłopotaniu i subtelności
ciała
skulone razem tworzą jedyną rzecz wartą niepokoju
scaliły
się moje słowa.

niedziela, 2 września 2012

Nic nie stanowi teraz dla mnie większej całości. Nie wiem czy kiedykolwiek była jakaś całość, która wstawałaby ze mną z łóżka, brała prysznic i jadła obiad. Nie wiem czy kiedykolwiek byłam bliska aby stworzyć coś co mogłoby być całością. Co gorsza ja również nigdy nie byłam całością dla kogoś. Jedną i spójną całością, która miałaby na szyi wyryty adres zamieszkania, numer pesel i imię swojego kota. Całość kojarzy mi się z czymś okrągłym, owalnym, słodkim i puchatym. Całość nie może drapać, uwierać, męczyć i zadawać pytań. Całość po prostu jest. A tutaj nadal jest coś rzucone na podłodze w milionach kawałków, które do siebie nie pasują - chociaż ja cały czas skrupulatnie zbieram je i sklejam. Czasem na siłę dodaję nowy element, bo rozpierwiastkowanie drażni moje oczy.

sobota, 1 września 2012

r.o.z.cz.ę.ś.c.i.ł.e.ś
a teraz trzęsę się
kule ogon
jak gdybym go miała
pod siebie bo tak najcieplej
i bliżej już być nie może
to taka bliskość
na jaką mnie stać.